Mały przewodnik po Kazimierzu Dolnym

MUZEUM NADWIŚLAŃSKIE W KAZIMIERZU DOLNYM

Wobec braku kulturalnej oferty dla rodzin z dziećmi w Kazimierzu Dolnym Muzeum Nadwiślańskie stworzyło przewodnik po miasteczku skierowany do młodych odbiorców. Do tworzenia przewodnika zaproszeni zostali uczniowie szkoły podstawowej, których zadaniem było wytypowanie miejsc, które w tym przewodniku miały się znaleźć – z naciskiem na alternatywne atrakcje, które są nieznane lub pomijane przez turystów przyjeżdżających do Kazimierza Dolnego. W efekcie powstał drukowany przewodnik i aplikacja na telefony, a grupa uczestników zrealizowała dwa autorskie oprowadzania tropem miejsc wytypowanych do przewodnika.

Praca nad Małym Przewodnikiem po Kazimierzu Dolnym

Z Karoliną Oleksiewicz z Oddziału Dom Kuncewiczów, autorką i koordynatorką projektu, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Stąd pojawił się pomysł na „Mały przewodnik po Kazimierzu Dolnym”?

Projekt pojawił się z potrzeby. Do Kazimierza Dolnego przyjeżdża wielu turystów, ale poza okresem festiwalów przyjezdni nie korzystają z oferty kulturalnej. To są najczęściej krótkie weekendowe przyjazdy turystyczne. Na dłużej przyjeżdżają ludzie, którzy znają Kazimierz i są świadomi tego, gdzie przyjeżdżają. Jednocześnie zaobserwowaliśmy, że wśród turystów jest coraz więcej rodzin z małymi dziećmi. Brakowało jednak oferty dla tej grupy, widzieliśmy również, że nie odwiedzają muzeów. Z jednej strony jest to zrozumiałe, bo nie wszystkie wystawy są dostosowane do dzieci. To był też moment, kiedy ze względu na remont jeden z oddziałów był zamknięty – najbardziej pro dziecięcy Oddział Przyrodniczy. Wpadliśmy na pomysł, że warto stworzyć coś, co spowoduje, że przyjezdni z dziećmi będą korzystali z tego wszystkiego, co niesie ze sobą Kazimierz. To też marzenie, aby obecnych turystów „wychowywać”. Ci, którzy przyjadą do Kazimierza i poznają go trochę inaczej niż tylko z perspektywy spaceru po bulwarze, być może wrócą za jakiś czas i skorzystają z oferty muzeum.

A skąd pomysł na to, aby dzieci wzięły udział w tworzeniu tej oferty?

Jesteśmy muzeum samorządowym na prowincji, nie dysponujemy wielkimi funduszami i jedynym sposobem na opracowanie oferty było zdobycie dotacji. Żeby ją zdobyć, trzeba być konkurencyjnym. Była więc potrzeba, aby zaoferować grantodawcy taką formę realizacji pomysłu, żeby docenił projekt. Doszliśmy do tego, że chociaż Kazimierz jest malutki, to mieszkają tu młodzi ludzie, oni znają miasteczko dobrze i być może połączenie oddolnej siły tutejszej młodzieży i naszej potrzeby może się udać. Uwzględniliśmy to w projekcie i udało się dostać dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przyznaję, że podczas projektowania działania jego partycypacyjny charakter nie był naszym priorytetem, wynikał z potrzeby. W trakcie realizacji działań okazało się jednak, że to był strzał w dziesiątkę i przyniósł korzyści każdej ze stron.

Kto został zaproszony do jego współtworzenia projektu? Jak przebiegała rekrutacja?

Zaprosiliśmy szkołę podstawową z Kazimierza. Jest jedna, więc nie było problemu z wyborem. Mieliśmy już wcześniej kontakty ze szkolną biblioteką, stąd wiedzieliśmy, że pracująca tam pani jest otwarta na współpracę i ją poprosiliśmy o koordynowanie rekrutacji. Powiedzieliśmy, że potrzebujemy grupę piętnaściorga dzieci do dwunastego roku życia. Dzieci, które już czytają, są pomysłowe, obowiązkowe i nie boją się występów publicznych. Ona dokonała wyboru łącząc uczniów z piątej i szóstej klasy. Nikt nam się nie wykruszył z projektu. Niemal w całości byli to mieszkańcy gminy Kazimierz Dolny.

Praca nad Małym Przewodnikiem po Kazimierzu Dolnym

Jak wyglądała praca? Grupa przychodziła na spotkania do muzeum?

