Wolne Muzeum na Wolnicy. Kolektyw Kazimierz

MUZEUM ETNOGRAFICZNE IM. SEWERYNA UDZIELI W KRAKOWIE

Projekt został osadzony w historii i tożsamości dzielnicy Kazimierz, gdzie znajduje się siedziba muzeum. Skierowany do dzieci i młodzieży realizowany był w pierwszej połowie 2013 r. we współpracy z Centrum Profilaktyki i Edukacji Społecznej „Parasol”. Celem projektu była aktywizacja tej grupy odbiorców, która w ramach projektu poznawała swoje sąsiedztwo i podejmowała działania na rzecz zmiany, pobudzenie oddolnego i sąsiedzkiego ruchu zmian na Kazimierzu. Zgodnie z założeniem działania zostały zaprojektowane w taki sposób, by związane z nimi decyzje były podejmowane przez samych uczestników i by to oni byli autorami i organizatorami poszczególnych przedsięwzięć. W ramach projektu odbyła się seria warsztatów i gier terenowych, zrealizowana też została reaktywacja jednego z podwórek na Kazimierzu.

Projekt miał swoją kontynuację w kolejnych latach – w 2013 r. rozpoczęła się realizacja projektu „Rakowicka 10”realizowanego w ramach Programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG. W pierwszym roku prowadzone były działania, których celem był remont sali w Centrum Izaaka 5 (jest to punkt terenowy programu „Pod Parasolem Kazimierza”, który jest realizowany przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej oraz Centrum Profilaktyki i Edukacji Społecznej „Parasol”). W ich efekcie powstała przestrzeń służąca wypoczynkowi i zabawie, która została zaprojektowana wspólnie z dziećmi. Dzieci były pomysłodawcami i wykonawcami głównych elementów wyposażenia sali.

W drugim etapie programu powstał „Ogród zabaw” przy ul. Piekarskiej. Punktem wyjścia do jego powstania były ankiety i wywiady przeprowadzone z mieszkańcami, w których pytano o ich potrzeby. Ogród został otwarty w listopadzie 2015 r. Jego projekt został oparty na pomysłach dzieci, jakie zostały wypracowane podczas warsztatów. Budulcem stały się naturalne materiały, takie jak drewno, żwir, piasek, szyszki, wiklina oraz roślinność.

Warsztaty przed rewitalizacją podwórka na krakowskim Kazimierzu. Ich celem było poznanie mieszkańców budynku oraz tej przestrzeni

Z Anną Szelingowską, koordynatorką projektu w dziale edukacji, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

„Wolne Muzeum na Wolnicy. Kolektyw Kazimierz” oraz jego kontynuacja w postaci projektu „Rakowicka 10” to jeden z wczesnych przykładów podjęcia pracy partycypacyjnej z publicznością. Jak doszło do jego realizacji? Skąd wziął się pomysł?

W trakcie naszych czerwcowych otwartych warsztatów na Wolnicy spotkaliśmy osoby, które pracowały w Centrum Profilaktyki i Edukacji Społecznej „Parasol”. To były warsztaty dla dzieci na zakończenie roku. Oni przyszli ze swoimi podopiecznymi, zaczęliśmy rozmawiać i pojawiła się idea, aby z racji tego, że działamy w sąsiedztwie, stworzyć wspólnie projekt. Wtedy w muzeum zaczynało się myślenie o tym, aby nawiązywać współpracę z ludźmi ze swojego sąsiedztwa. Zależało nam na tym, aby stać się elementem życia ludzi, którzy są naszymi sąsiadami. Kontekst życia tych dzieci, uczestnictwa w tym centrum, były dla nas ważne, dlatego podjęliśmy chęć działania.

Czy trudno było przekonać dyrekcję i współpracowników do tego, że taka inna formuła pracy poza murami muzeum, ze specyficzną grupą, nie stricte z kolekcją, może być ciekawa i ważna?

