Punkty Widzenia. Młodzi o Triennale

CENTRALNE MUZEUM WŁÓKIENNICTWA W ŁODZI

„Punkty widzenia” to długofalowy projekt skierowany do dzieci w wieku 8-14 lat towarzyszący 16. Międzynarodowemu Triennale Tkaniny i zrealizowany w latach 2019-2020. Uczestnicy projektu w czasie dwudziestu czterech spotkań warsztatowych zapoznali się z różnymi aspektami pracy kuratora i koordynatora wystawy, a w efekcie zrealizowali oprowadzania po wystawie, stworzyli własne katalogi, a w drugi etapie projektu przygotowali własne części ekspozycji.

Punkty Widzenia. Młodzi o Triennale, Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Fot. HaWa

Z Magdaleną Gonerą, pomysłodawczynią i koordynatorką projektu, kierowniczką Działu Edukacji, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Opis projektu, który znalazł się na stronie internetowej muzeum, zaczyna Pani od trzech fundamentalnych pytań: Co robią dzieci w galeriach sztuki? Jak odnajdują się w przestrzeni wypełnionej obiektami artystycznymi? W jaki sposób ich odbiór różni się od osądu dorosłego widza? Zacznijmy od próby odpowiedzi.

To ostatnie pytanie było głównym założeniem projektu, ono padło na samym początku. Pozostałe pojawiły się w trakcie pracy z dzieciakami. Okazało się, że duża część uczestników to dzieci, które nie chodzą do instytucji kultury, więc ta przestrzeń była dla nich czymś zupełnie nowym. One inaczej niż my, którzy jesteśmy tam na co dzień, patrzą na przestrzeń muzeum.

Stąd pojawił się pomysł na ten projekt?

Ja bardzo chciałam zrobić dłuższy, partycypacyjny projekt. W Centralnym Muzeum Włókiennictwa pracuję od trzech lat i przychodząc tu, dostałam za zadanie zmienić Dział Edukacji, który miał wcześniej niezbyt rozbudowaną ofertę i niską frekwencję jeśli chodzi o uczestników działań. To udało mi się przez te trzy lata zrobić i przyszedł czas, że chciałam popracować ze stałą grupą. Chciałam zrealizować projekt, po którym zostanie coś bardziej namacalnego, na przykład katalog. Czasami pracowałam u nas w muzeum przy montażu wystaw, bardzo to lubię i chciałam też zrobić wystawę w muzeum. Wzięłam udział w Ogólnopolskiej Giełdzie Projektów organizowanej przez Narodowe Centrum Kultury i tam, kiedy słuchałam o projektach realizowanych przez inne muzea i osoby prywatne, narodził mi się w głowie ten pomysł. To był październik [2018], akurat zbliżał się czas pisania wniosków do Ministerstwa Kultury, byliśmy też przed Triennale i to był zapalnik, że w ramach tego święta tkaniny moglibyśmy coś zrobić. Wcześniej przy Triennale realizowany był projekt „Triennale w oczach młodego widza”, był to konkurs plastyczny, dzieci wysyłały prace, które potem były prezentowane w muzeum. To niekoniecznie mieściło się w moim pojęciu edukacji i koncepcji tego działu. Dlatego to był dobry moment, aby to zmienić.

Sama koncepcja projektu partycypacyjnego, gdzie efektem końcowym są katalogi, a w trakcie odbywają się warsztaty, nie mieściła się w żadnej kategorii konkursu ministerialnego, stąd podzieliliśmy projekt na dwa lata i dzięki temu otworzyła się furtka zorganizowania wystawy. W konkursach ministerialnych trzeba dokładnie opisać, na czym projekt będzie polegał, natomiast ja sama nie chciałam decydować, o czym ta wystawa będzie, a już na pewno, jaki będzie miała tytuł. Chodziło o to, aby to wypracowały dzieciaki. To, co wpisałam we wniosku, trzeba było później zaktualizować, bo kiedy dzieci przyszły do muzeum, to stwierdziły, że chcą zupełnie czegoś innego. W tym roku pracujemy nad wystawą.

Punkty Widzenia. Młodzi o Triennale, Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Fot. HaWa

Czy projekty realizowane w innych instytucjach wpłynęły na Panią i na kształt tego projektu?

