Rzeczy kultowe i inne projekty osadzone w badaniach publiczności

PAŃSTWOWE MUZEUM ETNOGRAFICZNE W WARSZAWIE

Badania zrealizowane wśród publiczności stały się bazą do przygotowania wystawy poświęconej zjawisku kultowości we współczesnej kulturze oraz kolejnej poświęconej kulturze disco-polo. Państwowe Muzeum Etnograficzne często sięga po tę metodę – wyniki badań społecznych są przekuwane w wystawę.

Wystawa „Disco Relaks”, 2019/2020

Z Anną Grunwald, kierowniczką Działu Edukacji, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Skąd pomysł na kształtowanie projektu z udziałem publiczności?

W Państwowym Muzeum Etnograficznym od jakiegoś czasu szukaliśmy formuły na to, aby zająć się współczesnością. Idea muzeum zajmującego się kulturą popularną, a w tym kierunku ewoluują niektóre muzea etnograficzne, bardzo nam się podoba. Wspólnie z Aleksandrem Robotyckim z działu Kuratorium Wystaw szukaliśmy tematów i obszarów, które są zajmujące i angażujące dla publiczności – to miał być klucz, gdzie próg dostępności dla różnych grup społecznych i wiekowych będzie niski. Jednocześnie zależało nam na tym, żeby starać się łączyć umiejętnie tematykę kultury bardzo popularnej, fanowskiej wręcz, którą publiczność się interesuje, z badaniami etnograficznymi i narzędziami, które przynależą do etnografii. Zależało nam na stworzeniu projektu łączącego trzy elementy: pierwszy to komponent badawczy, gdzie włączymy aktywnie publiczność do wspólnego badania, czym jest kultowość i współkształtowania projektu, drugi element to część wystawiennicza – od początku zakładaliśmy, że w ramach projektu ma powstać kilka efemerycznych wystaw, co zakładało że odbędą to mniejsze wystawy, to się jednak w trakcie realizacji zmieniło, bo one się coraz bardziej rozrastały, trzeci element animacyjny, czyli wydarzenia dla publiczności, które będą tematycznie i w swojej formule otwarte. Przez kilka lat badaliśmy różne aspekty kultury współczesnej, zaczęło nas znosić w stronę nostalgii i retro, i w którymś momencie przyszło nam do głowy, że projekt powinien dotyczyć rzeczy kultowych i kultowości bardzo szeroko rozumianej. Nie zakładaliśmy od początku, czym się konkretnie będziemy zajmować, tylko że zbadamy to zjawisko, zobaczymy jak definiuje je nasza publiczność, jak też definiują je eksperci, których włączyliśmy do współpracy. W ramach projektu powstało dwanaście artykułów, do których zaprosiliśmy zarówno naukowców, jak i hobbystów, dziennikarzy, publicystów. Dbaliśmy też o to, aby podejmowana tematyka i dobór naszych twórców i ekspertów był różnorodny. Zależało nam na tym, żeby połączyć różne punkty widzenia i światopoglądy. Cały projekt pomyśleliśmy jako rzeczy kultowe w ujęciu Polaków, czyli interesowała nas Polska, aczkolwiek rzeczy, którymi się zajmowaliśmy, nie zawsze były polskimi wytworami czy polskimi produktami. Chcieliśmy, aby to był rodzaj zwierciadła, w którym będzie się można przejrzeć. Skoncentrowaliśmy się na ostatnich trzydziestu latach po cenzurze 1989 r., zakładając, że nasi odbiorcy to albo osoby, które pamiętają te czasy, albo właśnie na fali nostalgii czy mody na lata 80. czy 90. jest dosyć żywa świadomość tego okresu.

Jak wyglądała praca? Na jakich etapach publiczność była włączana i co konkretnie mogła zrobić?

