Szopkarze i Orszak Lajkonika

MUZEUM KRAKOWA

Muzeum Krakowa sprawuje opiekę nad dwiema grupami działającymi w obszarze niematerialnego dziedzictwa kulturowego – szopkarzami i orszakiem Lajkonika. Rozpoczęte w 2013 r. starania o wpis obu tradycji na Reprezentatywną Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości (poczynając od listy krajowej) przyniosły efekt i tradycja budowy szopek krakowskich została wpisana na listę w 2018 r.

Orszak Lajkonika. Fot. Katarzyna Jagodzińska

Z dr. Andrzejem Szoką z Centrum Interpretacji Niematerialnego Dziedzictwa Krakowa rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Kontakt Muzeum Krakowa z szopkarzami ma długą tradycję, Konkurs Szopek Krakowskich jest organizowany od 1937, a przez muzeum od 1946 r. A kiedy pojawił się pomysł do podjęcia dyskusji z szopkarzami na temat możliwości starania się o wpis na Reprezentatywną listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO?

Pomysł wpisania czegokolwiek z Krakowa pojawił się w związku z artykułem[1]National Geographic w 2011 roku. Kserokopię przyniosła wtedy dr Magdalena Kwiecińska z Działu Folkloru i Tradycji. Polska w połowie 2011 roku, po wielu latach, ratyfikowała konwencję o ochronie niematerialnego dziedzictwa kulturowego i w tym artykule pojawiły się pomysły, co ewentualnie Polska, która w tych wszystkich procedurach jest trochę zapóźniona, mogłaby zgłosić, czym mogłaby się pochwalić. Oprócz tradycji ogólnopolskich, jak na przykład Wigilia, wymieniony został Kraków i stąd konkretnie Bractwo Kurkowe, hejnał i Lajkonik. Szopkarstwa tam nie było. Ja od 2011 roku zajmuję się w Muzeum Krakowa organizacją pochodu Lajkonika, natomiast działania związane z szopkarstwem prowadziły dr Kwiecińska i Małgorzata Niechaj. Podzieliliśmy się w ten sposób, że ja przyjrzę się możliwością „pochwalenia się” Lajkonikiem w związku z Reprezentatywną listą niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO, a dr Kwiecińska szopkarstwem.

Ale dlaczego w ogóle się zainteresowaliśmy? Nie myśleliśmy o promocji. Wpis na Listę dawał możliwość ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego – jego formy i wyjątkowości. Wtedy właśnie toczyliśmy w muzeum dyskusję na temat Lajkonika, którym muzeum opiekuje się od siedemdziesięciu lat. Pojawił się prawny spór, wysyłaliśmy pisma do straży miejskiej, plastyka miejskiego, różnych urzędów, aby Lajkonik był tylko raz w roku. Aby przy każdej imprezie miejskiej nie pojawiał się inny człowiek w podobnym stroju i aby po Rynku nie chodził człowiek, który za pieniądze fotografuje się z turystami. Stąd pomysł, że skoro jest taka Lista, która chroni dziedzictwo niematerialne, aby ochronić w ten sposób Lajkonika. Obejmijmy go inwentaryzacją, wpiszmy go do protokołu i wtedy wykorzystywanie tej postaci już nie będzie możliwe. To był motor działania.

We wrześniu 2012 roku odbyła się konferencja dotycząca niematerialnego dziedzictwa kulturowego w Lublinie i wtedy oprócz wystąpień teoretycznych odbywał się panel, na którym pracownicy Narodowego Instytutu Dziedzictwa zaprezentowali formularze wniosków. W grupach warsztatowych robiliśmy próbę opisania zjawisk z naszych miast. Opisywaliśmy nasze tradycje tak, jakbyśmy je chcieli wpisać na listę krajową. To był pierwszy formalny krok, kiedy zaczęliśmy cokolwiek w tym kierunku robić.