Terytorium naszych spotkań była szkoła. Było to praktyczne rozwiązanie i duże udogodnienie. Szkoła ułatwiała działania okazjonalnie zwalniając dzieci z lekcji. Dwa razy spotkaliśmy się w całości wraz z kilkorgiem pracowników z muzeum. Podczas pierwszego takiego spotkania opowiedzieliśmy o projekcie, o jego założeniach i celach. Opowiedzieliśmy, że chcemy pokazywać Kazimierz jako miejsce ciekawe historycznie, artystycznie i przyrodniczo, dzieci miały się zastanowić, do której ścieżki chcą dołączyć. Każda z tych grup miała swojego opiekuna ze strony pracowników muzeum i od marca do czerwca [2019] raz w tygodniu spotykaliśmy się, aby szukać ciekawostek, materiałów i wspólnie nad nimi pracować. Finał projektu był we wrześniu i wtedy również spotykaliśmy się raz w tygodniu. Oprócz przewodnika drukowanego dzieciaki przygotowywały się do roli przewodnika miejskiego. Wybrali najciekawsze punkty w Kazimierzu, opracowali krótkie treści merytoryczne na ich temat, aby podczas planowanych trzech spacerów przewodnickich stanąć przed publicznością w danym punkcie i opowiadać.

Czy fakt, że miejscem realizacji projektu była szkoła, nie muzeum, nie wzmagał presji, że jeśli się nie sprawdzą, to dostaną gorszą ocenę lub nauczycielka wyrobi sobie złe zdanie?

Uczniowie byli motywowani, wiedzieli, że coś dostaną. Na koniec roku szkolnego, w połowie realizacji działań, dostali dodatkowe punkty do oceny z zachowania. Jednak szkoła na żadnym z etapów nie stawiała warunków dzieciom. Wydaje mi się, że sytuacja szkolna zupełnie ich nie deprymowała. Autentycznie chcieli przychodzić i uczestniczyli regularnie w zajęciach. Grupa uczestników projektu to były dzieci, które już były ze sobą zgrane i lubiły być ze sobą, a to dobrze wpłynęło na całość realizacji.

Praca nad Małym Przewodnikiem po Kazimierzu Dolnym

Czy wie Pani, jak proces rekrutacji uczestników przez panią bibliotekarkę wyglądał? Czy było na przykład więcej chętnych niż miejsc i jak wtedy to było rozwiązywane?

Nie było więcej chętnych niż miejsc w projekcie. To jest mała szkoła, w roczniku są maksymalnie dwie klasy, wszyscy siebie znają, jak nie ze szkoły, to z miasteczka. Ponieważ zależało nam na konkretnym wieku (nie więcej niż dwanaście lat) i umiejętnościach uczestników, to jest swobodnym czytaniu i minimalnej wiedzy historycznej, wybór padł na piątą i szóstą klasę. Ponadto pani z biblioteki wiedziała, czego może się spodziewać po pracy danego dziecka, więc proponowała uczestnictwo konkretnym uczniom.

Co w tym projekcie dzieci mogły zrobić? Czy było to wyłącznie wskazanie miejsca, czy ważne też było wydyskutowanie tego miejsca w grupie? Czy zdarzały się na tym tle jakieś konflikty, nieoczekiwane sytuacje?

Konflikty nie, ale jestem przekonana, że z powodu zgrania grupy. Nieoczekiwane sytuacje pojawiły się w trakcie szukania punktów. Grupa przyrodnicza przy okazji spaceru po okolicy zwróciła uwagę, że mur szkolny zbudowany z wapienia kryje w sobie skamieniałości i chcieli to pokazać, bo jest to nieoczywiste. Oczywisty jest zamek i tam wędruje niemal każdy turysta, ale podejście pod mur szkoły nieopodal, gdzie kryje się dużo starsza historia, okazało się ciekawsze i zaskakujące.

Jeśli chodzi o zakres działania, grupa miała dużo swobody, ale była ukierunkowywana przez nas, muzealników. Naszym celem było wydrukowanie przewodnika, mieliśmy ograniczoną liczbę stron i dlatego nie mogliśmy pozwolić na to, aby każdy wybierał niezliczoną ilość punktów. Najpierw ktoś miał ich piętnaście, potem ta liczba spadła do trzech, inny uczestnik miał siedem i zmniejszyło się to do dwóch. Mielimy dużo czasu na to, aby to selekcjonować. Wybierali uczniowie, choć pod naszym kierunkiem. Staraliśmy się przedstawiać szerszą perspektywę wskazując na przykład, „Popatrzcie, mówicie że tutaj jest ciekawa kapliczka, a nikt tu nie przychodzi, a pod tamtą kamienicę idą wszyscy. Co lepiej pokazać: miejsce, gdzie przychodzi tłum czy miejsce, do którego nikt nie zagląda, choć też jest warte pokazania?”