W naszym muzeum to dyrekcja jest motorem napędzającym takie myślenie. To jest chyba ewenement, doceniany w środowisku muzealniczym, szczególnie przez edukatorów. Najważniejsze zazwyczaj jest gromadzenie zbiorów, ich eksponowanie i opracowywanie. Nasz dyrektor na równi kładł element edukacyjny. Dla niego specyfika etnografii łączyła się z pracą z ludźmi. Jeśli chodzi o współpracowników, niektóre rzeczy były kontrowersyjne, jak robienie gry terenowej na ekspozycji czy wchodzenie do pomieszczeń roboczych. Wtedy pojawiało się lekkie zdziwienie, ale każdy bardzo chętnie współpracował. Kiedy się spotykaliśmy i omawialiśmy, co chcemy zrobić, to dla naszych współpracowników było bardzo interesujące, choć do tej pory się z tym nie spotykali. Trzeba opowiedzieć, że kolekcja w inny sposób wtedy działa.

Rewitalizacja podwórka na krakowskim Kazimierzu – malowanie muralu

Proszę powiedzieć co się działo w ramach tego projektu i jego kolejnych odsłon? Co z nich wynikło?

Nasz pierwszy projekt był realizowany ze środków fundacji Orange. To był pilotażowy projekt, w którym my same nauczyłyśmy się narzędzi i działań, jak należy to potem programować i planować. „Wolne muzeum na Wolnicy. Kolektyw Kazimierz” to była pierwsza edycja. Spotkania odbywały się co tydzień przez pół roku. Mieliśmy dwóch animatorów, którzy tworzyli konspekty i prowadzili zajęcia. Od nas był koordynator, który brał udział w całym projekcie i trójka wolontariuszy. Ze strony „Parasola” była jedna osoba koordynująca i trzy lub cztery osoby, które pracowały w terenie. Praca z dziećmi nie była łatwa. Dla przeciętnego animatora praca z tak trudną młodzieżą jest wyzwaniem. Trzeba zrozumieć pracę z tymi dziećmi, to, że nie zawsze udaje się zamierzony scenariusz. Przykładowo były fajne zajęcia, dzieci były rozemocjonowane i wychodziły zezłoszczone. Bardzo ważne było dla nas to, abyśmy w zespole zrobili sobie potem podsumowanie zajęć, tego, co było dla nas trudne. Osoby z centrum, które pracują z trudną młodzieżą, tłumaczyły nam, na czym to polega, że chociaż nie udało się wykonać w całości scenariusza, to grupa zrobiła to i to. To małe kroki, które sprawiły, że dzieciaki zaczęły się otwierać i angażować. Właśnie te małe kroki były ważniejsze niż całość zrealizowanego zadania.