Głównym elementem były badania. Badaliśmy publiczność w różnych formułach. W pierwszym roku trwania projektu to były badania generacyjne poprzez grupy fokusowe i badania ilościowe. Biuro Badań Społecznych Question Mark z Łodzi skonstruowało ankietę, która była dostępna na stronie internetowej. Wyniki tych badań przełożyły się bezpośrednio na wystawę, którą zaproponowaliśmy. Badane były trzy grupy generacyjne: seniorzy, tak zwani młodzi, czyli licealiści i studenci oraz pracujący. Zależało nam na tym, żeby to byli ludzie nie tylko z naszego środowiska, czyli Warszawy i okolic. Prowadziliśmy badania w Łodzi, Warszawie i w małym miasteczku w województwie łódzkim, Wieruszowie. Z badań zostały opracowane raporty, a my na ich podstawie przygotowaliśmy wystawę, która była prezentowana w naszym muzeum przez pół roku od maja 2019.

Publiczność była w jakimś sensie twórcą tej wystawy. Umieściliśmy na niej najistotniejsze wskazania z badań z komentarzem etnograficznym. Wyniki badań bezpośrednio przełożyły się na skonstruowanie przez nas kolejnej wystawy, która odbiła się dość szerokim echem. To wystawa „Disco Relax” poświęcona kulturze disco-polo. Zapraszaliśmy na debaty i spotkania z badaczami lat 90., z socjologami, pisarzami, którzy zajmują się tą tematyką, co otworzyło muzeum na nową publiczność. Okazało się, że wystawa najbardziej zainteresowała tą grupę odbiorców, którą uważamy za najtrudniejszych do zainteresowania, czyli młodych, aktywnych kulturowo mieszkańców dużych miast, zwanych potocznie hipsterami. Pewne rozczarowanie przyniosło nam to, że wystawa nie wzbudziła aż takiego zainteresowania wśród słuchaczy muzyki disco-polo, jak przypuszczaliśmy. Tworząc wystawę, kontaktowaliśmy się z artystami i telewizją Polsat, która przyłożyła się do promocji najpierw nurtu muzycznego, a później już całej kultury wizualnej. Pokusiliśmy się też o wydarzenia performatywne, między innymi warsztaty podczas wernisażu, które prowadził dla nas tak zwany DJ Dziekan – pochodzący z Kielc doktorant polonistyki, przez niektórych odebrany jako artysta z kręgu muzyki disco-polo. Włączyliśmy do współpracy media. Trafiliśmy też w czas. Monika Borys, współkuratorka wystawy, napisała książkę o  latach 90. „Polski bajer”, więc jesień 2019 r. mocno weszła u nas w krąg tematu disco-polo. Odbyło się mnóstwo wywiadów, spotkań, relacji telewizyjnych. Dla nas to było mocne zaistnienie i pobudzenie do dyskusji. Spotykaliśmy się zarówno z falą gigantycznej krytyki, jak i gigantycznej euforii, że takim zjawiskiem się interesujemy. Co ciekawe, ta krytyka przyszła z najmniej spodziewanej strony – okazało się, że to środowiska etnograficzne były krytyczne wobec faktu, że w muzeum etnograficznym robi się wystawę o disco-polo. Byliśmy krytykowani za to, że promujemy zły gust i tandetę. Potem zorganizowaliśmy na ten temat debaty z publicznością. Okazuje się, że temat kształtowania gustu i tego, kto decyduje o tym, co jest w dobrym guście, to jest temat, który się nie kończy.

Konkluzja z tego projektu jest taka, że chociaż w badaniach nie dowiedzieliśmy się zasadniczo niczego nowego na temat tego, co jest kultowe dla Polaków, ale pobudziliśmy dyskusję, która kształtuje nasz projekt. On się wykuwa w tej dyskusji.

Wystawa „Disco Relaks”, 2019/2020

Jak doszło do współpracy z firmą badawczą? Czy Państwo się wcześniej znali czy też był konkurs ofert?

