Jak działa muzeum i dlaczego jest super?

MUZEUM EMIGRACJI W GDYNI

Podczas trwającego rok projektu grupa dzieci i młodych nastolatków stworzyła nowy regulamin zwiedzania muzeum. Dwa plakaty oraz film w przystępny sposób tłumaczą, co w muzeum wolno i w jaki sposób można z muzeum korzystać, aby było to bezpieczne i aby czerpać z wizyty radość. Projekt jest odpowiedzią na opresyjne zbiory zasad i zakazów, jakimi wypełnione są regulaminy instytucji, a także zachętą dla opiekunów odwiedzających Muzeum Emigracji z dziećmi, aby skorzystać z prawa do swobodnego zachowywania się w muzealnych murach. Wypracowane w ramach projektu materiały znajdują się w przestrzeni muzeum – jeden plakat w kasie, drugi w kąciku zabaw dla dzieci, a film prezentowany jest na ekranie w holu wejściowym.

Podczas codwutygodniowych spotkań jedenaścioro uczestników poznawało różne aspekty pracy muzeum i muzealników, aby później objaśnić swoim rówieśnikom oraz młodszym zwiedzającym, na czym wizyta w muzeum polega. Formę graficzną nadał plakatom grafik Dawid Ryski, a w filmie promocyjno-instruktażowym wystąpili pracownicy muzeum, wypowiadający kwestie napisane przez dzieci.

W projekcie udział wzięli wychowankowie jednej z gdyńskich świetlic socjoterapeutycznych, którzy wcześniej współpracowali z muzeum w innym projekcie posiadającym elementy partycypacyjne. Chęć pozostania w muzeum na dłużej i kontynuacji pracy wyszła od samych uczestników.

Plakat Jak działa muzeum i dlaczego jest super? Muzeum Emigracji w Gdyni

Z Ludwiką Radacką-Majek, specjalistką ds. edukacji, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Tytuł projektu „Jak działa muzeum i dlaczego jest super?” niesie w sobie tezę: muzeum jest super. Celem było przekonać do niej grupę wiekową, do której projekt został skierowany?

Celów było kilka. Wszystko wynikło z naszej obserwacji, że kiedy przychodzą do nas dzieciaki, zwłaszcza grupy szkolne, to pierwsze, co słyszą od nauczycieli, z którymi wchodzą do muzeum, to: „Cicho, bo jesteście w muzeum”, „Proszę schować telefony”, „Proszę przybrać pozę poważnych ludzi”. A to znaczy: nie możecie się czuć swobodnie, nie możecie być sobą, bo jesteście w bardzo ważnym miejscu. Oczywiście są zasady, które w muzeach muszą obowiązywać, są też muzea, które ze względu na swoją tematykę wymagają od odwiedzających zachowywania się w odpowiedni sposób, natomiast nam bardzo zależy, żeby pierwszy kontakt najmłodszych odwiedzających z nami był pozytywny, żeby dzieciaki dobrze się tutaj czuły. Więc tak, chodziło o przekonanie najmłodszych odwiedzających, że tu jest super, że mogą czuć się swobodnie, że tak naprawdę muzeum jest dla nich, a nie odwrotnie.

Skąd pomysł na ten projekt?

Zaczęło się od projektu „Muzeum. Udostępnij!”. Zaprosiliśmy do współpracy przy nim dzieciaki ze świetlic socjoterapeutycznych., które przez dość długi czas do nas przychodziły i uczyły się, co mamy w muzeum, co się dzieje na wystawie, o nowych technologiach. Na wielki finał zapraszały swoich gości – bliskich, rodziny, przyjaciół i oprowadzały ich po wystawie stałej. Dzieciaki były przewodnikami po muzeum. Jedna z tych grup okazała się tak aktywna i zaangażowana, że w dniu finału powiedzieli, że chcą zrobić coś więcej. Ja stwierdziłam, że absolutnie nie można tego zostawić. Skoro uczestnicy nam mówią, że chcą tu zostać i coś robić, to trzeba na to odpowiedzieć. Wspólnie uznaliśmy, że muzealny regulamin jest straszny, a kiedy ktoś przychodzi do muzeum w młodym wieku, to musi polegać na dorosłych. Konieczne jest więc poprawienie dostępności. Oczywiście to jeden z pierwszych kroków, bo jest wiele potrzeb, które trzeba spełnić, aby muzeum było dostępne dla najmłodszych.

Regulamin Sali Małego Podróżnika

Czy projekty angażujące uczestników były już wcześniej w muzeum realizowane?

Projekty partycypacyjne zdarzały się wcześniej. „Muzeum. Udostępnij!” polegało na partycypacji. Bardzo mocno słuchaliśmy dzieciaków. Oczywiście z naszej strony padały propozycje, jak w wielkim finale mogą zaprezentować wystawę, ale to było ich dzieło. My dawaliśmy im dużą wolność. Jeszcze inny, wcześniejszy projekt partycypacyjny, to było stworzenie przewodnika po muzeum dla osób z niepełnosprawnościami. Wtedy również dzieci zostały zaproszone do muzeum i przez jakiś czas wspólnie z pracownikami muzeum nad tym przewodnikiem pracowały. Tak więc takie projekty się zdarzały. A ten projekt, to  było spotkanie mojego pomysłu na to, aby zmienić regulamin z chęcią tej grupy, która akurat się pojawiła i powiedziała, że chce coś zrobić. Poza tym bardzo chciałam dłużej popracować z grupą dzieciaków.

Jak ta grupa się zebrała?

Ona była gotowa, nie dopraszaliśmy do niej już nikogo. Cały czas myślimy, aby stworzyć w muzeum dziecięcą radę muzealną. Uznaliśmy, że być może ten projekt pokaże nam, jak taka partycypacja wygląda, na co zwrócić uwagę, gdybyśmy taką radę chcieli kiedyś stworzyć. Stwierdziliśmy, że warto popracować tutaj z grupą, która już znamy.

Proszę powiedzieć więcej o projekcie „Muzeum. Udostępnij!”. Czy to była dłuższa praca z konkretnymi świetlicami, czy spośród nich ukonstytuowała się grupa chętnych?

To były konkretne świetlice. Praca z grupami ze świetlic socjoterapeutycznych jest bardzo specyficzna. To nierzadko są dzieciaki z marginalizowanych dzielnic. Zdarzało się, że jednego dnia przyjeżdżały do nas dwie świetlice. Każda z nich miała swojego opiekuna z muzeum, ale kiedy gdzieś się w muzeum spotkały, a były to akurat grupy z dzielnic, które się nie lubią, to dochodziło do konfliktów. Dlatego ich łączenie byłoby bardzo trudne. Poza tym każda z tych świetlic miała odrębne potrzeby, problemy, specyfikę.

Jak wyglądała praca? Czy grupa przyjeżdżała do muzeum, czy Pani do nich?

W czerwcu 2018 roku była wielka euforia, że będą robić z nami projekt. Porozmawiałam z nimi, jak ta współpraca będzie wyglądała. Z wychowawcami świetlicy rozmawialiśmy o tym, czy znajdą na to czas. Dzieciaki musiały wiedzieć, na co się zgadzają – że będą musiały do muzeum przyjeżdżać, że proces jest zaplanowany na rok, a to długo. Zrobiliśmy wszystko, aby to była odpowiedzialna decyzja. Potem były wakacje, kiedy się nie spotykaliśmy i zobaczyliśmy się dopiero w nowym roku szkolnym. Spotkania głównie odbywały się w muzeum. Dzieciaki znały już wystawę, ale zorganizowaliśmy dla nich spotkania, które były bardziej krytyczne. Pozwalaliśmy na to, aby wchodząc na wystawę, dzieci mogły powiedzieć, co im się nie podoba, czego brakuje, aby była dostępna dla najmłodszych. Potem już cały czas przyglądaliśmy się regulaminowi. Zastanawialiśmy się, co jest zrozumiałe dla najmłodszych, a co nie.

Dodam, że kiedy spotykaliśmy się z tą grupą w poprzednim projekcie oraz kiedy widzieliśmy się jeszcze przed wakacjami, mieliśmy do czynienia z dziesięcio-jedenastoletnimi dzieciakami, natomiast po wakacjach naglę przyszły nastolatki. To było bardzo ważne, aby ich poważnie traktować, zauważać, że oni już się nie czują jak dzieci.

Zorganizowaliśmy „żywą bibliotekę”. Podczas spotkania z pracownikami każde dziecko mogło podejść do dowolnego pracownika i zadać pytania na temat muzeum, jak tu się pracuje. Odbyło się dużo spotkań, które umożliwiały poznanie muzeum od kuchni oraz tak, jak poznaje je każdy zwiedzający. Wchodziliśmy do muzeum i krok po kroku sprawdzaliśmy punkty styku – czego zwiedzający doświadcza, gdy wchodzi, jaka informacja dla dzieci byłaby w danym momencie potrzebna.

Czyli pracownicy byli dostępni do udzielania odpowiedzi na pytania, a potem ponownie, aby wypowiedzieć napisane przez dzieci kwestie w filmie?

Tak. Powiedziałam im, że będziemy chcieli nakręcić taki film i spytałam, czy będą chcieli w nim wystąpić. Oni powiedzieli „Nie nie, teraz wy pracownicy macie przeczytać to, co myśmy stworzyli”. Pracownicy się zgodzili, a dzieciaki przydzieliły im kwestie. Poprosiłam ich, aby chociaż wstęp zrobił jeden z uczestników projektu.

Zapiski dzieci

A głównym efektem jest regulamin w formie ilustracyjno-tekstowego plakatu?

Powstał film i dwa plakaty – jeden wisi w kasach muzealnych i on odnosi się do ogólnego regulaminu muzeum, co po kolei musimy zrobić, poczynając od zakupu biletu na wystawę, a drugi znajduje się w Sali Małego Podróżnika, w której dzieciaki mogą spędzić miło czas, są tam książki, zabawki. Wśród zasad tego regulaminu znajdują się na przykład takie, że mali ludzie potrzebują wsparcia dużych ludzi, czy zasada dotycząca dbania o porządek: rzeczy lubią wracać na swoje miejsce.

Jak bardzo angażujący czasowo dla uczestników był to projekt? Jak często odbywały się spotkania, jak długo trwały?

Cały projekt trwał rok, od czerwca 2018 do czerwca 2019. Wtedy zawisły tablice, dzieciaki je uroczyście odsłoniły. Spotkania odbywały się co dwa tygodnie i trwały od półtorej godziny do dwóch godzin. Zdarzyło się też, że jechałam do nich do świetlicy.

A jak daleko od muzeum zlokalizowana jest ta świetlica? Czy dotarcie do muzeum było dla nich dużym kłopotem?

Nie, oni znajdują się w centrum Gdyni, autobusem to około dziesięć minut jazdy. Czasowo to nie był problem, ale czasami dzieciaki były już zmęczone wyjazdami do muzeum. Poza tym bardzo chciały, abym ja poznała ich miejsce. Zapraszali mnie na swoją świetlicową wigilię albo na noc filmową. Oczywiście ja na te zaproszenia odpowiadałam i przyjeżdżałam, bo wiedziałam, że to jest ważne, abyśmy nawiązali ze sobą relację. Do dzisiaj zresztą z niektórymi mam kontakt przez wychowawców świetlicy, wiem, co się u nich dzieje. W muzeum zazwyczaj nie mamy możliwości popracować dłużej z jakąś grupą. Przychodzą do nas głównie grupy szkolne, wchodzą na wystawę, zajęcia trwają maksymalnie półtorej godziny, a potem nie wiemy, co się dalej dzieje. Dlatego bardzo ważne jest, aby taki proces długofalowej pracy też w muzeum stworzyć.

Mówiła Pani o chęci powołania rady muzealnej. Z tą grupą pracowała Pani w dwóch projektach. Czy nie było zatem chęci, po ich stronie i po stronie muzeum, aby pracować dalej?

W pewnym momencie ta grupa była mocno zróżnicowana wiekowo. Jak kończyliśmy projekt, to niektórzy już rozstawali się ze świetlicą, kończyli swój pobyt, więc ciężko by już było jeszcze dalej coś z nimi robić. Chęci raczej nie było, ale nie wynikało to z tego, że się zawiedli. Po prostu potrzeba została już wykorzystana. Plany stworzenia dziecięcej rady muzealnej ciągle są, ale cały czas zastanawiamy się, jak to zrobić.

Z jakim przyjęciem ze strony pracowników muzeum projekt się spotkał?

To była bardzo pozytywna odpowiedź, pracownicy są bardzo otwarci na dzieciaki. Kiedy regulamin był prawie na ukończeniu, zorganizowałam spotkanie dla pracowników ochrony i osób zajmujących się czystością w muzeum. Powiedziałam, że taki regulamin powstaje i to oznacza, że na przykład – jak to jest zapisane w regulaminie – można biegać, dopóki to jest bezpieczne i my też to musimy respektować. Było zdziwienie, po co taki regulamin, ale po rzetelnym wytłumaczeniu pomysł spotkał się z akceptacją.

A z jakim przyjęciem ze strony opiekunów grup przychodzących do muzeum spotyka się ten regulamin? Czy zapisy są respektowane, czy nadal grupy są uciszane?

Kiedy spotykamy się z grupą, to przynosimy wydrukowany regulamin jako dowód, że tutaj naprawdę wiele można. Część osób to respektuje i mówi, że świetnie, że to mamy, a część niekoniecznie. Mówią, że u nas w muzeum można, ale w innym muzeum nie i może być problem, że kiedy grupa pójdzie do innego muzeum, zacznie się zachowywać tak, jak tutaj, to ktoś im zwróci uwagę. My zawsze podkreślamy, że to tutaj, u nas, w tym muzeum są takie zasady, a gdzieś indziej mogą być inne. Cały czas chcemy nad tym pracować. Mamy w planach, jak skończy się lockdown, wrócić do organizacji spotkań dla nauczycieli i nauczycielek, również przedszkolnych, i mówić o dostępności.Odbyło się na razie jedno spotkanie. Zarosiliśmy nauczycieli do tego, aby znaleźli się w sytuacji uczniów i uczennic, którzy przychodzą tutaj na zajęcia. Nauczyciele mieli okazję przeżyć to samo, co przeżywają dzieciaki, bo uczestniczyli w bardzo podobnych aktywnościach, musieli na przykład przebrać się w stroje z epoki i robić sobie zdjęcia na wystawie. Dzięki temu mieli konkretne odczucia, i zrozumieli, co ich uczniowie mogą myśleć, kiedy tu przychodzą. Prezentowaliśmy także regulamin.

To są kierunkowe spotkania dla nauczycieli historii?

One odnoszą się do wszystkich nauczycieli. We wspomnianych warsztatach brali udział nauczyciele historii i języka polskiego, ale przede wszystkim byli to nauczyciele klas jeden-trzy, czyli edukacji początkowej. Od kilku lat w muzeum działa projekt skierowany do nauczycieli zatytułowany „Edukacja na fali. Pasjonaci na pokład!” W ramach tego projektu tworzymy ofertę edukacyjną dla nauczycieli. Korzystają z niej głównie nauczyciele przedmiotów humanistycznych, ale nie tylko. Ze względu na tematykę, jaką proponujemy w ofercie, na przykład warsztaty antydyskryminacyjne, uczestnicy to także wychowawcy klas, a więc nierzadko są to także nauczyciele przedmiotów ścisłych.

26 października 2020

Strona projektu

Jak działa muzeum i dlaczego jest super? w PJM

Materiały wizualne udostępnione przez Muzeum Emigracji w Gdyni. Projekt graficzny: Dawid Ryski