Rewitalizacja w toku

Naszym obszarem działania był Kazimierz. Wykorzystywaliśmy narzędzia etnograficzne: obserwację, wywiady, fotografię w terenie, pracę z archiwami muzealnymi. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dzieci, które tam mieszkają, nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jaka to jest dzielnica, jaką ma historię. W ich domach często jest ciężko, są to środowiska pełne stereotypów, rodzice to przykładowo kibice, którzy przekazywali dzieciom stereotypową wizję kultury żydowskiej. Kilka spotkań odbyło w muzeum, gdzie wykorzystując eksponaty i archiwa robiliśmy warsztaty plastyczne. W terenie robiliśmy wywiady, które okazały się fantastyczne, choć wcześniej baliśmy się, że dzieciaki będą miały opory. Ruszyli w teren z ankietami, które wcześniej przygotowali. Wtedy zbieraliśmy informacje od mieszkańców, co jest dla nich ważne, aby zastanowić się, jaką przestrzeń pod koniec letnich miesięcy moglibyśmy poddać rewitalizacji i wspólnie ją zmienić. Mieliśmy warsztaty dotyczące poznawania terenu, robienia zdjęć, dzieci nas oprowadzały po swoim Kazimierzu i pokazywali jak Kazimierz wygląda od ich strony, gdzie są ważne dla nich miejsca, gdzie się bawią i spotykają. Robiliśmy wywiady z mieszkańcami Kazimierza i osobami, które tam pracują. W ten sposób poznawaliśmy historię danego miejsca, co znajdowało się w tym miejscu wcześniej. Dzieciaki uczyły się wtedy robić kwestionariusze, z nami je realizowali, podsumowywaliśmy je za pomocą działań plastycznych – tworzenia kolaży, budowania makiet. Takim głównym problemem, jaki zidentyfikowali, był brak zieleni. Postanowiliśmy zrewitalizować jedno z podwórek kazimierskich, gdzie część z tych dzieciaków mieszkała. Wcześniej zrobiliśmy kilka warsztatów, w trakcie których dzieciaki projektowały przestrzeń, robiły makiety, zastanawialiśmy się, co chcielibyśmy tam stworzyć. Zakładaliśmy, że to nie muszą być wysokie koszty, bo część rzeczy jesteśmy w stanie zrobić sami. Część warsztatów poświęciliśmy na własnoręczne robienie rzeczy do ogrodu: robieniu rabatek ze zużytych opon, które dzieciaki malowały, szablony do muralu. Stworzyliśmy szablony z hasłami dotyczącymi emocji i współdziałania w grupie. Robiliśmy bujaki recyclingowe, gdzie przycinaliśmy opony, dowiercaliśmy deski. Przyświecała temu idea, aby dzieciaki poczuły swoją sprawczość i żeby to one były głównie twórcami tego miejsca. Wszystko robiliśmy z nimi i w konsultacji z nimi.

Warsztaty z projektowania przestrzeni pn. „O jakim podwórku marzysz?”

Czy to cały czas była jedna grupa dzieci, czy różne grupy?

Każdorazowo to była jedna grupa dzieci, z tymże one się zmieniały. Dzieciaki, które w tym projekcie uczestniczyły, chodziły do Centrum Profilaktyki i Edukacji Społecznej „Parasol”, dobrowolnie i w zależności od tego, jak się czuły i czy chciały, to deklarowały chęć udziału i były zapraszane. Był zrąb czwórki czy piątki dzieci, które były zawsze, a uczestników łącznie raz było dwunastu, innym razem dziesięciu, a jeszcze innym była tylko piątka.

Czy coś z tego zostało na dłużej?

Na dłużej zostało zrewitalizowane podwórko. Niestety potem, po roku, ono nie było już tak zadbane. Dzieciaki nie do końca chciały tam chodzić. Kiedy zrobiliśmy sobie po czasie podsumowanie, jak ta przestrzeń funkcjonowała, okazało się, że dzieciaki nie do końca czują się komfortowo w takiej zamkniętej przestrzeni, gdzie są sąsiedzi, którzy mogą im zwrócić uwagę, bo na przykład grają w piłkę albo są głośni. Powstał tam też mural, który tworzył przedłużenie drzewa, które wyrastało po drugiej stronie muru. Mural nadal zdobi mur podwórka. Na dłużej zostały też wielkie donice z zasadzonymi krzewami. Wiemy od sąsiadów, że oni sami zaczęli dbać o te krzewy i je podlewali. Jednym z elementów, który został na dłużej, był też płotek zasłaniający kubły na śmieci, który dzieciaki same pomalowały, a który został skonstruowany przez stolarza. Ogród zabaw był kontynuacją projektu w drugiej odsłonie. Po za kończeniu samego projektu dbaliśmy wspólnie o jego przestrzeń – dosadzaliśmy rośliny, robiliśmy wiosenne porządki. Zarząd Zieleni Miejskiej, który się w to zaangażował, zrobił kolejne nasadzenia. Z ramienia muzeum zorganizowaliśmy warsztaty z dzieciakami z „Parasola”. Ogród stanowił przestrzeń otwartą aby mogły przyjść też inne dzieci. Idea wspólnej przestrzeni sprawdzała się głównie wtedy, kiedy była otwarta i ogólnodostępna w postaci naturalnego placu zabaw.

