Robimy muzeum razem

MUZEUM MIASTA MALBORKA

Muzeum Miasta Malborka to muzeum lokalne, poświęcone skomplikowanej historii miasta i jego mieszkańców, powstające jako przeciwwaga do wielkiego Muzeum Zamkowego. Bezpośrednim impulsem dla powołania muzeum było przejęcie Heimatkreisarchiv Marienburg w Hamburgu – archiwum przedwojennego Malborka, które na terenie Niemiec zgromadzili jego ówcześni mieszkańcy. Działalność muzeum skupia się na rozwijaniu tej kolekcji, co dzieje się na gruncie nawiązywania relacji z otoczeniem i budowania zaufania wśród mieszkańców. Muzeum rozpoczęło działalność w 2018 r. i do momentu uruchomienia wystawy stałej ma status muzeum w organizacji.

Z Dorotą Raczkowską, dyrektorką muzeum, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Potrzebę utworzenia muzeum zgłaszały różne środowiska w Malborku, ale też w tekście prezentującym muzeum na stronie internetowej napisała Pani „Początki organizacji tak wyczekiwanego Muzeum są bardzo trudne, spotykają się z krytyką, niedowierzaniem wielu środowisk, borykają się z brakiem zaufania społecznego”. Proszę opowiedzieć o początkach, jak wygląda zaangażowanie jednych środowisk lokalnych i krytyka ze strony innych?

Powstanie Muzeum Miasta Malborka (MMM), czyli instytucji, która ma na celu opiekę nad dziedzictwem kulturowym i historycznym naszego regionu, poprzedziło wiele spotkań i rozmów różnych środowisk. Historia Malborka jest trudna do opowiadania, zwłaszcza pod względem społecznym. Musimy pamiętać o wydarzeniach, które dotyczyły dwóch narodów – Niemców i Polaków. Może dlatego właśnie przez długie lata władze miasta nie wiedziały, jak mentalnie poradzić sobie z propozycją powstania instytucji, która opracuje te wspomnienia. Pamiętajmy także, że w naszym mieście funkcjonuje słynne, duże muzeum opiekujące się pokrzyżacką warownią – podlegające bezpośrednio Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przez wiele lat to właśnie Muzeum Zamkowe zbierało pamiątki miejskie.

Po drugiej wojnie światowej miasto przeszło swoistą rekonstrukcję. Ludność wymieniła się niemal w stu procentach – Niemcy, mieszkańcy Marienburga, musieli stąd wyjechać, a mieszkańcy z terenów wschodnich na nowo zasiedlili i odbudowali miasto z gruzów wojennych. Malbork był w ogromnym stopniu zniszczony. Dla przybyszów to było nowe, obce miejsce, które musieli oswoić. Poczuć, że są stąd. Związali się z nim, odbudowali je, chcieli tutaj żyć. Niektórzy do dzisiaj mówią, że zostali tu zesłani. Dopiero moje pokolenie, trzecie z kolei, traktuje Malbork jako swój. Może to jest przyczyną, że to muzeum zaczęło funkcjonować dopiero teraz?

W muzeum mocno rozgraniczamy historię Marienburga, czyli bogatego i uprzemysłowionego ośrodka do 1945 r., i Malborka, czyli miejsca, które na nowo budziło się do życia po 1945 r. To są dwa różne miasta. Bogate pruskie miasto na trasie szlaku komunikacyjnego, z fantastycznie rozwiniętym handlem i strefą przemysłową oraz Malbork powojenny, gdzie trzeba się było podnieść ze zgliszczy. Przyjechali tu ludzie z różnych terenów i musieli się ze sobą polubić, tolerować swoje różnice, poznać swoich nowych sąsiadów.