Na przełomie 2012 i 2013 roku zdecydowaliśmy z Magdaleną Kwiecińską, że spróbujemy zaprezentować pomysł zgłoszenia tych dwóch tradycji na listę krajową. Z warsztatów w Lublinie przywiozłem przekonanie, że musi odbyć się spotkanie z ludźmi, na którym zaprezentujemy Konwencję z 2003 roku i Reprezentatywną listę UNESCO, i opowiemy, z czym to się wiąże. Pomysł bardzo się spodobał jeśli chodzi o pochód Lajkonika, głównie samego Lajkonika Zbigniewa Glonka i kilku osób ze starszyzny orszaku. On się bardzo do niego zapalił. Jeśli chodzi o szopkarstwo, trzeba było podejść do większej grupy ludzi. W 2012 roku Magdalena Kwiecińska realizowała projekt wizyt w domach szopkarzy i miała z nimi bardzo bliski kontakt. Przygotowywała też biogramy szopkarzy do książki. W czasie promocji tej książki, która ukazała się w styczniu 2013 roku, na końcowym wykładzie, zaprezentowałem Listę oraz pokazałem tradycje z regionu, Litwy i Czech, które są już na nią wpisane. Mówiliśmy, że z wpisem mogą być związane nawet kwestie finansowe, jeżeli będzie promowany. O tym też mówili przedstawiciele NID-u. To się szopkarzom spodobało. Nie było to główne wydarzenie tego dnia, oni przyszli głównie spotkać się w związku z wydaniem książki, ale idea została zasiana.

Pod koniec lutego 2013 roku łatwiej już było zorganizować spotkanie w sprawie podjęcia decyzji przez środowisko szopkarskie dotyczące zgłoszenia szopkarstwa na krajową listę. Odbyło się spotkanie w muzeum. Szopkarze przychodzą wtedy na finisaż, podczas którego dostają pamiątkowe dyplomy i powoli zabierają swoje szopki. Przy okazji zrobiliśmy głosowanie i wybraliśmy przedstawiciela szopkarstwa. Na koniec dyrektor przeczytał list marszałka województwa małopolskiego, który w związku z ratyfikacją konwencji i tym, że uruchamiane były procedury wpisu, zachęcał instytucje małopolskie do refleksji, co dyrektorzy regionalnych instytucji mogliby na krajową listę zgłosić. A szopkarze odpowiedzieli, że już swojego przedstawiciela wybrali.

Z orszakiem Lajkonika również się spotkaliśmy, przy innej okazji. Przedstawicielem orszaku został sam Lajkonik.

Taki był początek.

Szopka krakowska Krzysztofa Greli z 2018 roku. Fot. Katarzyna Jagodzińska
Szopka krakowska wykonana przez dzieci z Centrum Kultury Podgórze w 2018 roku. Fot. Katarzyna Jagodzińska

Do grupy szopkarzy trudniej było dotrzeć niż do orszaku Lajkonika? Grupa jest większa i bardziej różnorodna. Bazą były kontakty wypracowane przez dr Kwiecińską?

Tak, ale nie tylko. Muzeum było już wcześniej w posiadaniu kontaktów. Wtedy aktywna była nieżyjąca już Anna Szałapak, która przekazała nam wiele kontaktów. Grupa szopkarzy zmieniała się. Było kilku liderów, inni rzadziej się pojawiali – w czasie konkursu, finisażu, otwarcia wystawy, rozdania nagród, a potem przez rok nie było z nimi właściwie kontaktu. Magdalena Kwiecińska zmieniła to i bliższe kontakty zaczęły być prowadzone z większą grupą, nagrywane były filmy i prowadzone wywiady. Nie tylko z szopkarzami, którzy wygrywają pierwsze nagrody, ale z szopkarzami, którzy biorą udział w konkursie w miarę regularnie i stanowi to dla nich coś ważnego. Kontakty z tą grupą odbywały się więc również w ciągu roku, podczas spotkań środowiskowych.

Kiedy zapadła decyzja, że szopkarze chcą starać się o wpis na Listę, jak ta praca dalej przebiegała? Czy była przede wszystkim po stronie muzeum, czy rozłożyła się pomiędzy muzeum i środowisko szopkarzy?