Warsztaty, podczas których powstały bujaki z opon, które stały się elementem wyposażenia podwórka

Do kiedy ten Ogród zabaw funkcjonował?

Jeszcze półtorej roku temu przestrzeń Ogrodu zabaw była odczyszczana i rewitalizowane były szałasy z wierzby. Ten ogród miał takie założenie, że nawet jak zarośnie, to będzie ładnie wyglądał, ale szałasy co jakiś czas trzeba było podpleść, bo wybujały tak, że stały się większe niż drzewo obok.

Wspomniała Pani, że ZZM się zainteresował, są tam też mieszkańcy, ale rozumiem, że to muzeum cały czas było siłą sprawczą i na muzeum wszyscy się oglądali, aby coś zrobiło?

Kiedy zwraca się z czymś instytucja, to jest to bardziej brane pod uwagę. Dysponowaliśmy też ludźmi i funduszami, które mogliśmy na ten projekt przeznaczyć. To się działo w czasie, kiedy ZZM kreował się na nowo. W drugiej edycji do projektu włączył się nie tylko ZZM, ale też Żywa Pracownia, która działała na Kazimierzu oraz sklep, który prowadził warsztaty z zośki i jeżdżenia na deskorolce. To był fajny moment, kiedy nasze muzeum stało się punktem zbiorczym. Tam się spotykaliśmy i mogliśmy stamtąd działać.

Warsztaty terenowe pt. „Superbohaterowie – co mogą zmienić w otoczeniu?” Dzieci wędrowały po Kazimierzu robiąc zdjęcia konkretnych miejsc, a następnie nanosiły zmiany na wydrukowane fotografie w dużym formacie, odpowiadając na pytania „Co nam się marzy?”, „Jak można zmienić tą przestrzeń?”

Czy to był jedyny taki przypadek, kiedy muzeum wystąpiło w roli zwornika różnych organizacji? Czy zdarzało się też tak, że to muzeum dołączało do projektów innych podmiotów?

W taki sposób pracowaliśmy jeszcze ze Szkołą Specjalną nr 11. Prowadziliśmy warsztaty w ramach projektu Miejskie Dynamo. Projekt był skierowany do uczniów ze szkoły specjalnej. Z uczniami zrobiliśmy subiektywną mapę Krakowa, a potem odwiedzaliśmy z nimi różne miejsca w przestrzeni miejskiej, sprawdzając ich dostępność pod kątem dopasowania do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, a także poznając historię i specyfikę danego miejsca. Dzięki temu projektowi uczniowie mogli odwiedzić różne miejsca, poznać personel i porozmawiać z nowymi ludźmi. To było dla nich bardzo ważne doświadczenie, umożliwiające wyjście poza mury szkoły i domu, otwierające na nowe relacje. Odwiedziliśmy łącznie 11 miejsc i stworzyliśmy mapę Miejskiego Dynamo. To było robione w partnerstwie. Nasze działania były zależne od różnych grantów. Partnerstwa były punktowane, ale nam też na partnerstwach zależało, bo w partnerstwie jest siła. Nie chodziło nam o to, aby zrobić ileś warsztatów w szkołach, ale zależało nam na relacji. W przypadku uczniów z różnymi sprzężonymi niepełnosprawnościami staraliśmy się, aby ta relacja była długotrwała i dzięki takiemu procesowi przyniosła efekt na dłużej. Zgłosiła się do nas siedem lat temu fundacja organizująca projekty stypendialne dla dzieciaków z Nairobi. Oni działali tam w slumsach. Zrealizowali z nami projekt „Co nowego pod słońcem”. Punktem wyjścia była nasza wystawa czasowa „Skrzyżowane spojrzenia”. W ramach warsztatów dzieciaki robiły działania plastyczne, gdzie sztuka była wspólnym językiem. Powstały z tego wystawy, z których jedna była wystawiana u nas w muzeum, druga w muzeum w Nairobi.