Tak, robimy konkursy ofert. Wcześniej już też się znaliśmy, dlatego że Biuro Badań Społecznych Question Mark specjalizuje się w badaniach kultury. Prowadzi je dr Izabela Frankiewicz z socjologii na Uniwersytecie Łódzkim – badała wcześniej zjawiska z pogranicza designu i przemysłów kreatywnych dla Łódź Design Festival, rynek mody i rynek nowych projektantów dla Muzeum Włókiennictwa, więc ich profil też był dla nas interesujący. Projekt „Rzeczy kultowe” niewątpliwie przedryfował w kierunku badania polskiego społeczeństwa, uruchamiając dyskusję na tematy: kim jesteśmy? co nas definiuje? w jakim kierunku zmierzamy? jakie są główne osie konfliktu? Chcemy, aby ten projekt budował dialog i zrozumienie „innego”, którym czasem jesteśmy my sami. Cały projekt jest bardzo otwarty, możemy go korygować i modelować wybierając tematy, które są dla nas w danym momencie ważne.

Jak doszło do tego, że projekt wyszedł z działu edukacji?

W 2013 r. otworzyliśmy w ramach muzeum przestrzeń wystawowo-edukacyjną, która nazywa się Muzeum dla Dzieci. W związku z tym mieliśmy możliwość tworzenia autonomicznych programów i wystaw familijnych. One były skierowane głównie do dzieci, natomiast potem okazało się, że dają tyle samo radości dorosłym. Nie były to wystawy stricte etnograficzne, były poświęcone na przykład zjawisku dziecięcego kolekcjonowania i kolekcjonowaniu w ogóle, współczesnemu rozumieniu patriotyzmu, zawsze miały ładunek interaktywności, przy czym bardziej analogowej. Projekt został dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i samorządu województwa mazowieckiego w programie Edukacja kulturalna.

Przez dwa lata zajmowaliśmy się w muzeum tworzeniem kolekcji edukacyjnych, czyli nie zbieraniem artefaktów, które przynależą typowo to zbiorów etnograficznych, tylko tworzeniem kolekcji tematycznych, współczesnych, które były prezentowane w formie wystaw opowiadających o współczesności. Tak powstała kolekcja „Ekspedycja 88” o roku 1988 i całym imaginarium, które było związane z tym czasem, potem powstała kolekcja „Millennium”, gdzie pokazaliśmy cykl życia przedmiotów, współczesnego powrotu do surowców naturalnych i świadomego eksploatowania zasobów. To kolejny projekt, w którym widzieliśmy ogromny potencjał do tego, żeby zaangażować publiczność w coś, co nie jest jednowymiarowe, tylko żeby proponować bardzo dużo różnych aktywności. Gust i przemiany społeczne to dwa główne leitmotivy, które przewijają się przez ten projekt.

Czy włączenie publiczności, jakie miało miejsce w przypadku „Rzeczy kultowych”, wynika z wcześniejszego doświadczenia angażowania odbiorców do współtworzenia projektów?

Tak, mieliśmy wcześniej dwa takie edukacyjne projekty, które również skończyły się wystawami. Pierwszy to projekt „Wiano” z 2015 r. Zorganizowaliśmy konkurs na praktyki w Dziale Edukacji. Przyszły do nas trzy wspaniałe studentki, które miały przejść przez specjalnie przez nas ułożony program praktyk, a jego zwieńczeniem było stworzenie projektu, który na wszystkich etapach będzie miał charakter partycypacyjny, poczynając od tego, że one same miały ten projekt stworzyć. Chodziło nam o to, aby pomysł wyszedł od nich. Mechanika realizacji projektu jest trudna, nie zawsze studenci sami z siebie są w stanie przewidzieć mocne i słabe punkty, więc tutaj wkraczaliśmy my z naszym doświadczeniem reżyserii i produkcji projektów. Dziewczyny wymyśliły projekt „Wiano”. Zainspirowała je skrzynia wianna z magazynu muzealnego i chciały zbadać, co współcześnie jest takim wianem, czyli posagiem na dorosłość dla współczesnych nastolatków. Założeniem projektu było stworzenie grupy nastolatków, którzy zaprojektują wystawę, a my ją następnie zrealizujemy. Połowę grupy stanowiły warszawskie nastolatki, a drugą połowę grupy chłopcy, podopieczni nieistniejącego już dzisiaj zakładu poprawczego w Studzieńcu. Zadaniem młodych było wypracować podczas warsztatów wydobywczych z facylitatorami kontent do tej wystawy – to, co dzisiaj można by określić wianem. Następnie artyści przetworzyli to na język wizualny, ale doborem obiektów i treści zajmowała się młodzież.

Po dwóch latach, w 2017 r. aplikowaliśmy do programu ministra „Rozwój sektorów kreatywnych”. W tej pierwszej edycji aplikowali głównie twórcy gier czy dizajnerzy, ale była też możliwość składania projektów sieciujących, które miały mieć materialne efekty. Zgłosiłyśmy projekt „Teens Love Design”, który był dedykowany nastolatkom. Chcieliśmy, aby nastolatki przeszły przez proces twórczy, kreatywny z dizajnerami z różnych dziedzin – to było projektowanie mody, nowe technologie, film, kulinaria. Wszystko to miało się odbywać pod superwizją badaczy, którzy mieli stworzyć z tego rodzaj raportu z rekomendacją dla artystów, których zadaniem było stworzyć instalację interaktywną wyrażającą ducha „nastolatkowości” – krąg zainteresowań współczesnych nastolatków. W ramach projektu powstała wystawa „Teen Age” z instalacją „hash2ash”. Stworzyła ją dla nas grupa Pan Generator. To był ekran, do którego można było podejść, zrobić sobie selfie, wrzucić je na stronę internetową – ono pojawiało się na wielkim ekranie, a następnie znikało i dołem tej instalacji wysypywał się popiół na nagrobną tablicę ze znakiem hash. Miało to pokazywać nietrwałość wszystkich zasobów, jakie produkujemy, które w momencie, kiedy pojawia się nowe selfie, nowa treść, stają się nieistotne. Ta instalacja okazała się strzałem w dziesiątkę. Zostaliśmy z nią zaproszeni między innymi do udziału w Athens Digital Arts Festival, który pokazuje sztukę współczesną w wersji nowych mediów, później na festiwalu SXSW w Austin w Teksasie.

Współpracując z publicznością, zwłaszcza z nastolatkami, trzeba mieć świadomość, że to nie jest łatwe – trudne jest zgromadzenie grupy, potem utrzymanie jej dynamiki, ludzie muszą znaleźć czas, a o czas odbiorcy rywalizujemy z wieloma podmiotami. Zbudowanie relacji jest czasochłonne i wymagające, wymaga też podtrzymywania kontaktu. Ale widzimy dobitnie, również na przykładach innych muzeów, że takie relacje najbardziej procentują. Na bazie takiej relacji muzeum żyje, a z drugiej strony muzeum żyje dzięki energii, która przychodzi z zewnątrz. Programy wolontariatu czy praktyk nie polegają tylko na tym, że muzeum daje możliwość ich odbycia, tylko jeżeli umiejętnie absorbuje się energię i innowacyjność młodych ludzi, to to sprzyja rozwojowi. To jest edukacja dorosłych. Połączenie partycypacji z edukacją jest dla mnie oczywiste, bo ono służy rozwojowi pewnego dobrostanu społecznego.

Czy na co dzień posługują się Państwo pojęciami partycypacji, inkluzywności czy angażowania odbiorcy do współtworzenia, czy też przyjęta formuła pracy tego nie wymaga?

To nazewnictwo jest potrzebne. W moim przekonaniu środowiska edukacyjne, jeśli chodzi o muzea w Polsce, są bardzo progresywne i kwestie takie, jak partycypacja, to tematy sprzed pięciu lat. Wtedy one się pojawiały na konferencjach dla edukatorów muzealnych. W 2016 r. w Wieluniu odbyła się konferencja poświęcona praktykom partycypacyjnym. My się między sobą wymieniamy ideami, część z nas wyjeżdża za granicę i uczestniczy w międzynarodowych spotkaniach. To są pojęcia, o których warto rozmawiać i warto je zaszczepiać, natomiast jeśli chodzi o kuchnię muzealną, my pracujemy bardziej intuicyjnie, czyli nie nazywamy naszych działań tymi pojęciami, aczkolwiek one są naszą mentalną codziennością.

10 września 2020