Przygotowanie obu wniosków dotyczących szopkarstwa i pochodu Lajkonika było po stronie pracowników Działu Folkloru i Tradycji. My przygotowaliśmy wszystkie opisy – trzeba było w nich przedstawić zjawisko, współczesny kontekst, historyczny wymiar, zaangażowanie depozytariuszy. Chociaż program jest skierowany do osób nie posiadających wykształcenia akademickiego, humanistycznego, to jednak te formularze są dość trudne, i to zarówno formularze, w którym zgłasza się dane zjawisko na Listę, jak i potem wnioski ewaluacyjne, gdzie trzeba opisać, jak przebiega ochrona. Pytający bardzo szczegółowo wchodzą w te zagadnienia i nie ma moim zdaniem możliwości, aby nie ubrać tych tekstów w język przyjęty dla wniosków.

Oczywiście niezależnie od wniosku mieliśmy już wtedy zebraną dużą część materiału. Mieliśmy zrealizowane wywiady zarówno z szopkarzami, jak i z orszakiem Lajkonika. W trakcie przygotowywania wniosku kontaktowaliśmy się już tylko z kilkoma osobami, w przypadku wpisania pochodu Lajkonika to z samym Lajkonikiem i chorążym, a w przypadku szopkarstwa z Dariuszem Czyżem, który został wybrany na przedstawiciela szopkarzy i doraźnie jeszcze z kilkoma innymi osobami.

Pokonkursowa wystawa szopek krakowskich w Celestacie w 2018 roku. Fot. Katarzyna Jagodzińska

Jak się Panu wydaje, w jakim stopniu obie te grupy czuły podmiotowość w staraniach o wpis, a w jakim uznały, że to Muzeum Krakowa ich zgłasza?

Zależy kto z tej grupy. Wydaje mi się, że w przypadku orszaku, Zbigniew Glonek, który jest Lajkonikiem, taką podmiotowość przyjął. Może świadczyć o tym na przykład fakt, że w czasie zgłaszania kandydata na Listę UNESCO nieustannie dzwonił do NID-u ministerstwa i dopytywał, kiedy będzie odpowiedź. Potem, gdy okazało się, że wybrane zostało szopkarstwo, nie pochód Lajkonika, dzwonił pytać czy to jest decyzja ostateczna, czy to, że zgłaszana jest tradycja z Krakowa nie przekreśla możliwości zgłoszenia kolejnego krakowskiego wpisu. On sam podejmował działania lobbingowe, o których ja nie wiedziałem. Natomiast pozostałe osoby z orszaku chyba rzeczywiście traktowały to w ten sposób, że zgłoszeniem zajmuje się muzeum. Na spotkania związane z przygotowaniem wniosku przychodzili, chociaż czekali na to, co my zaproponujemy.

Podmiotowość szopkarzy krystalizuje się bardziej teraz, po wpisie, wcześniej raczej czekali na to, co zrobi muzeum. Na fali wpisu pojawiły się różne działania, na przykład pracownie, które prowadzą najbardziej aktywne osoby. Marek Markowski, który jest zastępcą przedstawiciela szopkarzy, wykorzystuje swoje kanały w radzie miasta, aby pewne rzeczy załatwić. W ten sposób działają pojedyncze osoby, natomiast grupa liczy, że to muzeum coś załatwi.

Czy można założyć, że gdyby działań nie podjęło muzeum, to do wpisu by nie doszło?

Być może tak szybko do wpisu na listę krajową by nie doszło. To były pierwsze wnioski złożone w Polsce. Przypuszczam, że być może dopiero po tym, jak wieść o tej liście i już wpisanych na nią tradycjach się rozniosła, to któraś z tych osób by to zorganizowała. Tak jak to było w przypadku koronczarek krakowskich. Tam panie w 2016 roku napisały wniosek same, a dr Magdalena Kwiecińska tylko go skonsultowała. Koronczarki nie są tak mocno związane z muzeum, te związki budujemy dopiero teraz, od mniej więcej dwóch lat, typu warsztaty organizowane w muzeum czy publikacja na ich temat.

