Park pod łącznicą

MUZEUM PODGÓRZA W KRAKOWIE

Muzeum Podgórza, partycypacyjny oddział Muzeum Krakowa, realizuje nie tylko działania wokół kolekcji i podgórskiej historii, ale działa także na rzecz swojego otoczenia, co jest wyrazem społecznej odpowiedzialności. W 2018 r., jeszcze przed otwarciem muzeum dla publiczności, kuratorka muzeum Melania Tutak wpadła na pomysł, aby poczynić starania o utworzenie parku tuż za płotem muzeum, na nieużytkach pod łącznicą kolejową.

Teren pod łącznicą kolejową – przyszły Park pod łącznicą?

Z Melanią Tutak, kuratorką, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Byłaś motorem zaangażowania się Muzeum Podgórza w tworzenie Parku pod łącznicą. Czy zastanawiałaś się wtedy, na samym początku, na ile muzeum jako instytucja posiada mandat, aby wychodzić poza swoje mury i ingerować w kwestie krajobrazu, czyli czegoś nie związanego ze swoją kolekcją?

Nie zastanawiałam się nad tym długo, bo wydawało mi się to oczywiste. Pomyślałam przede wszystkim, że jest to nasze bezpośrednie sąsiedztwo, a ono o nas świadczy, tak jak zaśmiecony trawnik świadczy o osobach, które przy nim mieszkają. Szybko pojawiły się stowarzyszenia, które wchodzą w skład nieformalnej „Grupy pod łącznicą”. Pomyślałam wtedy, że to już nie jest fanaberia muzeum, tylko wynikająca z potrzeb naszych sąsiadów, oczywistość. Nasza chęć zmiany w otoczeniu zbiegła się podczas spotkania, na które zaproszeni zostali nasi sąsiedzi – stowarzyszenia działające w Podgórzu. Muzeum z racji swojej mocy miejskiej instytucji mogło bardzo wiele dla tej sprawy zrobić, ale jednocześnie wiele dla sprawy zrobić nie mogło, choćby ze względu na ograniczenia administracyjne, harmonogramy, trudność w działaniu o charakterze spontanicznym, happeningowym, dlatego trzeba było umówić się na współpracę. Pomyślałam, że to mogłoby być eksperymentalne działanie, że pierwszy raz muzeum może być liderem pomysłu, projektu społecznego – jest po sąsiedzku, może nad tym czuwać. Ot, choćby w przypadku, jakby coś na ten teren „wjechało”, to my od razu wiemy, bo widzimy to z okna, możemy najszybciej zareagować, mamy też bezpośrednie przełożenie na struktury miejskie. Później przeczytałam, że powstała rezolucja ICOM-u, którą ja rozumiem trochę po swojemu i dostosowuję do naszej potrzeby, więc to jest nasz mandat.

Czy trudno było przekonać do tego pomysłu samo muzeum – dyrekcję i zespół?

Ja widziałam tam park od samego początku, od pierwszej wizyty na budowie, kiedy zaglądnęłam za płot, aby zobaczyć, co tam się po sąsiedzku dzieje i zobaczyłam dużą pustą przestrzeń, którą można zamienić w park, aby w ładnych okolicznościach przyrody móc się przedostać do naszego kolejnego oddziału [Fabryki Emalia Oskara Schindlera]. Normalnie trzeba tam jechać okrężną drogą, która zajmuje 15 lub 20 minut, ponieważ tory kolejowe dzielą dwie części Podgórza, a gdyby tu był park, to ten podział by znikł i droga z jednego muzeum do drugiego zajęłaby jakieś 5-10 minut. Opowiedziałam to naszym kolegom, wszyscy się wówczas uśmiechali, traktując to jak żart. Nie powiedzieli „nie”, ale na początku nie wierzyli w ten pomysł. Później starałam się przekonać do niego dyrekcję. Dyrekcja rozumiała ideę i ją popierała, ale obawiała się tego, abyśmy nie stali się instytucją, która obiecuje otoczeniu społecznemu coś, czego nie może dokonać. Przekonywałam, że my możemy występować w roli głosu społeczności, rekomendując władzom miasta takie, a nie inne rozwiązania, co nie jest równoznaczne ze sprawczością, przedstawiamy chęci temu, kto może te marzenia zrealizować. Chcemy czynnie uczestniczyć w procesie. Niczego społeczności, poza współpracą, wsparciem nie obiecujemy, to było według mnie uczciwe postawienie sprawy i nie narażało żadnej ze stron na nieporozumienia i niepotrzebne ewentualne pretensje. Bardzo mi zależało, aby tak wybrzmiała nasza rola, aby dyrekcja tak ją zrozumiała, aby tak zrozumiana została przez naszych sąsiadów i ludzi zaangażowanych, i tak się chyba udało.