Kiedy wymyślałam tego projekt, to zupełnie nie, natomiast później, kiedy mieliśmy już dotację, akurat brałam udział w organizowanym przez Muzeum Historii Żydów Polskich muzealnym think-tanku, który odbywał się pod hasłem muzeum dzieci. Tam prezentowanych było wiele projektów realizowanych przez różne instytucje mówiących o dzieciach w muzeum. Ja już wtedy widziałam jak nasz projekt będzie wyglądał, ale udział w think-tanku pootwierał mi inne furtki, zaczęłam inaczej o tym projekcie myśleć, dodał mi odwagi do jego realizacji. Cały czas przyświecała mi idea, że nie chcę niczego narzucać. I tak narzuciłam to, że mają powstać katalogi oraz pewną ramę, czyli że to będzie warsztat z udziałem ekspertów, natomiast niczego innego już narzucać nie chciałam.

W jaki sposób uczestnicy zostali zrekrutowani?

Z doświadczeń kolegów i koleżanek wiedziałam, że niektórzy robią coś w rodzaju castingu. Początkowo zastanawiałam się nad tym, tylko na jakiej zasadzie miałabym te dzieciaki oceniać? Stwierdziłam, że to nie jest dobre i zdecydowała finalnie kolejność zgłoszeń. A tak naprawdę w dużej mierze zdecydowali rodzice. W ten sposób wybraliśmy ośmioro uczestników, którzy jako pierwsi się zgłosili. Wysyłałam maile z informacją, że jest to projekt długofalowy, wymagający obecności na warsztatach, aby rodzice potraktowali go poważnie. Jedna dziewczynka zrezygnowała w trakcie projektu, więc została siódemka. Rekrutacja wystartowała w maju 2019 roku, w czerwcu miałam pierwsze spotkanie z dzieciakami i ich rodzicami, a warsztaty rozpoczęły się po wakacjach. Okazało się, że nie możemy się spotykać w tygodniu i mamy do dyspozycji tylko weekendy. Ja w trakcie też uczyłam się różnych rzeczy i przekraczałam swoje granice w tym projekcie. Tempo pracy było bardzo duże. Ja byłam co weekend w pracy.

Dlaczego rodzice dzieci zdecydowali się zapisać je na warsztaty?

Nigdy o to nie spytałam, ale z moich obserwacji wynika, że to są rodzice, którzy sami też się angażują. Część dzieci pochodzi z artystycznych rodzin. Praca mamy Hani znajduje się na wystawie, a ona sama prowadzi pracownię żakardu na łódzkiej ASP.

Jak intensywne były spotkania warsztatowe?

To zależało od warsztatów, niektóre trwały do pięciu godzin, inne półtorej godziny.

Ile spotkań łącznie się odbyło?

Do momentu wydania katalogów odbyło się czternaście spotkań. Wystawa została otwarta 5 października, my zaczęliśmy projektować katalogi we wrześniu, czyli jeszcze przed otwarciem wystawy, ale dzieciaki miały dostęp do wizerunków prac i opisów stworzonych przez artystów i już na tej podstawie zaczynały projektować katalogi.

Jak wyglądała ta praca? Jakie były tematy spotkań, co dzieci robiły?

Pierwsze spotkanie miało charakter integracyjny. Na kolejnym przybliżyliśmy historię Triennale oraz wyjątkowość tej edycji, to było też zmierzenie się z tematem przekraczania granic. Podczas tego warsztatu starałam się nakierować dzieciaki na myślenie artystów, którzy wykonali prace na Triennale. Dzieciaki zrobiły to samo, co artyści – stworzyły swoje prace w odpowiedzi na przekraczanie granic. Na tym spotkaniu dzieci dostały zdjęcia prac, które znalazły się potem na wystawie. Założenie było takie, że mają sobie wybrać do pięciu prac, które znajdą się potem w katalogu. Jednak już na początku września widziałam, że każde z nich nie zdoła przepracować pięciu prac, zatem zmniejszyliśmy ich liczbę do trzech. Staraliśmy się tak podzielić materiał, aby prace się nie powtarzały, tylko były przypisane do danego dziecka. Wybieranie prac ze zdjęć, a zobaczenie ich na żywo, to zupełnie coś innego. Już na samej wystawie jeden z chłopców zmienił swój wybór – jak zobaczył pracę, stwierdził, że jednak woli coś innego.

Przez cały czas realizacji projektu traktowałam go jako proces, podążałam za tym, co się wydarzało na kolejnych spotkaniach. Nie było dla mnie problemem zmienić coś. Ja sama dużo uczyłam się podczas tego projektu. Dobrze nam się pracowało. Zależało mi na tym, aby nie stawiać ich w rolach, których nie czują.

Zatem na drugim spotkaniu dzieciaki wybrały sobie prace. Na trzecim spotkaniu, po wakacjach, odbyły się warsztaty z projektowania katalogu. One trwały najdłużej. W przypadku warsztatów, które prowadzili eksperci, zawierzyłam im i nie ingerowałam w scenariusz tych spotkań. Na tych warsztatach pokazaliśmy katalogi z poprzednich edycji Triennale, ale też katalogi z innych instytucji oraz katalogi nie związane ze sztuką. Warsztaty były prowadzone przez Mirka Owczarka, który w naszym muzeum zajmuje się grafiką i projektowaniem. Kolejne warsztaty odbyły się na drugi dzień po otwarciu Triennale. Były prowadzone przez Kasię Mądrzycką, która jest edukatorką w Muzeum Sztuki w Łodzi i jednocześnie artystką pracującą w tkaninie. Ona miała za zadanie nauczyć dzieciaki opowiadać o pracach –nie tylko pod kątem interpretacji tematu, ale też materiału, z jakiego są wykonane. Tkanina daje bardzo wiele możliwości poznawczych sensorycznie, więc zależało mi na tym, aby uczestnicy inaczej na to spojrzeli niż na obraz czy rzeźbę. Prac nie mogliśmy dotykać, ale przygotowałyśmy dla dzieciaków materiały, z których została wykonana dana praca.

Kolejne warsztaty prowadzone przez Artura Frątczaka dotyczyły fotografowania obiektów. Zdjęcia odbyły się w przestrzeni wystawy. Ekspert dał im zadanie, aby to, co napisali słowami, pokazali obrazem. Te dzieciaki generalnie nie robią zdjęć, niektóre z nich pierwszy raz miały aparat w dłoni. Kiedy przeglądaliśmy potem z Arturem te zdjęcia i robiliśmy edycję, stwierdziliśmy, że niektóre z nich są lepsze, niż te w oficjalnym katalogu wystawy.

Następnie odbyły się warsztaty z edytorstwa. Prowadząca je Ewa Czesna pracowała z dziećmi indywidualnie, z każdym omawiała praktycznie każde słowo. Miałam duże wątpliwości, czy zostawiać w pełni wypowiedzi dzieciaków i w nie nie ingerować, czy też podczas warsztatów mocno je przerabiać. Ewa przyszła mi z pomocą, uznała, że chociaż będzie to długo trwało, to przepracujemy z każdym z uczestników każde słowo. Warsztaty wyszły bardzo dobrze, dzieciaki naprawdę się w to zaangażowały. Teksty, które są w katalogach, są całkowicie ich autorstwa.

Były też warsztaty z emisji głosu. Dzieciaki zrealizowały dwa oprowadzania dla publiczności – jedno w dniu premiery katalogu i kolejne z kuratorką wystawy. Oba odbyły się w grudniu.

Punkty Widzenia. Młodzi o Triennale, Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Fot. HaWa

Czy interpretację pracy dzieci wykonywały podczas spotkań, czy to była praca domowa?

Pierwsze refleksja nastąpiła podczas selekcji prac. Mogli sugerować się samą wizualnością pracy, czy im się podoba, czy nie. Była możliwość wybrania pracy dlatego, że nie zgadzają się z tym, co artysta chce powiedzieć albo z formą, w której to pokazuje. Wybór mógł dotyczyć tematu, który jest dla nich ważny. Tak było w przypadku Hani, która jest wegetarianką i temat okrucieństwa wobec zwierząt mocno w niej siedział. Zależało mi, aby oni mocno zastanowili się nad przesłaniem tych prac, aby to im sprawiało frajdę, a nie było kolejnym przymusem. Opisy początkowo były tworzone na warsztatach z mówienia o dziele sztuki. Tam każdy z uczestników tworzył mapę skojarzeń. Próbowali też wtedy robić opisy, a następnie zabrali je do domów. Mieli za zadanie je spisać i przesłać mi w pliku. Trochę mailowo wymienialiśmy się spostrzeżeniami odnośnie tych opisów. Kiedy ktoś miał problem, spotykaliśmy się indywidualnie poza warsztatami albo rozmawialiśmy przez telefon. Potem pracowaliśmy nad opisami na warsztacie z edytowania tekstów. Wiadomo, że dzieciakami używają skrótów myślowych i warsztaty z edytorstwa pomagały im rozwijać skojarzenia.

Czyli reasumując, organizując spotkania z różnymi ekspertami w dużej mierze dała Pani dzieciom klucz do muzeum – pozwoliła poznać, na czym polega praca różnych działów i specjalistów, a następnie wejść w tę rolę.

Tak.

Dzieci były w wieku od ośmiu do czternastu lat. Czy różnica wielu nie stanowiła problemu?

Kiedy zaczynał się projekt, obawiałam się, czy różnica wieku nie jest zbyt duża, ale potem w trakcie to się nie objawiało. Była grupa, ale tak naprawdę każdy pracował nad swoją indywidualną pracą. Katalog jest od A do Z zrobiony przez jednego uczestnika.

Dlaczego akurat ta grupa wiekowa została wybrana do projektu?

Wyznacznikiem było to, że dzieci musiały umieć czytać i pisać. Projekty, które wcześniej przeglądałam, zazwyczaj były kierowane do starszych grup, młodzieży szesnasto- czy siedemnastoletniej. Ja chciałam popracować z młodszymi dzieciakami. Zależało mi też na totalnej szczerości. To jest wiek, kiedy dzieci jeszcze nie silą się na elokwencję, nie pozują na mądrego krytyka, ale chcą powiedzieć coś od siebie. Chciałam usłyszeć ich, a nie przerobione na ich język to, co artysta chciał powiedzieć. To się super udało.

Jak wyglądały oprowadzania po wystawie?

Pierwsze oprowadzanie wraz z premierą katalogu to było ich święto. Mieliśmy tylko jedną próbę oprowadzania podczas warsztatów z emisji głosu. Podczas oprowadzania towarzyszyła mi koleżanka z działu, ona też była przygotowana do oprowadzania, więc była wsparciem. W trakcie próby okazało się, że jedna dziewczynka, Hania, nie czuje się na siłach opowiadać o wybranych przez siebie pracach, mimo że byliśmy wtedy w swoim gronie. Był płacz, dramat. Takiej sytuacji nie przewidziałam. Ale rozwiązanie tej sytuacji znalazła sama Hania – nagrała audiodeskrypcje, które puszczaliśmy w trakcie oprowadzania. To się świetnie sprawdziło. Nagranie puściliśmy z głośnika, w tym czasie zapadała cisza i, ona mówiła spokojnym głosem i to tylko potęgowało wydźwięk tematu tych prac. Na oprowadzaniu było sporo dzieci. Kiedy minął pierwszy stres, kiedy każde z dzieciaków opowiedziało już o swojej pierwszej pracy, to zaczęli wchodzić w interakcję z publicznością, publiczność zadawała pytania. Oprowadzanie trwało dwie godziny. Na to pierwsze oprowadzanie wprowadziłam limit trzydziestu osób, było na zapisy. Zależało mi na tym, aby pierwsze zetknięcie dzieci z publicznością i publiczne mówienie o swoich emocjach, odbywało się w mniejszym gronie. Aby bardziej ich nie zestresować.

Drugie oprowadzanie było kuratorskie, z Martą Kowalewską, kuratorką Triennale. Wtedy była zasada, że nie muszą opowiadać o wszystkich pracach, mogli mówić o jednej, dwóch, tylko jeśli ktoś chciał, to o trzech. Finalnie jednak wszyscy opowiedzieli o wszystkich wybranych przez siebie pracach. Na to oprowadzanie dzieciaki zaprosiły też koleżanki i kolegów ze szkoły. Dzieciaki same z siebie trochę przejęły rolę gospodarzy muzeum. Przejęły kierownictwo nad całym oprowadzaniem, decydowały, gdzie publiczność ma iść. Ale też chciały pokazać swoim kolegom przestrzeń edukacyjną, gdzie się spotykali, gdzie jest strefa relaksu. Zaczęli biegać po muzeum i oprowadzać po całej instytucji. To było rewelacyjne. Okazało się, że na oprowadzanie przyszła autorka jednej z prac umieszczonych w katalogu. Nadia dostała autograf od artystki, artystka poprosiła o autograf Nadię.

Punkty Widzenia. Młodzi o Triennale, Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Fot. HaWa

Praca dzieci nie zakończyła się na opracowaniu katalogów do wystawy i zrealizowaniu oprowadzań?