Proszę powiedzieć więc na temat relacji pomiędzy muzeum a różnymi grupami. Czy muzeum zawsze pełni taką pomocową rolę, odpowiada na prośby o wsparcie w podejmowanych działaniach?

Niektórzy szopkarze doskonale radzą sobie sami i organizują na przykład własne wystawy, o których my nawet nie wiemy. Ale próśb o pomoc i wsparcie jest dosyć dużo, na przykład o pracownie czy stypendia twórcze miasta Krakowa. Często teksty wniosków stypendialnych przygotowujemy my. Natomiast nie mam przekonania czy wcześniej, na przykład piętnaście lat temu, szopkarze tak często z różnymi prośbami przychodzili. Były kontakty indywidualne. Kilkoro wybitnych szopkarzy Anna Szałapak promowała, szczególnie Macieja Moszewa, aby mógł pojechać za granicę zaprezentować swoje szopki. Wydaje mi się, że dopiero teraz, kiedy pojawiły się środki ministerialne i dzięki którym muzeum ma na przykład możliwość organizacji warsztatów czy zakupu materiałów, to zaczęli częściej się do nas zwracać. Dużo z nimi rozmawiamy i wtedy mówią nam czego potrzebują, co stanowi problem.

Dwustronna szopka krakowska Pawła Nawały prezentowana przed Galerią Kazimierz. Fot. Katarzyna Jagodzińska

Z jakimi grupami muzeum pozostaje w kontakcie, poza szopkarzami, orszakiem Lajkonika i koronczarkami, które pojawiły się niedawno?

Jeśli chodzi krakowskie tradycje, to są pojedyncze osoby. Na przykład pani Agata Seweryn, która robi światy z opłatka czy pająka rogatego z Krowodrzy, czyli ozdoby choinkowe na Boże Narodzenie. Nawiązujemy kontakt przy okazji warsztatów lub wykładów. Wtedy często pojawia się kwestia przekazania jakiś obiektów do muzeum. Jeśli chodzi o grupy, to są te trzy, przy czym kontakt z koronczarkami krakowskimi do dopiero początek, nie zrealizowaliśmy jeszcze wspólnie większego projektu. Ale już zwróciły się do nas z propozycją, aby w 2023 roku zorganizować w muzeum światowy konwent koronczarek OIDFA.

To nie jest takie proste, aby opieką otoczyć więcej grup. Opiekunem hejnalistów na przykład jest komenda straży pożarnej, więc nie mają potrzeby szukać opiekuna w postaci muzeum. Natomiast grupy, które nie miały takiego opiekuna, jak koronczarki i jeśli nie znalazły go na przykład w Muzeum Etnograficznym, szukają go w Muzeum Krakowa. Koronczarki akurat mają stowarzyszenie, ale widzą, że stowarzyszenie nie ma takiej skuteczności działania jak muzeum, które ma ułatwiony dostęp do środków miejskich czy ministerialnych. Każda grupa niesie ze sobą dużo pracy, bo każda ma jakieś problemy, pomysły, z każdym trzeba zawrzeć umowę, opisać działające w nich osoby, przygotować książkę, przedstawić na stronie internetowej. Wydaje mi się, że nasza dyrekcja z odpowiedzialnością i namysłem decyduje się na podjęcie bliskiej współpracy z kolejnymi grupami w Krakowie. Sporadycznie tak, ale stała współpraca rozciąga się na dekady.

Wspomniał Pan o Muzeum Etnograficznym. Czy jeśli chodzi o Kraków pomiędzy oboma muzeami istnieje podział kompetencji?

W czasach PRL-u istniał podział, że Muzeum Etnograficzne zajmuje się tym, co jest poza granicami gminy miejskiej Kraków, a Muzeum Historyczne Miasta Krakowa tym, co jest wewnątrz gminy. Teraz to się bardziej rozmywa. My aż tak bardzo nie wychodzimy poza granice miasta, natomiast Muzeum Etnograficzne realizuje też projekty bardziej ogólne, jak wesela, obrzędy świąteczne, pandemia. W Muzeum Etnograficznym działa stowarzyszenie LUD-Art, z nimi związane są koronczarki klockowe. Jedne i drugie koronczarki działają niezależnie od siebie.