Mieszkańcy byłego Marienburga, którzy mieszkają teraz przede wszystkim w okolicach Hamburga i Kolonii, wiele lat temu założyli stowarzyszenie Heimatkreisarchiv Marienburg/Westpreußen in Hamburg – miejsce, w którym przechowywali pamiątki po pruskim mieście. Okazało się, że mają muzeum Marienburga w Hamburgu. Archiwum zawierało wiele dokumentów, fotografii, pamiątek, map, korespondencji prywatnej, wspomnień. Byli w posiadaniu archiwów całych rodzin marienburskich. Pamiątki przestały być niestety interesujące dla kolejnych pokoleń Niemców. Z uwagi na zaawansowany wiek osób opiekujących się tymi zasobami, zebrała się grupa ludzi, która podjęła decyzję o chęci przekazania pamiątek do Malborka. Chcieli, by archiwa wróciły do domu.

Nie ukrywam, że ta sytuacja jest niecodzienna. Bardzo rzadko archiwa ziomkowskie przekazują swoje zbiory do polskich muzeów. Niemcy postawili jednak warunek – zbiór pamiątek zostanie przekazany miastu dopiero w momencie, gdy władze Malborka zdecydują się na utworzenie instytucji, która będzie go mogła przechowywać, opracowywać i wzbogacać.

Zarówno Burmistrz Miasta Malborka, jak i Rada Miasta zdawali sobie sprawę, jakie skarby – świadectwo dziedzictwa historycznego naszego regionu – posiada Heimatkreisarchiv Marienburg in Hamburg. To był moment dobrych decyzji i szybkich działań. Pod koniec 2017 r. całe archiwum przyjechało do Malborka. Od początku 2018 r MMM nieustannie je bada, opracowuje i – co najważniejsze – wzbogaca o kolejne obiekty.

Jakim środowiskom zależało na tym, aby muzeum powstało?

Malbork to przede wszystkim słynne Muzeum Zamkowe. Na zamku działa stowarzyszenie przewodników zamkowych, które oprowadza wycieczki po zamku. Powstało ono niedługo po wojnie i już wtedy przewodnicy oprowadzali po ruinach. Jest to środowisko bardzo zaangażowane społecznie. Część z osób inicjujących powstanie MMM wywodzi się właśnie z tego środowiska. Byli to także pracownicy Muzeum Zamkowego, członkowie malborskiego PTTK, członkowie Fundacji Mater Dei, która mocno działa na rzecz ratowania lokalnego dziedzictwa i historii, urzędnicy, nauczyciele, zwykli mieszkańcy, którym na sercu leży ochrona i opracowanie naszej wspólnej historii.

Tym ludziom zależało na tym, aby oprócz bardzo dobrze opracowywanej historii zakonu krzyżackiego i historii zamku, opracowana została jeszcze historia miasta – całej otoczki wokół zamku, rzemieślników, przemysłu, kultury, działań prospołecznych. Chcieli pamiętać o ludziach, którzy tworzyli i rozwijali to miasto na przełomie dziejów.

Proszę powiedzieć więcej o samych początkach. Jak długi to był proces? Czy wymagał konsultacji społecznych?

Początki istnienia muzeum wspominam jako najtrudniejsze, szczególnie dla mnie jako dyrektora. Pierwszy raz tworzyłam instytucję od zera. To może nie jest oczywiste, ale kiedy pierwszego dnia usiadłam do swojego biurka, instytucja nie miała NIPu, REGONu, numeru konta, żadnego regulaminu określającego naszą pracę, umowy o pracę z pracownikami i jeszcze wielu innych rzeczy, które są dla nas oczywiste w istniejących już od dawna instytucjach. 

Swoją pracę rozpoczęłam od usankcjonowania muzeum. Później, już z nowymi pracownikami, nadaliśmy kształt naszej pracy, określiliśmy cele, opracowaliśmy pomysły na pierwsze lata funkcjonowania instytucji. Wiedzieliśmy jak trudne czekają nas zadania. Znaliśmy swoją misję. Musieliśmy zaistnieć w świadomości malborczyków, zdobyć ich zaufanie, stać się jednostką edukacji historycznej i kulturowej. Chcieliśmy nauczyć ludzi, że warto przekazywać nam swoje pamiątki, rodzinne archiwa. Zaczęliśmy zapraszać mieszkańców do siebie. Organizowaliśmy warsztaty, odczyty, nawet koncerty. Pokazywaliśmy muzeum jako budynek otwarty dla wszystkich zainteresowanych miejską historią. Myślę, że te „miękkie” działania, takie jak akcja „Robimy Muzeum Razem”, warsztaty dla rodzin pod hasłem „Niedziela w Muzeum”, czy duża ilość lekcji muzealnych dla wszystkich grup wiekowych dzieci i młodzieży szkolnej przyniosły nam pożądane efekty. Zaistnieliśmy pozytywnie w świadomości mieszkańców.