Takie było założenie na początku, że w drugiej kolejności dzieci zrobią wystawę. Ja już tego nawet nie traktuję w tym momencie jako projektu. Nie wyobrażam sobie nie spotykać się z nimi w niedziele. Rozmawiamy o różnych sprawach. Oni bardzo są teraz związani ze mną i z muzeum, i chciałabym ich zagarnąć na dłużej. Kiedy zakończy się ten projekt, to chciałabym czerpać od nich wiedzę odnośnie oferty, tego, co oni by chcieli robić w muzeum. Rodzice też przywiązali się do naszego muzeum i strefy relaksu, w której czekają na dzieciaki.

Co to za wystawa, która teraz powstaje?

Nie chciałam im sugerować, co to ma być. Jedynym warunkiem jest to, że mają się na niej znaleźć prace z kolekcji muzeum. Warsztaty zaczęły się w styczniu [2020], udało nam się spotykać warsztatowo do 8 marca [do momentu zamknięcia muzeum z powodu pandemii COVID-19]. Wtedy zdecydowaliśmy, o czym wystawa będzie. Dzieciaki chciały mówić o tym, co je trapi i interesuje – o ekologii. Co się dzieje z naszą planetą? Jaki jest wpływ człowieka? Co możemy zrobić, aby było lepiej? Mamy wybrany zasób prac z kolekcji muzeum, który jeszcze będzie podlegał weryfikacji przez uczestników, pojawiły się pomysły, w jaki sposób temat przedstawić. Najfajniej by było, gdyby dzieciaki miały dostęp do całego katalogu zbiorów muzealnych i z nim pracowały. Przy czym nasze zbiory są bardzo obszerne, mamy kilka kolekcji. Dlatego na samym początku zadecydowaliśmy, że prace wybieramy tylko z tkaniny artystycznej.

Na wystawie oprócz prac z kolekcji znajdą się też obiekty stworzone przez samych uczestników. Zależało nam na tym, aby wystawa była interaktywna – aby obiekty można było dotykać, wykonywać jakieś zadania i w ten sposób eksplorować przestrzeń wystawy. Wyklarowała się również wizja, do kogo ta wystawa ma być głównie skierowana – dla ich rówieśników oraz towarzyszących im dorosłych. Pierwotnie otwarcie było planowane na początek czerwca, ale z uwagi na pandemię plany musiały się zmienić. Teraz pracujemy bardziej tekstowo i umawiamy się na rozmowy na Skypie.

Artefakty stworzone przez uczestników na wystawę mają mieć w założeniu status dzieła sztuki?

Na razie nazwaliśmy je „obiektami”, jeszcze nie wiem, co to dokładnie będzie. Na przykład Adam chce stworzyć przestrzeń z roślinami, które będą produkowały tlen i będzie to strefa czystego powietrza. To traktujemy jako obiekt Adama.

W projekcie dzieci pełnią rolę kuratorów?

Kuratorów, artystów i aranżerów. Przy tej wystawie dzieciaki będą robiły wszystko: wybierają prace, wybierają temat, tworzą prace, będą robiły aranżację. Dostają tak naprawdę pustą przestrzeń, w której mogą zrobić wszystko, oczywiście pod moją opieką.

Jaki jest stosunek do takich działań otwierających muzeum na współpracę z publicznością w samym muzeum?

Dział Edukacji jest bardzo otwarty na takie działania, w naszej codziennej pracy dużo słuchamy naszej publiczności. Mamy w ofercie trzy cykle warsztatów, które zostały przygotowane na prośbę naszych odwiedzających. Dyrekcja daje mi bardzo dużą swobodę jeśli chodzi o to, jakie działania prowadzimy. Dostałam bardzo duży kredyt zaufania i mam też duże wsparcie. Projekt w oczach dyrekcji jest muzeum bardzo potrzebny. Spośród innych pracowników dużo o projekcie wie dział promocji i również mocno mnie wspierał, na przykład w wymyślaniu akcji na Facebooku. Z dużym entuzjazmem projekt został przyjęty przez osoby pilnujące ekspozycję. Katalogi znajdują się na ekspozycji i można je bezpłatnie pobrać, do czego zachęcają właśnie opiekunowie wystawy. Opowiadają też o tym projekcie.

1 kwietnia 2020

Katalogi przygotowane przez uczestników projektu:

Zdjęcia udostępnione przez Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi