Kulturanek

MUZEUM SZTUKI W ŁODZI

W latach 2012–2014 Muzeum Sztuki w Łodzi zrealizowało dla TVP Kultura trzy sezony programów dla dzieci i młodzieży poświęconych sztuce nowoczesnej i współczesnej. Program, którego tytuł nawiązuje do popularnego „Teleranka”, ośmiela do poznawania sztuki, poszukiwania jej w życiu codziennym, nie tylko w muzeum, podpowiada działania kreatywne. Jest to jednocześnie katalog dobrych praktyk dla muzealników, edukatorów i animatorów oraz źródło inspiracji dla nauczycieli, wychowawców i rodziców. Scenariusz powstał w muzeum, zrealizowało go profesjonalne studio filmowe, biorące w nim udział dzieci zostały wybrane w castingu. Fabuła odcinków została oparta na pomysłach warsztatowych realizowanych w muzeum. Dzieci nie uczyły się kwestii i nie wchodziły w role, lecz uczestniczyły w zajęciach na podobnych zasadach, co w warsztatach muzealnych – ich działania, komentarze i emocje nie zostały wyreżyserowane, choć kamery i cały kontekst planu filmowego nie pozostawiały złudzeń, że nie jest to dla nich naturalna sytuacja.

Powstało łącznie 38 ponaddwudziestominutowych odcinków. Autorami scenariuszy i prowadzącymi są dr Leszek Karczewski i dr Barbara Kaczorowska, a uczestnikami-ekspertami od sztuki współczesnej w pierwszej serii programu: Cecylia, Helenka, Julia, Marysia, Antek, Janek, Wiktor i Wojtek, a w drugiej – Emilka, Irenka, Vanessa, Kuba, Maks i Mateusz.

Mu zoo um | Kulturanek | seria I | 1/10 dostępny na stronie Ninateki

Z dr. Leszkiem Karczewskim, kierownikiem Działu Edukacji, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Czy idea „Kulturanka” wyszła ze strony muzeum czy telewizji?

Ze strony muzeum. Dyrektor Jarosław Suchan zwrócił się do nas z prośbą o wymyślenie formatu działania edukacyjnego, które można by zaproponować TVP Kultura. Razem z zespołem wymyśliliśmy kilka formatów i format „Kulturanka” chwycił. Przygotowałem treatment programu. Jestem nauczycielem akademickim, zajmuję się teorią literatury i twórczym pisaniem, studentom przekazuję między innymi podstawy scenariopisarstwa, więc ogarniam takie rzeczy, jak treatment… Moim zdaniem to jest akurat dobra strona edukacji muzealnej robionej nie przez muzealników po historii sztuki. Osoby z innym przygotowaniem wnoszą do zespołu różne doświadczenia życiowe, a ostatecznie mogą się douczyć, czym był polski konstruktywizm. Zespół Działu Edukacji Muzeum Sztuki w Łodzi tworzą m.in. scenografka i polonistka, romanistka, artystki wizualne, kulturoznawczyni – obok mnie, rdzennie teoretyka literatury. Są też dwie historyczki sztuki. To zapewnia twórczy ferment… Wracając do „Kulturanka”, dość szybko zapadła decyzja, że TVP Kultura zapewni jego emisję, że program sfinansuje Narodowy Instytut Audiowizualny, a samo muzeum wyszuka producenta wykonawczego. Znaleźliśmy oparcie w postaci Opus TV. Opus zaproponował nam reżysera-operatora, tzw. reżopa, którym został Artur Frątczak. Założenie było następujące: scenariusze kolejnych odcinków stanowią jedynie skrypt, wyznaczający dramaturgiczne kamienie milowe i słowa klucze, które znają tylko prowadzący, pan i pani, żeby stworzyć proste napięcie, natomiast wypowiedzi dzieci, wybranych w castingu, są improwizowane na planie, kamera dokumentalnie rejestruje ich wypowiedzi, reakcje i działania warsztatowe, wszystko jest nieskłamane. Każdy odcinek był oparty na założeniu, że odnajdujemy sztukę poza muzeum, problemy sztuki poza światem sztuki i rozszczelniamy go.

Czy projekt bazował na wcześniejszych doświadczeniach na polu edukacji w muzeum?