W jaki sposób osoby z tych różnych grup traktują muzeum? Użył Pan określenia „opiekun”. Czy te osoby korzystają też z zasobów muzeum, czy chodzą na wystawy, uczestniczą w warsztatach, czy też są skoncentrowane na konkretnym polu, które ich interesuje i gdzie chcą coś załatwić?

Wydaje mi się, że w większości są to osoby, które są w muzeum częściej niż przeciętny krakowianin. Przy różnych projektach wystaw oni byli zapraszani jako goście specjalni. Czasami też zwracają się o zasoby cyfrowe, zdjęcia czy dostęp do muzealiów. Ale też nie powiedziałbym, że szopkarze korzystają z jakiś obiektów, aby je później przetwarzać w szopce.

W ubiegłym roku szopkarze sami zorganizowali wstawę pod Paryżem. My nie byliśmy w stanie tego zrobić, użyczyliśmy im wtedy tylko zasoby cyfrowe potrzebne do aranżacji i pomogliśmy zrobić wydruki. To była pierwsza wystawa na taką skalę, była bardzo udana. Pojechałem ją zobaczyć, pomagałem też przy demontażu. Trwała tylko dziesięć dni. Zaprezentowali na niej szopki swoje i pożyczone od kolegów.

Orszak Lajkonika. Fot. Katarzyna Jagodzińska

Do jakiego stopnia te grupy „zaopiekowane” przez muzeum są częścią muzeum? Czy mają jakieś przywileje?

Przy okazji otwarcia wystawy szopek zawsze szopkarzom – w każdym razie grupie, którą możemy określić jako środowisko szopkarzy – przekazujemy karty wstępu czy książki. Dużą wartością są też spotkania, które organizujemy. Czasami jest to wspólna kolacja. To służy wymianie myśli, dowiedzeniu się, czego oczekują. Są to spotkania zacieśniające naszą współpracę, wtedy czują się częścią muzeum. Pojawia się na nich część kadry muzealnej – osoby, które są zaangażowane w pracę przy szopkach czy Lajkoniku, jest obecny dyrektor. Dyrektor rozmawia z nimi traktując ich jak partnerów w projekcie. Te spotkania, nazwijmy je biesiadnymi, są pozytywnie odbierane i wiele pomysłów się w ich trakcie pojawiło. Staramy się, aby szopkarze byli częścią muzeum, nie jako pracownicy, nie jako klienci, ale taka grupa zaopiekowana.

Zwracamy szopkarzom uwagę, że muzeum ma swoje ograniczenia finansowe czy kadrowe, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego załatwić, i że być może mieliby możliwość więcej uzyskać, gdyby mieli swoje stowarzyszenie. W ostatnich miesiącach dużo o tym rozmawialiśmy Podczas spotkania zorganizowanego w rocznicę wpisu na Listę UNESCO obecny pan Robert Piaskowski, pełnomocnik prezydenta miasta Krakowa ds. kultury, który bezpośrednio zwrócił się do nich z gratulacjami i powiedział, że jeśli miasto miałoby im pomóc, to tak jak księgarze czy małe kina, szopkarze powinni mieć stowarzyszenie. W lutym, jeszcze przed pandemią, prowadziliśmy rozmowy, aby zorganizować spotkanie, podczas którego muzeum by pomogło od strony prawnej założyć stowarzyszenie, ale na razie to zostało przerwane.

A było zainteresowanie ze strony szopkarzy, czy bardziej obawa i rezerwa?

Ten temat pojawia się od lat. Słyszałem o tym, że w latach 90. ktoś takie stowarzyszenie założył, ale ono nie przerwało. Była próba zorganizowania nieformalnej grupy, aby stworzyć stronę internetową, ale to też się nie udało i szopkarze mają indywidualne strony. Czy takie stowarzyszenie powstanie? Nie daję temu dużych szans, bo widzę rezerwę. Wielu szopkarzy uważa, że robią szopki na konkurs i to im wystarcza, mają też pieniądze z innych źródeł i nie potrzebują starać się o granty, albo muzeum daje im to, czego chcą. Są to też artyści-indywidualiści, którzy być może nie widzą potrzeby współpracy. Pojawiają się różne głosy, ale jest wiele głosów z rezerwą: „Czy na pewno jest nam to potrzebne?”, „Przyjdzie parę osób, podpisze się, a potem nie będą płacić składek”. Nie ma takiej energii, że robimy stowarzyszenie i dzięki temu na przykład pozyskamy środki. Nie wiem czy to wynika z braku zaufania czy też z działań samego muzeum, które trochę wypełnia funkcję takiego zarządu stowarzyszenia.

A czy kwestia kierowania takim stowarzyszenie też mogłaby być powodem? Mam tu na myśli, że więcej osób czuje się liderami szopkarzy.

Tak, to też może być z tym związane. Być może muzeum traktuje wszystkich równo. Chociaż też pojawiają się głosy, że ktoś miał warsztaty, ktoś gdzieś pojechał, a ktoś nie.

Czy przypomina Pan sobie pomysł ze strony którejś z tych grup, który był nierealny? Niekoniecznie z uwagi na brak mocy przerobowych, ale taki, którego po prostu muzeum jako instytucja nie mogłaby zrealizować?

Są szopkarze, którzy występują również w orszaku Lajkonika. Zdarzały się przypadki osób, które były w orszaku, były szopkarzami i jednocześnie pracownikami muzeum. To byli konserwatorzy szopek. W historii muzeum dobrzy szopkarze byli zatrudniani na etacie właśnie jako konserwatorzy, były cztery czy piąć takich osób. Zdarzało się, że te osoby zgłaszały pomysł, aby zmienić pochód Lajkonika i wprowadzić na przykład scenki rekonstrukcyjne – Tatarów, którzy porywają branki, krakowian wziętych w niewolę, którzy są uwalniani przez włóczków z orszaku Lajkonika. Rozmawialiśmy o tym z całym środowiskiem, część osób była na tak, część na nie, i to w końcu nie było realizowane. Ale zmiany są wprowadzane. Na przykład Lajkonik wprowadził zmianę, że na początku pochodu grany jest hejnał mariacki.

Nie przypominam sobie pomysłu, który by został oficjalnie zgłoszony. Pojawiła się myśl, aby przywrócić tradycję wożenia szopek dorożkami z Rynku Głównego do Celestatu, gdzie odbywa się wystawa. To było rozważane, ale okazało się, że jest zbyt drogie i trudne logistycznie, i nie zostało zrealizowane. Wybrana została opcja że szopki są przewożone autobusami. Muzeum nawet przychylnie popatrzyło na projekt.

Czy ktoś z działu folkloru należy do którejś z grup?

Nie. Ja osobiście nie chcę wchodzić w rolę orszaku czy szopkarza. Ale podam inny przykład. Mieliśmy dwa lata temu praktykantkę w dziale, Amerykankę, która mieszka w Polsce, która pomagała nam w organizacji konkursu. Ona zrobiła szopkę na konkurs według swojego pomysłu. Była to szopka ze śmieci, z butelek i papierków. Nie dostała nagrody, ale została zakupiona do kolekcji przez Muzeum Etnograficzne.

Wystawę szopek można określić mianem partycypacyjnej?

Wystawa szopek jest robiona przez ludzi, którzy mogą tam pokazać wszystko. A na przestrzeni lat pokazywane były rzeczy różne, pojawiały się szopki mocno zaangażowane, niektóre wzbudzały sensację lub niesmak. Jest to coś, czego do końca nie kontrolujemy, nie wiemy, co się stanie, kto co przyniesie, o czym powie.

A czy szopkarze mają wpływ na aranżację wystawy?