Już 16 czerwca 2018 r. zaprosiliśmy na naszą pierwszą, czasową, inauguracyjną wystawę pt. „Miasto Ludzi. Ludzie Miasta”. Opowiadaliśmy o czternastu osobach zasłużonych dla miasta. Siedem osób było mieszkańcami przedwojennego Marienburga, kolejnych siedem, byli to już Polacy w powojennej rzeczywistości Malborka. Wystawa została przyjęta bardzo ciepło. To dodało nam wiatru w żagle. Przez kolejne dwa i pół roku zorganizowaliśmy jeszcze kolejne cztery wystawy czasowe, wydaliśmy kilka publikacji, zorganizowaliśmy około sto lekcji muzealnych i warsztatów dla rodzin. Oczywiście cały czas wzbogacamy zasób o nowe archiwa i pamiątki. Budujemy nasze małe, wyczekiwane muzeum.

Jaka jest relacja między Muzeum Zamkowym i Muzeum Miasta Malborka?

Oba muzea są bardzo różne. Mówimy tutaj o małym, nowym, rodzącym się do życia, samorządowym MMM oraz o znanym na całym świecie, ogromnym Muzeum Zamkowym, wpisanym na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tych dwóch instytucji nie można nigdy do siebie porównywać. Zamek zajmuje się przecież innym obszarem niż my. Tamto muzeum opracowuje i bada historię Zakonu Krzyżackiego i ogromnej twierdzy, jako ich spuścizny, my zajmujemy się historią Marienburga/Malborka jako tworu, miasta w otoczeniu zamku. Nasze historie zawsze będą się łączyć. Nie ma miasta bez zamku i nie ma zamku bez miasta. To oczywiste.

Na szczęście coraz częściej udaje nam się współpracować. Korzystamy z zasobów Muzeum Zamkowego, wspierają nas doświadczeni pracownicy, organizujemy także wspólne wydarzenia, takie jak Muzea dla Dzieci z okazji Dnia Dziecka.

Muszę się także pochwalić, iż MMM ma swoje sukcesy przede wszystkim na polu działań prospołecznych. Wychodzimy do ludzi, pracujemy z mieszkańcami i dla mieszkańców, zapraszamy ich do nas, czerpiemy wiedzę z ich wspomnień, opowiadań. Muzeum Zamkowe nie ma takich możliwości. Jako elitarne muzeum nie jest w stanie prowadzić tak skutecznych akcji prospołecznych jak my. Nie każdy z mieszkańców przecież chętnie odwiedza ambitne wystawy zamkowe. Nas jeszcze nie stać na organizację wielkich wystaw. Nasze muzeum jest dalej w organizacji, aż do momentu, gdy otworzymy pierwszą stałą wystawę. Dotychczas  organizujemy zatem wystawy czasowe. Ale w te wkładamy wiele serca. Każdy gość w muzeum traktowany jest jak ważna osobistość. Staramy się, by każdy poczuł się tutaj jak w domu, gdzie z opowiadań bliskich uczy się historii miejsca, w którym żyje.

Wspomniała Pani przewodników, którzy po zamku oprowadzają, czy to nie jest nić łącząca oba miejsca?

Przewodnicy malborscy to stowarzyszenie działające przy zamku. Często zdarza się, że przewodnicy poza oprowadzaniem po pokrzyżackiej twierdzy opowiadają także o historii miasta. Wiemy, że wskazują MMM jako miejsce, które warto odwiedzić.

W jaki sposób układa się relacja muzeum ze społecznościami?

Wiele osób nas odwiedza i opowiada o swoich pierwszych dniach w powojennym Malborku, gdy trafili tutaj ze swoimi rodzinami i szukali dla siebie lepszego życia. Osoby starsze bardzo chętnie dzielą się z nami swoimi przeżyciami. Coraz częściej zdarza się, że przekazują nam swoje rodzinne archiwa, pamiątki. Wiedzą, że w muzeum będą bezpieczne.