Teren pod łącznicą kolejową – przyszły Park pod łącznicą?

Kto jeszcze zaangażował się w sprawę?

Stowarzyszenie PODGORZE.PL, Fundacja Czas Wolny i Joanna Wendorff, która jej przewodniczy, Nieformalna Grupa SOS Zabłocie z Jackiem Mrowczykiem. Od początku bardzo nam pomagał Jacek Bednarz z Rady Dzielnicy XIII, dzisiejszy radny Miasta Krakowa. Pomógł nam od strony formalnej, wskazywał ścieżki, które trzeba wydeptywać, pomagał w kontaktach z właścicielami terenu lub z osobami decyzyjnymi w mieście. Później pytałam też nasze oddziały, które znajdują się na tej osi oraz Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, który chciałam zaangażować w projekt i przyszłe Centrum Literatury i Języka Planeta Lem. MOCAK był na tak, miał zostać oddelegowany przedstawiciel, jednak nigdy nie doszło do spotkania z tą osobą. Pan Robert Piaskowski, który pracował wtedy w Krakowskim Biurze Festiwalowym [KBF będzie operatorem Planety Lem], przychylił się do tego pomysłu. Muzeum Podgórza dostało mandat do mówienia w imieniu tych wszystkich placówek kultury. Były zatem trzy stowarzyszenia, które mówiły w imieniu mieszkańców (na to mieszkańcy ul. Tarnowskiego i Kingi się zgodzili), Muzeum Podgórza i Jacek Bednarz w imieniu Rady Dzielnicy XIII, a potem w imieniu Rady Miasta Krakowa.

Trzeba zaznaczyć, że Muzeum Podgórza jest częścią Muzeum Krakowa, wielkiej i rozpoznawalnej miejskiej instytucji. Przez to głos muzeum wydaje się tu być najmocniejszy. Czy wydaje Ci się, że gdyby pomysł wyszedł nie z muzeum, ale z któregokolwiek z innych podmiotów, to ten projekt miałby szanse powodzenia?

Być może tak, natomiast na pewno trwałoby to dużo dłużej, może wyglądałby zupełnie inaczej. A może udałoby się i bez muzeum? Wszak podmioty społeczne, które weszły w skład nieformalnej „Grupy pod łącznicą” miały już wówczas na koncie dwa uzyskane od miasta siłami społecznymi parki – Park Stacja Wisła i kieszonkowy park „Skwer Motyli”, oba na Zabłociu. Zebrali się więc weterani zielonych spraw. Z kolei, gdy patrzę z perspektywy społecznego procesu powoływania Muzeum Podgórza, to była to długa droga. Tutaj zbiegło się bardzo wiele sprzyjających okoliczności. To, że muzeum jest na miejscu i jest instytucją o dużym znaczeniu, że chce z nim współpracować lokalna społeczność i że wszyscy mówią jednym głosem. Mamy miejsce, świetny plan, o który chcemy powalczyć i w dodatku jest na nie gotowy spójny z pozostałą częścią miasta pomysł. Muzeum ma pewną siłę przebicia, ale jednocześnie nie może robić czegoś wbrew miastu, więc świetnie się stało, że miastu spodobał się ten pomysł. Muzeum w całym procesie odgrywało rolę pewnego rodzaju zwornika działań. Mogliśmy sobie pozwolić na zorganizowanie happeningów, które odbywały się wokół sprawy łącznicy. Muzeum było rodzajem „bazy” tego projektu, miejscem, do którego wszystkie stowarzyszenia mogły w każdej chwili przyjść i podyskutować, coś zaplanować, układać wspólną strategię działania. Muzeum spinało te wszystkie działania w mojej osobie. Podarowałam temu swój czas i podwoiłam w ten sposób swoje obowiązki w muzeum. Dyrekcja też była zaangażowana, odbywała wizyty w urzędzie miasta, aby rozmawiać o tym projekcie. Trudno powiedzieć, jakby potoczyły się losy łącznicowego pomysłu bez wszystkich wymienionych składowych. Może wszystko trwałoby dłużej, może ktoś zadziałaby inaczej, a może nikt by nic w tej sprawie nie zrobił. Na pewno nasza obecność uporządkowała wzbierające chęci działania. Zobaczymy, czy się uda. Póki co wszystkie okoliczności wydają się idei parku sprzyjać.