Jest plastyk, który projektuje aranżację plastyczną, jest kurator wystawy, który decyduje o ustawieniu szopek kategoriami i nagrodami w tych kategoriach. Konkurs odbywa się w czwartek, w piątek i sobotę jest budowana wystawa. Od dwóch lat staramy się, aby w szczególności szopkarze z młodszego pokolenia byli obecni w piątek i sobotę, i też coś zrobili, poprzestawiali, doświetlili – zwłaszcza szopkarze miniaturzyści. Właśnie dwa lata temu po raz pierwszy pozwoliliśmy im coś na wystawie robić. Wcześniej zostawiali swoje szopki i potem dopiero widzieli wystawę. Większość tak robi, ale dwie czy trzy osoby ostatnio się zaangażowały.

Czy poza przestrzenią na wystawę szopek muzeum użycza także swoich przestrzeni magazynowych dla orszaku Lajkonika czy dla szopkarzy?

Stroje orszaku są własnością muzeum. Dawniej, przed wojną, stroje były wypożyczane z teatrów lub były przygotowywane w domach, szyte przez orszak Lajkonika. Do 1972 roku uroczystość była organizowana po części przez rodzinę Micińskich. Z biegiem czasu coraz bardziej miasto i muzeum były odpowiedziane za organizację pochodu, ale mimo to ta rodzina cały czas musiała gromadzić stroje przed pochodem – wypożyczać je z teatrów lub też muzeum stroje szyło i przechowywało w swoim magazynie, po czym wypożyczało, a rodzina organizowała wszystkich uczestników orszaku, ubierała ich, już bez udziału muzeum. Ona to organizowała i pobierała haracz na ulicy, którym nie do końca dzieliła się z orszakiem. Na tym tle doszło do konfliktu. Wtedy decyzją rady miasta ta rodzina została odsunięta od organizacji pochodu, a muzeum w całości przejęło organizację i wszystkie stroje. W 1997 roku miała miejsce wielka wymiana strojów. Ich projektantką była Krystyna Zachwatowicz. Jak mówił ówczesny wicedyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Wacław Passowicz, nie było to w ogóle konsultowane z orszakiem. Powstały projekty, uszyto stroje i orszak był w szoku jak siebie w nich zobaczył. Nie podobały im się. Było dużo uwag. Podobnie uważali widzowie, którzy brali udział w pochodzie. Przez lata pojawiał się bardzo silny głos, aby te stroje wymienić. Organizowaliśmy spotkania z orszakiem, jego członkowie ciągle tą kwestię podnosili. Ktoś stwierdził, że jak stroje nie zostaną wymienione, to nie będzie już chodził w pochodzie. W końcu wymiana nastąpiła w latach 2015, 2016, 2017, ostatnie stroje szyliśmy jeszcze w zeszłym roku. Jeszcze nie wszystkie zostały wymienione. Tym razem staraliśmy się je konsultować, chcieliśmy, aby oglądali projekty, mogli dokonywać modyfikacji. W 2013 roku przyjechała do Krakowa grupa, która rekonstruuje wojska mongolskie z XIII wieku. Orszak zobaczył ich na trasie, bardzo spodobały im się stroje, chcieli, aby coś w tym stylu powstało, więc takie rzeczy też zamówiliśmy. Oczywiście zawsze jest wizja projektanta-artysty, ale mimo to na ile się dało, spełnialiśmy ich prośby. Na przykład jeden z włóczków pamięta swój strój z lat osiemdziesiątych i chciał, aby to tego wrócić, więc coś podobnego mu uszyliśmy.

Orszakowi nie wynajmujemy powierzchni magazynowej, to jest bardziej problem przy szopkach. Szopkarze mają problem z magazynowanie szopek niesprzedanych po konkursie. Pojawił się pomysł, aby w muzeum organizować aukcje szopek. Odbyły się trzy aukcje, sprzedały się wtedy pojedyncze szopki W okresie Bożego Narodzenia szopkarze, którzy nie mogą sprzedać swoich szopek, mogą je prezentować w różnych oddziałach muzeum. Staramy się pośredniczyć w sprzedaży szopek. Nie ma magazynu depozytu szopek dla szopkarzy.

20 maja 2020

Już po przeprowadzeniu wywiadu muzeum zrealizowało projekt z koronczarkami krakowskimi


[1] R. Dul, Gwary do nobilitacji, „National Geographic” nr 4 (2011), s. 38-41.