Działania warsztatowe we wszystkich trzech sezonach „Kulturanka”, po dwa lub trzy w każdym odcinku, to skrawki albo telewizyjne analogie działań warsztatowych z naszych warsztatów w muzeum, które do momentu „Kulturanka” i w trakcie proponowaliśmy publiczności. Główny realizacyjny problem polegał na tym, że rzeczy, które są fascynujące w momencie, w którym się je robi podczas warsztatu, przefiltrowane przez kamerę telewizyjną, wypadają blado. Kiedy ja sam lepię rzeźbę z gliny, to jest cudownie, bo mam kontakt z materią, noszę, rozdrabniam, brudzę dłonie. Natomiast kiedy jestem widzem tego procesu, siedzę sobie w salonie, to co najwyżej po minucie mogę się sfrustrować, że to strasznie długo trwa, a ja nie mając gliny, nie mogę nawet spróbować i nudzę się. Zwłaszcza, że „Kulturanek” powstawał dla publiczności w wieku 7–13 lat, obdarzonej specyficznym rodzajem deficytu uwagi. Trzeba było zatem cały czas dbać, aby program był wartki. Przykładowo, w drugim sezonie tworzyliśmy makietę stereotypowego idealnego domu z wycinanek z kolorowych pism ilustrowanych. Na planie kleciliśmy ją z dziećmi chyba pięć godzin, co było dość upiorne. To żmudna i mozolna praca związana z tym, że trzeba było faktycznie przejrzeć furę magazynów, wyciąć postacie, skleić, poustawiać, podczas gdy w odcinku całość trwa z 45 sekund. Tymczasem poza kamerą odbywała się realna praca warsztatowa, która miała doprowadzić do filmowalnego efektu. Rejestrowaliśmy godziny materiału, z którego w montażu wyjmowaliśmy 30 sekund, a i tak kamery stawały, a my pracowaliśmy, aby za godzinę kamery znów na moment włączyć. To, co jest efektowne na żywo, bywało skrajnie nieefektowne przed kamerą, i odwrotnie – coś jest błahe w muzeum, a okazywało się porywające wizualnie.

Jak bardzo angażujący dla dzieci był ten projekt? Ile czasu i jak często spędzały w muzeum w czasie realizacji programu?

Zgodnie z przepisami, dzieci mogły być z nami jedynie chyba przez osiem godzin, w tym musiały mieć godzinną przerwę obiadową. Produkcja podpisała umowy z ich opiekunami prawnymi zgodnie z normami, jakie obowiązują aktorów dziecięcych. Przyzwyczajenie filmowców, że plan trwa dwanaście godzin, bo tak produkcja jest najbardziej opłacalna, musiało ulec rewizji, bo z dziećmi mógł trwać najwyżej sześć. Pozostałe sześć godzin stawaliśmy przed kamerą tylko Basia i ja. Dzieci miały też przez nas, edukatorów, zapewnioną animację poza kadrem. Chodziło o utrzymanie ich uwagi, inspirowanie ich kreatywności. Proszę sobie wyobrazić, że mamy oto dwunasty dubel. Niby trzeba dopowiedzieć jedno zdanie, ale w trakcie ktoś ziewnął, dłubnął w nosie, odsłonił się kawałek czyjegoś brzucha. Więc powtarzamy. Dwunasty raz. A trzeba być świeżym i dowcipnym, jak za pierwszym razem. To było trudne dla dzieci i ich rodziców. Zwłaszcza, że często ruszaliśmy się ekipą poza muzeum do innych lokacji. Karawaną – światło, kamery, scenografia, kostiumy, makijaż, catering, aktorzy. I od nowa makijaże, prasowanie, układanie włosów, spinka, która musi być w tym samym miejscu, w którym była na poprzednim ujęciu.

Dla dzieci to było mocne przeżycie, ale dla muzeum również. Nagle okazało się, że Muzeum Sztuki w Łodzi, podobnie jak żadne inne muzeum w Polsce, nie jest przygotowane, aby stać się planem telewizyjnym, bo i skąd. W muzeum nie ma garderób, brak miejsca dla asystenta kamery, który mógłby sortować materiał i archiwizować na twardych dyskach. Nawet reżyserki nie ma. Problematyczne stają się banalne sprawy. Nagrywamy dźwięk, a w muzeum cały czas buczy klimatyzacja. Rejestrujemy obraz, a oświetlenie jarzeniowe miga, do tego ma inną temperaturę barwową niż dostawione lampy telewizyjne, które znów zaczynają nagrzewać ekspozycję, więc klimatyzacja zaczyna wyć jeszcze bardziej. Do tego cały czas galeria pozostawała pod okiem kwalifikowanych opiekunek ekspozycji. To było naprawdę trudne logistycznie. Działające muzeum zmieniało się w plan filmowy na miesiąc, sześć dni w tygodniu, po dwanaście godzin. Ambitne założenie, prawda? W sumie zrobiliśmy trzydzieści osiem odcinków.

Nagrania odbywały się w wakacje?

Tak.

Jakie były kryteria doboru uczestników podczas castingów?

Casting przeprowadzał przede wszystkim reżyser, dobierając dzieciaki, które przynajmniej potencjalnie nie wstydzą się kamery, są gadatliwe, natomiast w żaden sposób nie sprawdzaliśmy ich wiedzy z historii sztuki lub doświadczenia w pracy manualnej. Chodziło o bycie wobec kamery.

Czy one wcześniej znały muzeum?

W pierwszej serii jedno dziecko znało muzeum, w drugiej i trzeciej serii chyba żadne wcześniej nie było muzeum.

Co z tego projektu wynikło dla muzeum?

Kiedy „Kulturanek” był wyświetlany, Barbara Kaczorowska i ja mieliśmy kilka sytuacji, w których goście muzeum prosili nas o autograf. Nie można nie docenić wymiaru promocyjnego. Telewizja to zimne medium, gdzie interakcja jest bardzo trudna, ale program miał funkcję kolportażu dobrych praktyk. Wiem, że „Kulturanek” był oglądany nie tylko przez wychowawców i rodziców, którzy mogli się dowiedzieć, jak robić edukację w domenie wizualnej z dzieciakami, ale też przez muzealników. Kiedy później przyjeżdżali do nas muzealnicy na szkolenia dla edukatorów organizowane przez Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, a jesteśmy jedynym działem edukacji, który robi takie szkolenia zamawiane przez NIMOZ, to wielu było przygotowanych, wiele osób miało obejrzane dziewięćdziesiąt procent odcinków i wiedziało, dlaczego do nas przyjeżdża, po jakie techniki, czego chcą doświadczyć, o czym chcą porozmawiać. Mam wrażenie, że można „Kulturanek” oglądać jako metodyczny przewodnik dla edukatorów formalnie związanych z muzeami. To jest 2012, 2013 i 2014 rok, więc moment, w którym następuje wiosna nowoczesnej edukacji muzealnej w Polsce. Chciałbym myśleć o tym, że „Kulturanek” był legitymacją dla części edukatorów, że edukację można robić inaczej. Pewnie było łatwiej przekonać jakąś muzealną księgowość, aby zapłaciła fakturę za kapustę do jakiegoś działania edukacyjnego, a nie za kredki świecowe i kartki A4, jeśli TVP Kultura pokazywała, że do działania edukacyjnego można użyć właśnie kapusty, albo kalosza i gipsu. Nie chcę powiedzieć, że „Kulturanek” był pionierski w sensie zmiany paradygmatu edukacji muzealnej, bo pionierski nie był, pionierscy byli Maja Parczewska i Janusz Byszewski w Laboratorium Edukacji Twórczej w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, ale my daliśmy chyba mocną legitymacją dla niestandardowej edukacji w muzeach niekoniecznie znajdujących się w awangardzie. Nie chodzi o to, aby dajmy na to w Muzeum Chleba, Szkoły i Ciekawostek w Radzionkowie odciskać teraz kapustę albo robić gipsowe odlewy kalosza. Chodzi o to, by ktoś zobaczył, w jaki sposób my szukamy materialnego oparcia dla trudnego dyskursu ideologicznego, etycznego, estetycznego sztuki nowoczesnej i współczesnej, i próbował tego rodzaju inkluzywne sytuacje budować u siebie.

9 grudnia 2020

Wszystkie odcinku „Kulturanka” dostępne są na stronie Muzeum Sztuki w Łodzi tutaj oraz Ninateki tutaj