MAMBA Mała Ambasada Muzealna

MUZEUM NARODOWE W KRAKOWIE

W 2018 r. Muzeum Narodowe w Krakowie uruchomiło Małą Ambasadę Muzealną – dziecięcy klub spotykający się regularnie w muzeum i pracujący nad jednym projektem w ciągu roku, którego odsłona odbywa się w Dzień Dziecka. Inspiracją do działania była lektura książki Niny Simon „The Participatory Museum” oraz zorganizowana przez Muzeum Narodowe w Warszawie wystawa „W muzeum wszystko wolno”. Dzieci w wieku 6-14 lat zorganizowały do tej pory oprowadzanie po wystawie, nakręciły film, a obecnie pracują nad projektem fotograficznym.

Po pokazie filmu „Jak zakłócić dzień kustosza”. Fot. Tomasz Markowski

Z Marią Masternak, pomysłodawczynią i pierwszą koordynatorką projektu, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Jak narodził się pomysł na MAMBĘ?

Pomysł narodził się, gdy byłam na urlopie macierzyńskim i nie chodziłam do pracy. Myślałam wtedy intensywnie o tym, aby coś po powrocie do muzeum zmienić. Nie chciałam, być jedynie koordynatorką zajęć dla dzieci. Marzyło mi się, by wejść z dziećmi przychodzącymi do muzeum w głębszą relację. Okazja do tego pojawiła się w 2017 r. Warto podkreślić, że w działaniach partycypacyjnych w muzeach ważne jest to, jakie podejście do tych działań mają osoby stojące wyżej w hierarchii, przede wszystkim dyrekcja. To jest odwaga w podejmowaniu decyzji i dopuszczenie osób z zewnątrz do interpretacji tego, czym jako instytucja dysponujemy. Inspiracja popłynęła też z Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie w 2016 r. odbyła się wystawa „W muzeum wszystko wolno” przygotowana przez dzieci i koordynowana przez Anię Knapek i Bożenę Pysiewicz z Działu Edukacji. W naszym przypadku najpierw pojawił się pomysł, aby zaangażować dzieci w organizację Dnia Dziecka w Muzeum. Jak on ma wyglądać, zaproponowałyśmy my – Zespół ds. Programów dla Dzieci i Rodzin Działu Edukacji. Rekrutując uczestników tego projektu, miałyśmy jedno założenie: połowę uczestników wyłonimy z otwartego naboru skierowanego do rodziców dzieci, które już wcześniej brały udział w naszych warsztatach, a druga część to będą dzieci muzealników z Muzeum Narodowego. Nigdy wcześniej nie kierowaliśmy specjalnych zaproszeń właśnie do tej grupy. To miało swój dodatkowy cel – ocieplenie wizerunku Działu Edukacji wśród pracowników muzeum i integracja wewnątrz naszej instytucji. Z perspektywy czasu oceniam, że to była bardzo trafna decyzja. Świetnie się to wszystko poukładało podczas działań projektowych.

Czy wcześniej w muzeum pojawiało się myślenie, aby w ten sposób angażować grupy odbiorców, czy też kamieniem milowym była wspomniana wystawa z Warszawy?

Myślałyśmy o tym wcześniej, ale nie było w muzeum chęci ani specjalnie przestrzeni, aby coś takiego robić.

Zatem pierwszy długofalowy projekt tego rodzaju to MAMBA.

Tak, chociaż wcześniej podejmowałyśmy też nieśmiałe próby. Na przykład do naszych stałych cykli edukacyjnych dla dzieci, czyli „Konika Muzealnego”, „Tata wymiata” „Mamy działamy”, zaangażowaliśmy rodziny, które brały wcześniej udział w organizowanych przez nas warsztatach, z którymi zaprzyjaźniliśmy się. I tak na przykład rodziny w „Koniku Muzealnym” (czyli rodzaju gry miejskiej przeniesionej do wnętrza muzeum) były współprowadzącymi warsztaty. Wymyślały one konkretne zadanie dla uczestników spotkania i opiekowały się stanowiskiem, przy którym to zadanie należało wykonać. Tak więc zaproszenie odbiorców do współprowadzenia działań edukacyjnych pojawiło się już wcześniej, ale jeśli mówimy o tym, aby w większej mierze oddać stery, to rzeczywiście MAMBA była pierwsza.