Jak by Pani określiła znaczenie projektu „Wolne muzeum na Wolnicy” dla muzeum?

Dla nas najważniejsze było to, że ten projekt umożliwił nam stworzenie sieci kontaktów, nawiązanie współpracy z mieszkańcami i najbliższym środowiskiem. Ważne dla nas było pokazanie, że muzeum nie stanowi bariery, zależało nam na stworzeniu przestrzeni wspólnej relacji i rozmowy, pokazaniu, że etnografia to nie tylko nauka o historii, ale jako spojrzenie na rzeczywistość uczy skupienia na tym, co tu i teraz, zatrzymania się i spojrzenia na swoje otoczenie w inny sposób. Staliśmy się miejscem spotkania z ludźmi bez bariery, którą zazwyczaj tworzy instytucja kultury. Staliśmy się elementem wspólnej siatki społecznej.

Projekt zakończył się dlatego, że jego formuła się wyczerpała?

Na kanwie tego projektu powstał jeszcze drugi projekt, również realizowany z „Parasolem”, dwuletni. Ale powiem szczerze, że w którymś momencie jego formuła się po prostu wyczerpała. Kiedy jest grant i dofinasowanie, realizacja wygląda zupełnie inaczej. Potem sami próbowaliśmy realizować takie warsztaty – wyszliśmy z inicjatywą, że raz w tygodniu nasi pracownicy wraz z koordynatorem będą przychodzić do „Parasola” i coś razem z dzieciakami robić. Byliśmy w stanie jeszcze przez pół roku działać w takiej formule, potem to się skończyło. Być może dlatego, że nie było funduszy, aby zrobić coś większego na sam koniec, być może wyczerpanie tej formuły i konieczność spojrzenia na to inaczej. „Parasol” zaczął się rozwijać w innym kierunku, zwiększyli swój zakres i jako street workerzy zaczęli wyjeżdżać do dalszych terenów w Krakowie. Ilość osób współpracujących z ich strony zmniejszyła się, przyjęło to bardziej formę warsztatów plastycznych.

Czy to jest przestrzeń, na której muzeum będzie teraz chciało coś budować czy raczej czas na próbowanie innych formatów?

Ja już nie pracuję w dziale edukacji, ale dla naszego dyrektora aspekt społeczny i tworzenie siatki kontaktów zawsze było ważne i to na pewno jest rzecz otwarta. Ta działalność została na jakiś czas zatrzymana, bo nie mieliśmy większych projektów, ale na placu zabaw staraliśmy się w miesiącach letnich robić warsztaty, aby ta przestrzeń dalej żyła w świadomości mieszkańców.

Kiedy wyczerpała się praca z „Parasolem”, zwróciliśmy się do szkoły przy ulicy Miodowej, bo wiedzieliśmy, że dużo dzieciaków do tej szkoły chodziło. W 2017 r. pod tą samą nazwą „Wolne Muzeum na Wolnicy. Kolektyw Kazimierz” zrealizowaliśmy zajęcia edukacyjne w szkole. Przychodziliśmy w ramach zajęć w świetlicy, mieliśmy w marę stałą grupę dzieci i realizowaliśmy zajęcia na podwórku lub na terenie szkoły. One jednak były mocno ograniczone, bo bez nauczyciela i zgody od rodziców nie mogliśmy nigdzie wyjść.

12 grudnia 2020

Warsztaty terenowe pt. „Superbohaterowie – co mogą zmienić w otoczeniu?”
Otwarcie Ogrodu Zabaw przy ulicy Piekarskiej

Wolne Muzeum na Wolnicy. Kolektyw Kazimierz

Miejskie Dynamo

Co nowego pod słońcem