Stacja Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej tuż obok Muzeum Podgórza

Sama jesteś członkinią zarządu Stowarzyszenia PODGORZE.PL, które jest zaangażowane w cały proces. Czy funkcje pracowniczki muzeum i członkini organizacji pozarządowej da się rozdzielić?

To jest łatwe w momencie, kiedy podmioty stale ze sobą współpracują i wyznaczone są konkretne granice i zadania, natomiast bardzo trudne, kiedy takiej współpracy nie ma, jest znikoma lub niepoukładana – wtedy to jest niesamowicie obciążające. Zależy więc jak układa się współpraca między muzeum i stowarzyszeniem. Są momenty, kiedy ta podwójna rola nie ułatwia ani pracy, ani życia w jednym i w drugim miejscu.

Możecie też mieć różne cele. Muzeum jest instytucją miejską, czyli reprezentuje interes miasta, podczas gdy stowarzyszenie ma większe pole manewru, może mówić, co myśli, w każdej sytuacji.

Bycie muzeum może być ciężarem, na przykład proceduralnym. Stowarzyszenie ma lekkość i szybkość działania dzięki temu, że nie obejmują go procedury, które są naturą instytucji publicznej. Ale dzięki współpracy jednej i drugiej strony coś może się odbywać szybko, bo stowarzyszenie może działać szybko, a muzeum ma większe środki i większe pole działania. Świetnie, kiedy uda się te dwie rzeczy pogodzić we wspólnym pomyśle na działanie.

Na jakim etapie ten projekt jest teraz?

Zrobiliśmy wszystko, co się dało zrobić w granicach naszych kompetencji i zasięgów.. Zapytany przez nas w pewnym momencie wiceprezydent Krakowa Jerzy Muzyk, czy w czymś możemy jeszcze pomóc, powiedział, że już nie, że to jest etap, w którym miasto działa z innymi podmiotami – właścicielami terenu, instytucjami na szczeblu państwowym, ale możemy ciągle monitorować postęp tych działań, co robimy. Jest propozycja projektu, który wykonał Zarząd Zieleni Miejskiej – jest to projekt do przedyskutowania z mieszkańcami. Jesteśmy w sytuacji, kiedy teren nie należy ani nie jest dzierżawiony przez miasto, więc nie możemy omawiać z naszą społecznością tego, co miałoby się tam dziać. Jesteśmy instytucją kultury, nie możemy zachowywać się niekulturalnie i próbować rozporządzać cudzym terenem bez zgody. Aby móc przedstawić właścicielowi, czyli PKP, nasz pomysł, ZZM zaprojektował go mniej więcej na bazie tego, o czym dyskutowaliśmy podczas konsultacji społecznych. ZZM mówi, że czekamy na „jeden podpis”, który da naszym działaniom i całemu projektowi zielone światło. Pomysł jest opracowany, na pewno będzie jeszcze dyskutowany w szczegółach ze społecznością. Wszystko przerwała pandemia, nie wiemy jak w kontekście finansów potoczą się tu sprawy podłącznicowe. Wiemy, że na pewno powstanie kładka pomiędzy Grzegórzkami a Zabłociem, a ona musi się czymś zakończyć, trzeba gdzieś zjechać tym rozpędzonym rowerem. A zjeżdża się naturalnie do Parku pod łącznicą czy „Parku kolejowego”, jak nazywany jest roboczo ten teren przez ZZM. Nie możemy w tym momencie nic więcej zrobić oprócz przypominania i dopytywania, na jakim sprawa jest etapie. Później możemy być obecni przy konsultacjach, a na końcu cieszyć się wspaniałą zieloną, wielofunkcyjną odzyskaną przestrzenią.

8 grudnia 2020

Nad Wisłą powstanie kładka będąca częścią Parku Kolejowego

Przedruk artykułu na portalu „Architektury & Biznesu” z 23 czerwca 2020

Powstaje Oś Kultury w Krakowie

Konieczność zazieleniania miasta i zagospodarowywania w tym celu nieużytków znajduje coraz większe zrozumienie wśród krakowskich decydentów. Trwa proces planowania jednej z największych zielonych inwestycji – parku pod estakadami kolejowymi w centrum Krakowa, ciągnącego się na długości około trzech kilometrów. Jego częścią w Podgórzu będzie tak zwana Oś Kultury.

Modernizacja linii kolejowej

Na początku czerwca 2020 roku lokalne media zaprezentowały wizualizacje fragmentu Parku Kolejowego (także na portalu A&B). Motorem nowej inwestycji jest modernizacja linii kolejowej E30 na odcinku Kraków Główny Towarowy – Rudzice, w ramach której powstają estakady, nowe mosty i stacje kolejowe. Inwestorzy skupili się na transporcie zapominając, że linia kolejowa przepruwająca miasto powinna się też w to miasto wpisać. Pomysł stworzenia parku i zagospodarowania nieprzyjaznej przestrzeni pod torami zgłosiła strona społeczna.

Park Kolejowy (robocza nazwa) składać się będzie z dwóch części: grzegórzeckiej i podgórskiej, a połączy je kładka pieszo-rowerowa między dwoma mostami kolejowymi na Wiśle. Na Grzegórzkach prace są bardziej zaawansowane, ponieważ tam wcześniej rozpoczęły się negocjacje z właścicielem terenu i została podpisana umowa o dzierżawę. Na gruncie konsultacji i rozmów z mieszkańcami wypracowano dla niego funkcję. W Podgórzu sytuacja była odwrotna – nie było terenu, ale był pomysł. Pomysł na Park pod Łącznicą, a jego siłą napędową jest… muzeum.

Niczyja przestrzeń za płotem muzeum

Myśl o utworzeniu parku w Podgórzu narodziła się zimą 2016 roku podczas wizji lokalnej w Zajeździe pod św. Benedyktem, w którym trwały prace budowlane dla powstającego Muzeum Podgórza. Melania Tutak, która wcześniej prowadziła Dom Historii Podgórza i której determinacja doprowadziła do powstania muzeum, dostrzegła potencjał w terenie pod powstającą wtedy łącznicą kolejową prowadzącą do nowej stacji Szybkiej Kolei Miejskiej Kraków Podgórze. Wspomina: „Byłam ciekawa, co się dzieje w sąsiedztwie. Zajrzałam za płot i zobaczyłam, że jest tam wydarta ziemi gigantyczna przestrzeń, która, jak się później okazało, ciągnie się na przestrzał aż do Fabryki Schindlera. Pomyślałam wtedy, że to jest genialne miejsce na zielone otoczenie muzeum i że nikt o to nie będzie walczył, bo jesteśmy tylko my”. Kolejne miesiące wypełniły przygotowania do otwarcia nowego muzeum, ale pomysł cały czas był z tyłu głowy.

Powstaje nieformalna Grupa Pod Łącznicą

Muzeum Podgórza od samego początku stara się działać partycypacyjnie – zapraszać sąsiadów do wspólnych działań – nie dziwi więc spotkanie z fundacjami i stowarzyszeniami obecnymi w dzielnicy, aby się wzajemnie poznać. Okazało się, że temat zagospodarowania terenu pod łącznicą leży w interesie wszystkich. Muzeum Podgórza, Stowarzyszenie PODGORZE.PL, grupa SOS Zabłocie i Fundacja Czas Wolny zawiązały wówczas nieformalną „Grupę pod łącznicą” i sprawa nabrała tempa. Konsultacje społeczne zgromadziły wszystkich zainteresowanych – obecni byli mieszkańcy, przedstawiciele PKP PLK, Zarządu Zieleni Miejskiej, ówczesnego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, wiceprezydent miasta odpowiedzialna za infrastrukturę miejską, radni miejscy i dzielnicowi. Wszyscy mówili jednym głosem, że tę przestrzeń trzeba odzyskać dla miasta.

Oś Kultury

Argumentów do przekonania stron nie zabrakło. Pierwszy: przywrócenie zdegradowanej przestrzeni mieszkańcom. Park ma posiadać różne funkcje: deptak i ścieżkę rowerową, zieleń ze strefami odpoczynku, plac zabaw, ogród społeczny. Drugi argument: Oś Kultury. Park Kolejowy ma połączyć znajdujące się w Podgórzu i Zabłociu instytucje kultury, poczynając od Muzeum Podgórza, przez Fabrykę Emalia Oskara Schindlera i Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, aż po planowane Centrum Literatury i Języka Planeta Lem, a także znajdujący się nieopodal Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka. Trzeci argument: uporządkowanie komunikacji na Zabłociu, które jest symbolicznie odcięte nasypem kolejowym. Jest jeszcze dodatkowy, przyszłościowy argument, ważny dla Muzeum Krakowa (którego Muzeum Podgórza i Fabryka Schindlera są częścią): możliwość komunikacyjnego odciążenia Fabryki Schindlera, najczęściej odwiedzanego muzeum w Krakowie. Bo trzeba wiedzieć, że przy muzeum ani w okolicy nie ma parkingu. Pomysł „Grupy pod łącznicą” zakłada budowę wielopoziomowego parkingu w miejscu istniejącego, mało aktywnego terminalu autobusowego, który mógłby obsługiwać autokary ze zwiedzającymi. Czas dojścia stąd do Fabryki to zaledwie osiem minut! Oś Kultury ma też potencjał rozwoju w drugą stronę – można ją pociągnąć dalej, do Kopca Krakusa i KL Plaszow.

Dworzec autobusowy obok stacji szybkiej Kolei Aglomeracyjnej

Czekamy na podpis PKP…

„Będzie to (…) chyba pierwszy w naszym kraju przykład współpracy społeczności lokalnej z miastem i jego instytucjami, władzami giganta jakim jest Zarząd PKP PLK, ministerstwem, na wniosek i z inicjatywy lokalnego muzeum, aktywistów podgórskich i społeczności, wspartych akceptacją Prezydenta miasta. No to byłoby coś!” – można przeczytać na fanpage’u Grupy pod Łącznicą na Facebooku. Do realizacji jest blisko. Potrzebny jest tylko podpis właściciela terenu – PKP Polskie Linie Kolejowe.

… i na konkurs architektoniczny

Oficjalna zgoda kolei na zaproponowaną koncepcję wykorzystania terenu umożliwi rozpoczęcie etapu projektowania. Wtedy dopiero wydyskutowane przez mieszkańców funkcje będzie można przełożyć na język projektów architektonicznych. Mamy nadzieję, że w procedurze otwartego konkursu. Projektowanie przestrzeni publicznych jest co najmniej tak samo ważne, jak projektowanie budynków użyteczności publicznej, i konkurs, który z założenia ma najbardziej demokratyczny charakter, powinien być teraz kolejnym logicznym krokiem.

Katarzyna Jagodzińska


Przedruk za zgodą Redakcji

Fotografie Katarzyna Jagodzińska