Proszę opowiedzieć, na czym MAMBA polega?

MAMBA, czyli Mała Ambasada Muzealna, to grupa dzieci, która spotyka się cyklicznie w celu realizacji jednego głównego projektu w ciągu roku. Są to dzieciaki w wieku od sześciu do dwunastu lat. Pierwszym zrealizowanym projektem było oprowadzanie po wystawie „Wyspiański” podczas Dnia Dziecka. Druga odsłona działania MAMBY towarzysząca wystawie twórczości Andrzeja Wajdy polegała na zrealizowaniu autorskiego filmu. Głównym założeniem było to, że oddajemy dzieciom głos, rzeczywiście dzieci słuchamy i ich pomysły związane z kolekcją muzeum i jej interpretacją przyjmujemy na poważnie. Zaczęliśmy od oprowadzania po wystawie – pilotażowego działania. Pomysł na Ambasadę zrodził się w trakcie tamtego działania – tak nam się dobrze współpracowało, że nie chcieliśmy z tego rezygnować.

Na samym początku wszystkie nasze działania i podejmowane decyzje wynikały z myślenia  o tym, że będzie to próba realizacji muzeum partycypacyjnego. Byłam wówczas tuż po lekturze „The Participatory Museum” Niny Simon i chciałam próbować wprowadzić w życie opisane przez nią idee.

Lubię to! Dzień Dziecka 2018. Oprowadzanie po wystawie „Wyspiański”. Fot. Jakub Ploszaj

A jak to wygląda od strony organizacyjnej? Rodzic zapisuje dziecko na rok?

Tak, dziecko jest wtedy zobowiązane uczęszczać na większość spotkań. W praktyce wyglądało to różnie, ale nigdy nie byłyśmy bardzo restrykcyjne w pilnowaniu frekwencji. Chciałyśmy, aby dzieci od początku czuły się bardzo poważnie w tym, co robią, dlatego każdy otrzymał legitymację Małego Ambasadora Muzealnego. Ambasadorem jest się dożywotnio, ale kadencja trwa rok i może zostać przedłużona na kolejne lata. W pierwszym roku udział wzięło dwadzieścioro jeden dzieci, spośród których na kolejny rok zostało z nami siedemnaścioro. To było super, bo wiadomo, że różnie mogło być z zapałem i naszym, i dzieci. W między czasie były wakacje, więc Ambasadorowie mogli o nas zapomnieć. Fajne było to, że wrócili i chcieli kontynuować działania w muzeum. To było dla mnie ważne, że nie był to tylko projektowy wybuch fajerwerków, ale początek dłuższego procesu i – nie ukrywajmy – wyzwań i przygody.

W liście z zaproszeniem do projektu – przypomnę, pierwszym działaniem było oprowadzanie po wystawie – napisaliśmy, że powinny to być dzieci, które dobrze się czują w występach. Zależało nam na tym, aby to była dla nich przyjemność, a nie przykry obowiązek. Nie każdy przecież musi lubić występy publiczne. Do samego końca dzieci mogły zrezygnować z udziału w finale akcji. Miałyśmy przygotowane „plany B”, czyli odpowiedzialne zadania dla tych, którzy nie zdecydują się wystąpić przed publicznością czy kamerą.

Jak bardzo angażujący czasowo dla dzieci i rodziców jest udział w MAMBIE? Ile spotkań się odbyło?

W pierwszej edycji odbyło się osiem spotkań i każde z nich trwało półtorej godziny. Zaczęliśmy się spotykać w styczniu, a oprowadzanie po wystawie „Wyspiański” odbyło się 2 czerwca.

Jak wyglądały przygotowania do tego oprowadzania?

Najpierw mówiliśmy o tym, jak w ogóle można oprowadzać i opowiadać o dziele sztuki, czyli że można być na przykład przewodnikiem, który jest wykładowcą i podaje tylko suche fakty, takim, który wchodzi w interakcję ze zwiedzającymi oraz takim, który jest bajarzem opowiadającym swoje historie. Dzieciaki musiały poczuć, w jakiej roli dobrze się odnajdują. Ćwiczyliśmy i bawiliśmy się jednocześnie. Dzieci same wybierały dzieła, o których chciały opowiadać. My przygotowałyśmy karty działań z zestawem pytań, który miał im pomóc we własnym opowiadaniu. Dzieci wiedziały, że nie chodzi o to, by nauczyć się na pamięć faktów. Oczywiście, można było je wpleść w opowieść, ale główną wytyczną było to, aby mówiły, co im się podoba, a co nie oraz dlaczego wybrały dane dzieło. Wyszło różnie, bo niektórzy woleli być przewodnikami-wykładowcami, a inni opowiadali, co widzą i czują.

A czy różnica wieku nie była problemem? Sześć lat to sporo.

Nie było, a w każdym razie ja tego nie zauważyłam. Relacje, a nawet przyjaźnie, jakie nawiązały się między dziećmi, pomiędzy mną a dzieciakami, z którymi spotykałam się przez półtora roku oraz relacje między mną a rodzicami dzieci, które zaowocowały przyjaźnią i są kontynuowane, są największą wartością tego projektu.

Lubię to! Dzień Dziecka 2018. Oprowadzanie po wystawie „Wyspiański”. Fot. Jakub Ploszaj

Kiedy pojawił się pomysł na to, co się będzie działo w drugiej edycji?

Na przedostatnim spotkaniu przygotowań do oprowadzania po wystawie zaprosiliśmy dzieci do wstąpienia do Ambasady. Wcześniej nasza ekipa nie miała formalnych ram oprócz tego, że łączył nas wspólny cel, czyli oprowadzanie ściśle określone datą. Dzieci miały tydzień, by sprawę przemyśleć. Dokładnie wytłumaczyłyśmy im, na czym działanie Ambasady Muzealnej i ich rola będzie polegać – że będą reprezentantami muzeum, że będą miały swoje prawa, ale również będzie to związane z pewnymi obowiązkami. Większość chciała zostać i na ostatnim spotkaniu porozmawialiśmy o tym, co chcielibyśmy robić w kolejnej edycji. Były różne pomysły. Jednym z nich był film, pojawiła się też gra planszowa. Gdy spotkaliśmy się po wakacjach, to wiedzieliśmy, że będziemy kręcić film. Ta decyzja została podjęta również dlatego, że w muzeum planowana była wystawa twórczości Andrzeja Wajdy, a wraz z nią  pojawiła się możliwość pozyskania dofinansowania naszego projektu.

Tutaj widzę problem z działaniami partycypacyjnymi realizowanymi z dziećmi. Byłam zobligowana do tego, że z projektu muszą być efekty, które zadeklarowałam, kiedy otrzymałam dofinansowanie, a przecież w pracy z dziećmi nie zawsze wszystko wyjdzie tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Tutaj trzeba być elastycznym i pozwolić sobie na błędy, a z drugiej strony jesteśmy zobligowani do wyników, które na te błędy nam nie pozwalają. Świadomość, że będę z tego dokładnie rozliczana, sprawiała, że projekt był jeszcze trudniejszy. Ale nie myślałam o tym cały czas.

Spotkania podczas pierwszego roku działań z dziećmi prowadziliśmy sami. Zaangażowało się sporo pracowników muzeum. Mieliśmy spotkania z kustoszkami i konserwatorkami. Do drugiej edycji zaprosiliśmy specjalistów od filmu spoza naszej instytucji: reżyserkę, charakteryzatorkę, specjalistkę od muzyki, filmoznawczynię i aktorkę. Dzieci spotykały się z nimi i od kuchni dowiadywały się, jak się robi filmy. Do zadań dzieci należało współtworzenie scenariusza filmowego. Wszystko, co się dzieje w filmie, wymyśliły dzieci.

Temat również?

Tak. Wytyczną było tylko to, że w jakiś sposób mamy nawiązywać do zbiorów muzeum. W związku z tym, że w poprzednim roku dzieci oprowadzały po „Wyspiańskim” i poznały go, w filmie również pojawia się postać tego artysty oraz króla Kazimierza Wielkiego z witrażu Wyspiańskiego. Świetne jest to, że te dwa działania tak nam się połączyły, że jedno wynikało z drugiego. Dzieci wymyśliły też tytuł – były różne propozycje, więc zagłosowały i wybrały „Jak zakłócić dzień kustosza. Poradnik”. Chcieliśmy początkowo, aby sami też zaczęli montować film, to jednak okazało się zbyt dużym wyzwaniem. Nie pozwalał nam na to również czas. Ale powstał film zza kulis realizacji naszej produkcji, który zrobił jeden z uczestników Małej Ambasady, Gabryś.

Czy odbyła się premiera?

Tak. Tradycyjnie już w Dzień Dziecka. Były dwa seanse, pierwszy bardziej przeznaczony dla rodzin dzieci. Na nim widownia była pełna. W sumie w pokazach wzięło udział około stu dwudziestu osób. Najpierw powiedzieliśmy, czym jest projekt, później obejrzeliśmy wywiady z dziećmi – one były nagrywane podczas dnia kręcenia filmu. Później był pokaz filmu Gabrysia, po czym przeszliśmy do pokazu filmu, nad którym pracowaliśmy cały rok. Na koniec wszystkie dzieci wyszły na środek i zasiadły za długim stołem, na którym stały tabliczki z imionami i nazwiskami, aby odpowiadać na pytania od publiczności. Pytania rzeczywiście się pojawiły. Potem był czas na autografy. Miałyśmy przygotowaną ściankę z tytułem filmu i logiem Małej Ambasady Muzealnej, na tle której można było sobie zrobić zdjęcie.

Pokaz filmu „Jak zakłócić dzień kustosza”. Fot. Tomasz Markowski

Ile osób zdecydowało się pozostać na trzecią edycję?

Wszyscy, cała siedemnastka.

To jest limit dla grupy?

Limit, jaki ustanowiłyśmy na początku, to dziesięcioro dzieci, to się po prostu tak rozrosło. Było bardzo duże zainteresowanie, na początku nie potrafiłam odmawiać. Potem już zaczęłam, bo stwierdziłam, że tak duża liczba uczestników może stanowić problem.

Jak się Pani wydaje, co ten projekt dał muzeum?

Przede wszystkim bardzo dużo dał dzieciakom. Bardzo fajnie było obserwować ich rozwój przez półtora roku. A dla muzeum to był krok do przodu, pokonanie kolejnej bariery. Z jednej strony zyskaliśmy pewność, że otwarcie się na interpretację dzieci nie uwłacza w niczym Muzeum Narodowemu. Z drugiej dostaliśmy dowód na to, że widzowie chcą słuchać nowych, świeżych opowieści, również tych prowadzonych przez dzieci. Dwa finały projektu, gdy byłam jego częścią, cieszyły się dużą popularnością, to było prawdziwe wyróżnienie. Trzymam kciuki, by MAMBA odnosiła kolejne sukcesy i coraz bardziej zmieniała muzeum.