Praca nad Małym Przewodnikiem po Kazimierzu Dolnym

I na co grupa wtedy stawiała?

Uczniowie szli za naszymi radami. W miarę realizacji projektu rosła w nich duma z miasteczka. Oni też są zmęczeni sezonem turystycznym w Kazimierzu, bo wtedy nie mogą swobodnie poruszać się po własnym mieście. Być może zauważyli również, że trzeba coś z tym zrobić i dlatego poszli za myślą, aby starać się wpływać na to, gdzie turyści bywają. Otwarcie mówiliśmy uczestnikom, że współtworząc przewodnik, mają wpływ na to, gdzie przynajmniej część turystów będzie wędrować.

Pytając o konflikt miałam na myśli spór o to, które obiekty zostaną w przewodniku uwzględnione, zważywszy na ograniczoną liczbę stron.

Młodzież była w takim wieku, że jeszcze mogła być pod wpływem prowadzącego grupę i konflikty o obiekty uwzględnianie w przewodniku nie pojawiały się. Wiedzieli też, że mamy w planie wycieczkę do Krakowa, być może nie chcieli tego stracić.

Wycieczka była nagrodą za udział w projekcie?

Nie była nagrodą. W Muzeum Narodowym w Krakowie również realizowany był w tym czasie projekt partycypacyjny, Mała Ambasada Muzealna (MAMBA), więc był to plan  pokazania, że w innym miejscu młodzież również angażuje się w takie projekty. Miało to formę wyjazdu studyjnego, a to, co zobaczyli i czego doświadczyli dobrze wpłynęło na ich motywację.

Jak wyglądało spotkanie tych grup? Czy w Krakowie odbyło się z tej okazji specjalne oprowadzanie?

Nie było oprowadzania, nie dało się tego zrobić, bo wystawa, po której oprowadzali członkowie MAMBY, była już zamknięta. Choć nie udało nam się zgrać tych terminów, mieliśmy okazję do rozmowy. Członkowie grupy krakowskiej opowiedzieli, jak realizowali projekt, odpowiadali na pytania. Potem dzieci z Kazimierza zwiedziły muzeum, w którym były po raz pierwszy.

Czy opisy do przewodnika dzieci również tworzyły?

Nie, założyliśmy, że dla spójności języka opisy stworzą pracownicy merytoryczni. Oczywiście byli naszymi pierwszymi recenzentami i poznawali treści jeszcze przed drukiem.

A to, co opowiadały w czasie spacerów?

To w stu procentach było od nich. Sami zbierali informacje merytoryczne, określali co warto przekazać obiorcom. Również samodzielnie opracowywali tekst.

Jak zatem wyglądały te oprowadzania? Dla kogo były realizowane?

Najpierw aby przygotować dzieci do oprowadzania, zorganizowaliśmy warsztaty dotyczące wystąpień publicznych, opanowywania tremy, wyraźnego mówienia z dziennikarką z Radia Lublin i wykładowczynią Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dzieciaki pracowały z mikrofonem, uczyły się autoprezentacji. Warsztaty odbyły się na samym początku projektu. W założeniu miały się odbyć trzy oprowadzania. W czerwcu odbyło się próbne dla kolegów i koleżanek z drugiej i trzeciej klasy tej samej szkoły. Na tym próbnym oprowadzaniu trenowali kwestie organizacyjne, bo musieli poprowadzić grupę do kolejnych punktów, pilnować czasu. Jednocześnie uczyli się, w jaki sposób do nich mówić. Część uczniów przekonała się, że potrzebuje nagłośnienia albo że grupa w pewnym momencie jest zmęczona i warto zrobić krótką przerwę. Drugi, finałowy spacer odbył się pod koniec września. Wtedy odbiorcami byli nauczyciele ze szkoły, rodzice i turyści. Spacer miał otwarty charakter, był ogłoszony jako atrakcja turystyczna w miasteczku.

Oprowadzanie po Kazimierzu Dolnym śladem miejsc z Małego Przewodnika

Podczas spaceru każdy spośród piętnastu uczestników projektu opowiadał o jednej atrakcji?

