Archiwum Społeczne Sulejówka, czyli lokalne partnerstwo

MUZEUM JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO W SULEJÓWKU

Muzeum, biblioteka i lokalne towarzystwo, a jednocześnie instytucja państwowa, samorządowa i organizacja pozarządowa, przystąpiły do budowania społecznego archiwum. Każdy z partnerów ma inne zasoby, kompetencje i możliwości, wszyscy się uzupełniają na rzecz odkrywania lokalnego dziedzictwa, budowania tożsamości i wzmacniania więzi.

Pozyskiwane materiały są digitalizowane, opracowywane i udostępniane w postaci elektronicznej, jednak ich zbiórka przynosi także efekty w postaci artefaktów przekazywanych do muzealnych zbiorów.

Chociaż Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku prezentujące wielką historię i ma na tym polu do spełnienia funkcję edukacyjną skierowaną w dużej mierze do grup szkolnych, to bardzo istotne dla tożsamości instytucji jest jej lokalne zakorzenienie. Współpraca podejmowana na tym polu z lokalnymi instytucjami i organizacjami legitymizuje działania muzeum w Sulejówku.

Z dr. Beatą Nessel-Łukasik, kierowniczką Działu Programów Lokalnych, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Archiwum Społeczne Sulejówka to projekt realizowany przez Muzeum Józefa Piłsudskiego w partnerstwie z Towarzystwem Przyjaciół Sulejówka oraz Miejską Biblioteką Publiczną w Sulejówku. Jak doszło do tego, że muzeum pracuje nad projektem wspólnie z lokalną instytucją i lokalną organizacją?

Długo szukaliśmy pomysłu na to, jak – będąc muzeum o takiej, a nie innej tożsamości, czyli muzeum historycznym, narracyjnym, współprowadzonym – zbudować pomost pomiędzy instytucją a otoczeniem, aby móc rozpocząć współpracę z osobami, które w Sulejówku działały wcześniej, a są zainteresowane przeszłością i poznawaniem historii mieszkanek oraz mieszkańców. Na co dzień każdy z nas ma przecież zupełnie inny obszar działań. Dlatego jako pierwsze padło pytanie, jak można by było skrzyżować nasze drogi, aby każdy z nas mógł dalej działać zgodnie ze swoim programem oraz by powstała „przestrzeń”, w której moglibyśmy razem poszerzać ten program.

Pomimo tego, że w 2015 roku byliśmy jeszcze małym zespołem realizującym dużą inwestycję, staraliśmy się odwiedzać innego rodzaju instytucje kultury czy poznawać bliżej miejsca prowadzone przez organizacje pozarządowe. Dzięki temu mieliśmy okazję przyjrzeć się, w jaki sposób oni podchodzą do tego tematu. Czy w ogóle się nim zajmują, a jeżeli już decydują się na zagłębienie się w historię lokalną, która nie jest ich głównym obszarem działań, to w jakim momencie i w jakiej formie ten temat wybrzmiewa. W oparciu o te wizyty, które realizowaliśmy m.in. w Białystoku, Lublinie czy Sejnach, oraz zebrane w tych miejscach rekomendacje, zaproponowaliśmy osobom, które były zainteresowane współpracą z muzeum, pochylenie się nad tym, co wydało nam się wspólne.

Najszybciej zainteresowanie taką formułą zadeklarowała dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej, Iwona Zbroszczyk, prowadząca bibliotekę w dawnej Willi Ułanka, jak i Towarzystwo Przyjaciół Sulejówka, które działając od latach 80. XX wieku potrzebowało spojrzeć na obszar swoich dotychczasowych działań z trochę innej perspektywy, z uwzględnieniem nowych możliwości, form i narzędzi badań historii lokalnej, historii społecznej, jak i udostępniania efektów tych badań w przestrzeni publicznej, zarówno realnej, jak i cyfrowej.

W ten sposób, kiedy udało nam się znaleźć wspólny cel i poznać zasoby, jakimi dysponuje każda ze storn, przystąpiliśmy do działania. Gdybyśmy próbowali realizować ten sam cel osobno, pewnie w krótkiej perspektywie okazałyby się, że żadne z nas nie mogłoby udźwignąć projektu, który ma perspektywę minimum dziesięcio-, a może nawet dwudziestoletnią, bo tyle czasu wymaga stworzenie kolekcji w archiwum społecznym, nie wspominając już o opracowaniu zbiorów czy udostępnianiu ich innym stronom.

Co muzeum robi w tym projekcie i co dla siebie z tego projektu ma?

Muzeum jest przede wszystkim partnerem merytorycznym, bo ani w Miejskiej Bibliotece Publicznej, ani w organizacji społecznikowskiej zrzeszającej głównie osoby pięćdziesiąt-sześćdziesiąt plus, nie ma historyków czy osób, które tak jak muzealnicy i muzealniczki mają odpowiednie kompetencje do budowania archiwów – nie tylko do pozyskiwania materiałów czy ich digitalizowania, ale także opisywania archiwaliów czy nagrywania relacji świadków historii, czyli w tym przypadku mieszkanek i mieszkańców Sulejówka. W muzeum mamy zespół ludzi o tego rodzaju umiejętnościach oraz profesjonalne skanery i aparaty, których nie ma niezależna organizacja, jaką jest towarzystwo czy niewielka instytucja kultury, jaką jest biblioteka publiczna. Dlatego to jest nasz najważniejszy wkład do projektu. Do tego oczywiście można dodać jeszcze pozyskiwanie finansowania na rozwój działalności archiwum, przy czym taką możliwość ma każdy partner i każdy z nas z tej możliwości skorzystał w ostatnich latach.

Realizacja rozmów i zbieranie świadectw leży po stronie biblioteki, czy każdego z partnerów?

Za program historii mówionej odpowiada muzeum. To stały element naszych działań od 2013 roku, które z uwagi na założenie Archiwum Społecznego Sulejówka po prostu rozszerzyliśmy o nową tematykę. Dzięki temu dotyczy on teraz nie tylko tematów związanych z wielką historią i bohaterem naszego muzeum, czyli Józefem Piłsudskim, ale także historii lokalnej, która od 2016 roku jest traktowana oficjalnie jako druga ścieżka, którą realizujemy w ramach programu historii mówionej w muzeum. Poprzez archiwum nasze nagrania udostępniamy też naszym partnerom do ich własnych działań, a rezultaty tego procesu prezentujemy także na portalu „Sulejówek po sąsiedzku”, który stworzyliśmy razem z Miejską Biblioteką Publiczną i Centrum Cyfrowym w 2020 roku.

Jak to wygląda z perspektywy odbiorcy, czy ten projekt jest traktowany jako autonomiczny byt, marka, jako projekt muzeum, biblioteki lub towarzystwa?

Staramy się w poszczególnych działaniach inicjowanych przez danego partnera, który pozyskał finansowanie na nowe działanie, umieszczać jasny komunikat dla osób, które zapraszamy do współtworzenia archiwum, do podzielenia się historią, do udostępnienia swoich zdjęć, że Archiwum Społeczne jest tworzone przez trzech partnerów. Nie dysponujemy jednak danymi, jak odbierają ten komunikat nasi odbiorcy poszczególnych działań, którzy czasem się spotykają z pracowniczką muzeum, czasem z dyrektorką biblioteki, a czasem z członkiem towarzystwa, bo oczywiście kontakt bezpośredni jest w przypadku takich działań najważniejszy. Być może wtedy afiliacja tej osoby powoduje, że pozostali partnerzy przestają być już tak dobrze widoczni.

Z drugiej strony, ponieważ tylko muzeum jest w stanie zabezpieczyć archiwalia, bo żaden z naszych partnerów nie dysponuje magazynami i miejscem, w którym te archiwalia byłyby bezpieczne, kiedy dochodzi do przekazywania czegokolwiek w formie fizycznej, a nie tylko do digitalizacji, to siłą rzeczy te archiwalia trafiają bezpośrednio do zbiorów muzeum. Jak dotąd tego rodzaju schemat działania nie budził żadnych kontrowersji, dzięki czemu nasze  archiwum, które chyba jako jedyne w Polsce jest archiwum stworzonym przez organizację pozarządową, instytucję samorządową i państwową, póki co bardzo się rozwija.