27 marca 2020

Film „Jak zakłócić dzień kustosza”, zrealizowany w sezonie 2018/21019

Obecną koordynatorką Małej Ambasady Muzealnej jest Izabela Lechowicz, która dopowiada późniejszą historię projektu

Jaki program mają kolejne edycje MAMBY? Czy w okresie lockdownu udało się kontynuować działalność?

W kolejnej edycji MAMBY zaprosiłyśmy dzieci do działań fotograficznych, konkretnie do realizacji portretów fotograficznych, przedstawiających pracowników naszego muzeum. Za tym pomysłem stoi kilka powodów. Wśród najważniejszych pojawiła się chęć zadbania o relacje, które w poprzednich edycjach zostały nawiązane między dziećmi, naszym zespołem a pracownikami z innych działów MNK. W tej chwili ten powód wydaje się jeszcze ważniejszy w kontekście tego, jak bardzo zostały ograniczone wszelkie kontakty z powodu pandemii. Wykonanie portretu fotograficznego wiąże się ze wspólnie spędzonym czasem, rozmową, zaufaniem modela do fotografa, czyli tym, co wspaniale może budować relację. Tęsknimy za tym, co potwierdzają rozmowy z dziećmi, rodzicami, a także te, które prowadzimy między sobą. Drugi, równie istotny powód, dla którego zdecydowałyśmy się na projekt fotograficzny, to potrzeba odsłonięcia dla publiczności „brzucha Muzeum”. Za Muzeum Narodowym w Krakowie „stoi” kilkuset pracowników, bardzo zależy nam na tym, żeby przedstawić publiczności choć kilkanaścioro z nich, pokazać jak złożonym i ciekawym organizmem jest MNK. Chcemy to zrobić podczas wystawy, która ma zakończyć tę edycję MAMBY.

Jeszcze przed pandemią udało nam się zrealizować warsztaty portretowe z fotografikami Anitą Andrzejewską i Andrzejem Pilichowskim-Ragno. W atelier fotograficznym dzieci uczyły się pracować ze światłem, portretowały siebie nawzajem, ucząc się podstaw warsztatu fotografa. Powstały naprawdę dobre portrety. Działania niestety przerwała nam pandemia.

W czasie lockdownu zaproponowałyśmy dzieciom kilka zadań fotograficznych i plastycznych, które mogły realizować w domu. TuMAMBA!, bo tak nazwałyśmy kontynuację działań w sieci, dawała wskazówki i zachęcała między innymi do eksperymentowania z portretem czy fotografowaniem w plenerze. To się udawało w różnym stopniu. Przychodziły do nas wykonane prace, ale także informacje zwrotne o tym, że dzieciom brakuje spotkań na żywo, rodzice mówili też o zmęczeniu dzieci nauką zdalną.

W październiku 2020 r. udało nam się na chwilę wrócić do zajęć stacjonarnych. To był powrót po długim czasie, dlatego bardzo ucieszyłyśmy się, że została z nami prawie cała grupa, że MAMBA przetrwała. Zaprosiłam dzieci na zajęcia z luksografii po to, by wprowadzić je znowu w temat fotografii. Żeby każde z dzieci mogło doświadczyć magii fotografii, tego jak na światłoczułym papierze pod wpływem chemii fotograficznej pojawia się obraz. To były warsztaty, którym towarzyszył zachwyt.

Niestety po nich ponownie muzea zostały zamknięte dla publiczności. Teraz znowu wracamy. Jeszcze w lutym mają się odbyć warsztaty przygotowujące dzieci do przeprowadzenia wywiadów z pracownikami MNK, którzy będą portretowani. Zajęcia  poprowadzą moje koleżanki z Zespołu ds. Rodzin i Dzieci, Jagoda Gumińska-Oleksy, autorka książki „Opowieści przedmiotów” oraz Katarzyna Maziarz-Górka, autorka książki „Trochębajki o Stanisławie Wyspiańskim”. Mamy także w planie goszczenie w pracowni fotograficznej MNK. Nie mogę się już doczekać!

7 lutego 2021

Strona projektu