Takie rozmowy o Malborku odbywamy niemalże codziennie. Szczególnie chętnie o swoich losach opowiadają kobiety. Pamiętają, że jako małe dziewczynki jechały z rodzinami ze Wschodu. Na rzece Nogat był zniszczony most, więc musiały wysiąść na dworcu w Malborgu, w ich opinii niemieckim mieście, gdzieś tu znaleźć sobie mieszkanie i wtopić się w nową rzeczywistość. Pamiętają, że dom obok przejęli ludzie z Lwowa, ktoś był z Wołynia, byli Zabużanie, ludzie z okolic Kielc, Warszawy, spod Bydgoszczy, z Kaszub. Była to ogromna tragedia ludzi, którzy utracili dorobek całego życia. Ale widziały też żal i rozpacz ludzi wyganianych stąd – Niemców, którzy wracali na tereny niemieckie. Te kobiety pamiętają, że kiedy wchodziły do ich domów, to na stole stała jeszcze gorąca zupa. Oczywiście jako symbol. To była ich tragedia,  każdy dom zasiedlała inna rodzina, która była poraniona, gdzie była przewaga kobiet, bo mężczyźni poginęli na skutek działań wojennych. Nie prędko mogli się tu zadomowić. Malbork był wówczas totalnie zrujnowany, a żyzne Żuławy nie dawały możliwości uprawy czegokolwiek, bo były zalane.

MMM ma ogromny zasób, jakim jest archiwum marienburczyków przywiezione z Hamburga. Z kolei pamiątek po ludziach, którzy przyjechali tutaj po 1945 r. i później, mamy bardzo mało, bo oni nie mieli szansy zabrać ze sobą wielu rzeczy. Zaczynamy gromadzić już pierwsze archiwa rodzinne, na przykład po pierwszych malborskich nauczycielach, urzędnikach, ludziach kultury. Mamy niesamowitą historię pierwszej malborskiej akuszerki, która przyjęła na świat już w pierwszych miesiącach po wojnie siedem tysięcy polskich dzieci. Pierwsze dziecko już w maju 1945 r.

Na szczęście udaje nam się prowadzić dialog z jednej strony z Niemcami, którzy chcą pamiętać swoje piękne miasto sprzed wojny, a z drugiej strony z Polakami, którzy chcą pielęgnować swoją historię po 1945 r. i podkreślać, w jak trudnych warunkach je odbudowali. Współpracujemy z wieloma osobami, stowarzyszeniami, instytucjami. Dbamy o każdą opinię, organizujemy spotkania, konsultacje. Historia Malborka nie jest łatwa, ale to historia naszego miasta.

Z tego materiału, jak zostanie opracowany, powstanie wystawa stała. Jaką ma Pani wizję tego, co będzie się dalej działo?

Mamy już wstępny scenariusz stałej wystawy, on jest typowo narracyjny i po prostu opowiada jak było. Chcemy opowiedzieć przede wszystkim o społeczeństwie, o ludzkim obliczu miasta. Dla nas miasto to ludzie, a ludzie to miasto. Cały czas prowadzimy zbiórkę pamiątek, kupujemy obiekty, dokumenty, fotografie. Chcemy żeby ta wystawa żyła

Co jeszcze jest do zrobienia?

Oprócz powstania stałej wystawy jest mnóstwo tematów do omówienia na wystawach czasowych. Wiele tematów zapomnianych, przemilczanych. Przede wszystkim rozmawiamy z ludźmi. Oni się ośmielają, widzą, że taka instytucja jest, w ogóle uczą się, czym jest społeczne muzeum. Muzeum Zamkowe jest o wiele mniej dostępne. To jest elitarna jednostka, która ma przed człowiekiem bardzo wysoki mur, przez który dwa czy trzy pokolenia mieszkańców na pewno nie traktowało tego muzeum jako swoje. Natomiast my chcemy nauczyć ludzi, że do MMM mogą w każdej chwili przyjść, porozmawiać, nauczyć się archiwizować pamiątki po rodzinie i zaufać nam na tyle, aby wierzyć, że jak je nam przekażą, to one tutaj nie zginą. Tak się faktycznie dzieje. Jest coraz więcej osób, które w ramach akcji „Robimy Muzeum Razem” przynoszą nam swoje skarby, przynoszą fotografie, które dużo nam pokazują. To się nakręca. Wiemy, że jak jedna pani coś przyniesie, to za chwilę jej sąsiadka też. Myślę, że dziesięć pierwszych lat musi potrwać proces pozyskiwania zaufania w ludziach, którzy są z różnych miejsc i też nie do końca jeszcze traktują Malbork jako swój.

To są darowizny na rzecz muzeum? To nie tak, że ktoś przynosi pokazać i ewentualnie dać sfotografować lub zeskanować?

To zależy od sytuacji, człowieka. Jest kilka rodzin, które w całości przyniosły archiwum po rodzicach czy dziadkach. Są to zazwyczaj są rodziny, które coś znaczyły dla Malborka, jak znana nauczycielka, akuszerka, kronikarz. Te rodziny wiedzą, że te materiały są potrzebne w muzeum. Wiele materiałów trafia w oryginale, ale są też przepadki, kiedy ktoś mówi, że jeszcze nie jest w stanie ich oddać. Wówczas zatrzymujemy kopie. Dzięki temu mamy chociaż znak, że coś takiego jest i mamy z taką osobą kontakt.

Czy akcja „Robimy Muzeum Razem” i zbierania pamiątek będzie organizowana do momentu, do którego będą chętni, czy jest cezura czasowa?

To jest akcja, której nie chcemy kończyć. Oczywiście mamy swoje założenia, że na przykład każdy, kto chce oddać pamiątkę, może przyjść w czwartek i my wtedy zajmujemy się taką osobą, ale wiadomo, że nikt się do tego nie stosuje. My jesteśmy otwarci na ludzi cały czas. Jak przychodzą maile czy ktoś dzwoni, to nie jest odsyłany z kwitkiem. Bardzo potrzebujemy dobrej opinii. Mam nadzieję, że taka ciepła atmosfera wokół muzeum będzie rosła do momentu, aż ludzie sami będą przekonani, że jest to przede wszystkim instytucja zaufania. Że jest to ich muzeum.

Czy przychodzą też osoby, które mają swój pomysł na muzeum, jak powinno działać, co mogłoby robić?

Oczywiście, mamy sporo przyjaciół, mamy świetną Radę MMM, sami też dużo jeździmy, odbywamy wizyty studyjne i podglądamy, co koledzy i koleżanki robią w innych instytucjach. Mamy już pomysł na muzeum i pierwszą wystawę stałą, ale naszym problemem jest brak finansów. Nie mamy wystarczających środków, aby tą pierwszą wystawę otworzyć.

Musimy sobie wychować widownię. Pierwszą sprawą, którą chcemy osiągnąć, jest zaufanie pokazywania swoich pamiątek i powierzania swoich tajemnic rodzinnych nam, a drugą – chcemy, aby nasi mieszkańcy traktowali muzeum nie jako instytucję, która ma wysoki mur i jest niedostępna. Aby to osiągnąć, zaczęliśmy robić serię otwartych spotkań. Byłam wtedy trochę krytykowana przez radę miasta i lokalnych działaczy kultury, że z muzeum robię dom kultury, ale oni nie do końca zrozumieli, o co mi chodzi. Zrealizowałyśmy cykl wydarzeń kulturalnych, jak koncert, kino w ogrodzie, warsztaty rękodzieła, niedziele w muzeum i być może one mogą się wydawać podobne do tych robionych przez domy kultury. My chcieliśmy w ten sposób zaprosić ludzi do środka, aby też najmłodszym utkwiła w głowach myśl, że jesteśmy dla nich otwarci. To jest pierwszy etap, który musimy osiągnąć. W drugim etapie będzie nam już łatwiej. Będziemy mieć przecież za sobą mieszkańców Miasta Malborka.

20 października 2020