Mówiłaś, że współdziałanie z innymi podmiotami to wartość dodana i sprawia, że niemożliwe staje się możliwe również z uwagi na różne kompetencje zaangażowanych osób. Muzeum dysponuje infrastrukturą i zatrudnia osoby posiadające odpowiednie kompetencje, więc wydaje się, że jest na najbardziej uprzywilejowanej pozycji, w sumie mogłoby działać w pojedynkę przy realizacji tego projektu. Jednak partnerzy zakorzenieni w miejscu ułatwiają kontakty społeczne. Wszystko brzmi świetnie. Tylko czy współpraca, gdzie każdy z partnerów jest inny i ma inne potrzeby, nie nastręcza problemów?

Oczywiście, że tak. Każda współpraca międzyludzka nastręcza problemów, począwszy od bolączek dnia codziennego, kiedy to ktoś nagle zachorował, inny nie ma już siły albo czasu lub nie tak to sobie jednak wyobrażał i po prostu zmienił zdanie. To jest naturalna kolej rzeczy, zwłaszcza kiedy mówimy o współpracy realizowanej w trzech całkowicie różnych systemach. Inaczej przecież wygląda działanie w instytucji, która ma strukturę muzeum państwowego czy w instytucji samorządowej, która jest bytem kilkuosobowym, a jeszcze inaczej w organizacji liczącej dwudziestu kilku członków i dwunastoosobowy zarząd, składającej się ze społeczników, którzy na co dzień robią tysiące innych rzeczy: są lekarzem, budowlańcem, radnym, osobą na emeryturze itd. Pomimo to nasze zakorzenienie w zupełnie innych rzeczywistościach w kontekście dnia codziennego powoduje, że to jest bardzo duże wyzwanie, zachowanie widoczności tego, co na horyzoncie pozwala minimalizować ryzyko sytuacji trudnych, a nawet konfliktowych. Dlatego niezwykle istotne w takich przypadkach jest popatrzenie szerzej z uwzględnieniem możliwości, jakie ma każda ze stron. Jak może pozyskać dofinansowanie? Jakich ról może się podjąć i w jakim zakresie? Jakiej wymaga to synchronizacji działań i komunikacji? To są przeróżne płaszczyzny, które muszą się wzajemnie dobrze przenikać, żeby móc realizować cele, które sobie wspólnie ustalimy. Jednak najważniejsze w tym wszystkim wydaje się przede wszystkim to, aby żadna ze stron nie narzucała celów pozostałym. Każdy nasz krok musi być przedyskutowany, aby każda ze stron czuła się współodpowiedzialna za nasze działania i miała swój obszar pracy do wykonania, skrojony na jej miarę i możliwości, jakimi dysponuje. Nam przecież nie chodzi o to, aby to było partnerstwo tylko na papierze, ale wspólna praca, bez której rozwój naszego archiwum, które w tym momencie kończy pięć lat, nie byłby po prostu możliwy na taką skalę, jak to miało miejsce.

Jak szybko archiwum się rozrasta? Jak duże jest teraz i jakie cele sobie stawiacie?

Jeśli chodzi o rozrastanie się takich tworów, jak archiwa społeczne, to trudno powiedzieć, że jest to prosta ścieżka, ponieważ to są zawsze rzeczy prywatne i nigdy nie wiadomo, kiedy one będą dla nas dostępne. Dlatego staramy się, aby zachowywać stały proces działania i co roku w przestrzeni publicznej realizować projekt mówiący o istnieniu archiwum, na różne sposoby pobudzając ciekawość i pozwalając dotrzeć do innej grupy odbiorców. Ktoś lubi przeczytać artykuł w gazecie, a ktoś inny woli przyjść na pokaz filmu z muzyką na żywo do lokalnego kina lub wejść do sieci. Nasi odbiorcy są zróżnicowani między sobą nie tylko ze względów pokoleniowych, ale też z racji swoich potrzeb i doświadczeń na polu kultury. Czasami jest tak, że jednego dnia pojawia się w muzeum osoba, która przypadkiem dowiedziała się o archiwum, nie będąc już mieszkanką / mieszkańcem Sulejówka. Archiwum ją po prostu zainteresowało, bo pobudziło wyobraźnię albo odwołało do prywatnych emocji i doświadczenia. Dlatego postanowiła podzielić się tym, co sama ma. Ostatnio taką sytuację mieliśmy kilka tygodni temu. Pojawiła się pani, która przywiozła przedwojenny sztandar jednej z organizacji z Sulejówka i kilkanaście zdjęć z prywatnego albumu. Ponieważ zdecydowała się na ich przekazanie w formie materialnej, a nie cyfrowej, obiekty trafiły nie tylko formie zdigitalizowanej do Archiwum Społecznego Sulejówka, ale także do zbiorów muzeum. Przy czym nie dostrzegam tu żadnej zasady, co taki impuls może wywołać. Czy to będzie efekt poczty pantoflowej, czy komunikatu w radiu czy telewizji, tak jak to miało miejsce w 2017 roku, kiedy realizowaliśmy projekt o przedszkolakach z Milusina i zebraliśmy prawie sto relacji czterech pokoleń o przeszłości tego miejsca. Wtedy to głównym motorem pozyskiwania coraz to nowych materiałów było Polskie Radio. Dlatego uważam, że przede wszystkim trzeba być po prostu otwartym i przy każdej nadarzającej się okazji jakiegokolwiek wydarzenia realizowanego przez danego partnera, dbać o to, aby informacja o Archiwum Społecznym Sulejówka dotarła do kolejnych odbiorców.

Jesteście na etapie zbierania materiałów. Kiedy ten materiał będzie udostępniany?

Myślę, że nie można projektować archiwum na zasadzie, że wykonam krok pierwszy, żeby przejść do kroku drugiego, a następnie trzeciego. Na samym początku przez moment jest taka sytuacja, że faktycznie koncentrujemy się na zbieraniu, bo nie mamy nic. Mamy pusty folder w komputerze, pustą szafkę, pusty segregator. Natomiast kiedy już archiwalia zaczną spływać, to trzeba pamiętać o tym, że od tego momentu zaczynamy już działać w różnych obszarach. Z jednej strony dalej staramy się powiększać kolekcje, czyli zbierać materiały do archiwum, które musimy zeskanować i wprowadzić do systemu OSA [Otwarty System Archiwizacji] – najpierw nadać numer, a następnie wykonać pracę archiwistyczną. Na szczęście dyrektorka Miejskiej Biblioteki w Sulejówku, która jest partnerem tego projektu, posiada wszystkie te umiejętności. Z drugiej strony musimy dbać też o to, żeby udostępniać to, co już mamy, bo to jest nasza główna metoda zachęcania innych, aby dołączali do naszego projektu. Dlatego tak się cieszymy, że zasoby archiwum będą dostępne od tego roku także w sieci, co bardzo poszerzy zakres naszego odziaływania. A poza tym nie możemy oczywiście rezygnować z działań opartych na zasobach naszej kolekcji. Dlatego  po audioprzewodnikach, koncercie, płycie, grze planszowej czy kilku wystawach plenerowych i we wewnętrzu Willi Bzów, szukamy nowych form dla interpretowania zasobów archiwum i kreowania kolejnych partycypacyjnych działań twórczych wokół tej kolekcji. To wszystko są w mojej opinii naczynia połączone. Cała trudność w kontynuacji tego procesu polega na balansowaniu między tym, co się dzieje w każdym z tych obszarów w ciągu roku z uwzględnieniem naszych możliwości czasowo-przestrzennych, jak i finansowych.

21 października 2020