Treści nie były równo rozłożone. Część dzieci przekonała się, że ma dużą łatwość w mówieniu do publiczności, umieli zabawić odbiorców. Byli też tacy, którzy zauważyli, że nie czują się dobrze w takich wystąpieniach.

Jak na ten projekt zareagowały władze miasta? Czy wyciągnęło z tego jakąś lekcję?

Na pewno projekt był bezkonkurencyjny, bo nikt wcześniej z dziećmi nie pracował i nikt dzieciom czy młodej młodzieży nie dawał tak odpowiedzianego zadania. Miasto chwaliło się spacerem i przewodnikiem, który powstał. Czy wyciągnęło wnioski? Nie wiem. Projekt skończył się jesienią 2019 r. Zakładałam, że dużym testem będzie sezon letni 2020 – od maja przyjeżdża najwięcej gości. Zakładałam również, że coś wspólnego wymyślimy i jeszcze zrealizujemy. Jednak sezon turystyczny okazał się wyjątkowo trudny przez pandemię i obecnie to nie nasz priorytet. Wierzę, że w przyszłości wspólnie będziemy działać.

W jaki sposób dystrybuowane są przewodniki?

Przewodniki są dostępne bezpłatnie w kasach muzeum przy zakupie biletu rodzinnego. Jest też bezpłatna aplikacja, która opiera się na tych samych punktach, co przewodnik drukowany. Kod QR do tej aplikacji jest dostępny w Centrum Informacji Turystycznej, w różnych pensjonatach i restauracjach.

Co ten projekt dał muzeum?

Dał ofertę, która przypomina o tym, że Kazimierz jest pełen ciekawych miejsc nie zawsze ujmowanych w komercyjnych przewodnikach. Pokazał pewnej grupie turystów, że jest muzeum i warto tam się wybrać, nawet z dziećmi. Przy realizacji projektu współpracowały trzy oddziały – Muzeum Nadwiślańskie jest muzeum wielooddziałowym o zupełnie różnej merytoryce – i projekt wymagał od nas współpracy, co się wcześniej nie zdarzało. Projekt dał okazję do bliższego poznania się między sobą. Wierzę również, że wpłynął na podkreślenie sensowności działań kierowanych do szczególnej grupy turystów – rodzin z małymi dziećmi. Dał też dumę z efektu. Prześliczne ilustracje do przewodnika stworzył Piotr Fąfrowicz, artysta związany z Kazimierzem. Natomiast aplikacja mobilna z grą miejską jest pierwszym nowoczesnym narzędziem, które wydało muzeum. Pracownicy muzeum uczestniczący w projekcie zyskali poczucie, że udało się z sukcesem zrealizować działania z inną instytucją.

A czy jest chęć, aby sposób pracy z jakąś grupą publiczności, której pozwala się o czymś decydować, kontynuować? Czy to raczej jednorazowy test?

Choć Kazimierz to małe miasteczko, to turyści są międzynarodowi. Nie jesteśmy jedynie małym muzeum, mamy specyficzne potrzeby i aby być skutecznymi, musimy pamiętać o szerokim oknie na świat. Potrzebujemy współpracować z lokalnymi instytucjami, wtedy zasięg jest dużo większy. Fantastycznie współpracowało nam się ze szkołą. Wiem, że w innych oddziałach również chcą realizować projekt ze szkołą podstawową, a ja przygotowuję kolejny także z udziałem uczniów, tyle że tym razem ze szkoły średniej. Ten projekt nauczył nas, że współpracując z innymi instytucjami niczego nie tracimy, a zyskujemy nowe, szerokie możliwości.

Czy wydaje się Pani, że to powszechne przekonanie pracowników muzeum, czy też część dopiero trzeba do takiej formuły pracy przekonać?

Są tacy, których trzeba przekonywać do takiej formuły i jest grupa, która bardzo chce i szuka tylko sposobności, aby tego typu współpracę podjąć. Na szczęście jest nas więcej – nas, czyli pracowników szukających współpracy z innymi instytucjami i możliwości włączania ich do realizacji naszych pomysłów.

Czyli skoro kolejne projekty są planowane, oznacza, że w tym kierunku dyrekcja chce pójść?

Tak, obecna dyrekcja jest otwarta na działania partycypacyjne. Wydaje mi się, że nie jest to wyłącznie wynik obserwacji sukcesu projektu, ale również inne podeście do zarządzania instytucją.

11 maja 2020 [rewizja we wrześniu 2020]

O aplikacji „Mały przewodnik po Kazimierzu Dolnym”

Fotografie zostały udostępnione przez Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym