Jak to widzisz?

MUZEUM PAŁAC HERBSTA W ŁODZI

„Jak to widzisz?” to trwający rok projekt partycypacyjny zrealizowany w Muzeum Pałac Herbsta, oddziale Muzeum Sztuki w Łodzi. Rezydencja należała do fabrykanckiej rodziny Herbstów, a obecnie w muzeum można oglądać ekspozycję wnętrz z przełomu XIX i XX wieku oraz dzieła malarzy polskich XIX w. w Galerii Sztuki Dawnej.

Projekt „Jak to widzisz” w pierwszym etapie zakładał dwa poziomy uczestnictwa ze strony publiczności. Pierwszy poziom to plebiscyt – spośród udostępnionej przez muzeum listy stu dzieł sztuki polskiej można było wskazać pięć prac, które dana osoba chciałaby zobaczyć na wystawie czasowej. Dodatkowo osoby zainteresowane mogły napisać krótki tekst  wyjaśniający dokonany wybór dzieł.  Wśród osób, które zdecydowały się napisać teksty, jury konkursowe wskazało dziesięciu autorów, którzy stworzyli zespół kuratorski pracujący nad wystawą. Na wystawie zaprezentowano czterdzieści prac z konkursowej setki, które zdobyły najwięcej głosów w plebiscycie. Kuratorzy nie wybierali więc bezpośrednio prac, ich głównym zadaniem było zbudowanie wokół nich narracji, historii, rozmieszczenie ich w salach wystawowych, opatrzenie opisami. Na wystawie, którą przygotował zespół dziesięciorga kuratorów pod okiem koordynatorek projektu z Działu Edukacji i Działu Sztuki Dawnej MPH, publiczność po raz kolejny została zaangażowana do działania – w przestrzeni wystawy znalazły się stanowiska, na których można było udzielić odpowiedzi na pytania dotyczące doświadczeń i refleksji na temat prezentowanych prac, a także na tytułowe pytanie: „Jak to widzisz?”

Z Katarzyną Kończal z Działu Edukacji i Marią Milanowską z Działu Sztuki Dawnej rozmawia Katarzyna Jagodzińska

W jakich okolicznościach pojawił się pomysł na „Jak to widzisz?”?

Katarzyna Kończal: Zaczęło się od rozmowy na temat tego, co możemy zrobić, jakie działanie, jaką wystawę możemy zaproponować publiczności. To była burza mózgów. Chciałyśmy pokazać coś nowego i włączyć naszych gości w działanie.

Maria Milanowska: Na samym początku, kiedy jeszcze nie wiedziałyśmy jaki kształt będzie miał ten projekt, rozmawiałyśmy o nim z panem dyrektorem Jarosławem Suchanem, uzyskałyśmy poparcie, by był to projekt, który da możliwość jak najszerszego działania z publicznością, włączenia naszych odbiorców. Z taką ideą zaczęłyśmy ten pomysł rozwijać.

Czy projekt wyrastał z działań, jakie wcześniej były podejmowane, czy był czymś zupełnie nowym?

Katarzyna: Zawsze nasze wystawy są obudowane działaniami edukacyjnymi, natomiast to było dla nas czymś nowym.

Czyli ze strony dyrekcji było zielone światło, aby wymyślić nowy format działania?

Maria: Tak, jak najbardziej. Oczywiście w trakcie prac nad projektem spotykałyśmy się z dyrekcją, dużo rozmawialiśmy o tym, jak nasze pomysły wyglądają. Przez cały czas miałyśmy dużą swobodę i byłyśmy zachęcane do tego, abyśmy szły w kierunku wymyślenia nowego formatu dla nas.

Jak byście skomentowały zainteresowanie publiczności udziałem w tej zabawie – najpierw w plebiscycie? Czy tego się podziewałyście? Liczyłyście, że będzie więcej?

Maria: Możemy śmiało powiedzieć, że wszystko w tym projekcie było ziemią nieznaną, na którą wchodziłyśmy po raz pierwszy. Do wszystkiego podchodziłyśmy z zainteresowaniem i same byłyśmy ciekawe reakcji publiczności, jak taki format zostanie odebrany. Już na poziomie plebiscytu byłyśmy bardzo pozytywnie zaskoczone widząc, jak dużo ludzi bierze w nim udział. To był pierwszy sygnał, że taki projekt to była dobra myśl, bo zainteresowanie już na tym etapie było duże.

Katarzyna: Jeśli nawet nie powstawały obszerne teksty, to widziałyśmy, że ludzie mają potrzebę komentowania i dzielenia się nawet krótkimi wrażeniami i refleksjami. To spostrzeżenie z nami zostało. Utwierdza nas to w przekonaniu, że warto takie działania – na mniejszą bądź większą skalę kontynuować.

Wernisaż wystawy „Jak to widzisz?” Fot. Anna Taraska

Głosowanie odbywało się zarówno analogowo, w galerii, przez karty do wypełnienia, jak i w internecie. Który kanał był częściej wykorzystywany?

Maria: Oczywiście internetowy. Internet jest teraz najsilniejszym medium, ale od początku chciałyśmy, aby kanał analogowy też istniał, tak aby dawać szansę udziału w projekcie jak najszerszej grupie osób. Ci, którzy przyszli zwiedzić muzeum i na miejscu zainteresowała ich informacja o projekcie i chcieli na gorąco zostawić swoją refleksję, mieli od razu możliwość oddania głosu. Albo osoby, które nie miały dostępu do internetu, mogły wziąć udział w projekcie przychodząc do muzeum.

Czy macie wiedzę, jak zainteresowanie projektem rozkładało się geograficznie? Mam na myśli, czy głosowały wyłącznie osoby z Łodzi i okolic, czy bawiły się też osoby mieszkające dalej?

Katarzyna: Były też osoby z innych miast. Wśród kuratorów także pojawiły się osoby nie mieszkające w Łodzi – z Warszawy, Poznania, Konina, Koszalina.

Ale wiecie to z wypełnionych kart, bo padło takie pytanie, czy raczej z rozmów?

Katarzyna: W samym formularzu o to nie pytaliśmy.

Przejdźmy teraz do pracy z kuratorami. Oprócz tego, że odbywały się spotkania, na których wypracowywali różne elementy wystawy, to rozmawiałyście z nimi, poznaliście się. Czy pytałyście, co nimi kierowało, dlaczego chcieli się w to pobawić, wejść trochę na dłużej w muzeum?

Katarzyna: Zainteresowanie sztuką, kulturą, malarstwem to główny powód, on połączył wszystkich. Na pewno chęć przeżycia czegoś nowego – przygody, możliwości spotykania się z innymi ludźmi.

Maria: Możliwości skonfrontowania swoich opinii z innymi ludźmi, chęć dzielenia się swoją energią i swoimi refleksjami.

Wystawa „Jak to widzisz?” o lewej stronie stanowisko do spisywania komentarzy przygotowane dla zwiedzających. Fot. Piotr Tomczyk

Opowiedzcie na czym polegały te spotkania z kuratorami, co było ich zadaniem?

Katarzyna: Celem miało być przygotowanie wystawy. W czasie spotkań przechodziliśmy przez poszczególne etapy tworzenia ekspozycji, omawialiśmy ważne kwestie, które pojawiają się podczas pracy nad wystawą, jak oprawa graficzna, konserwacja, praca merytoryczna nad ideą wystawy.

Maria: Zajmowaliśmy się również rozmieszczeniem dzieł na ekspozycji. Wszystkie elementy, które są naturalnym procesem tworzenia wystawy.

Jedyna różnica w stosunku do zwyczajowej pracy kuratorskiej to to, że grupa nie wybierała obiektów, ponieważ one zostały wcześniej wybrane w drodze plebiscytu, natomiast przez wszystkie pozostałe etapy przechodzi każdy kurator wystawy?

Katarzyna: Tak. Mieliśmy czterdzieści obrazów, które zostały wybrane spośród stu przez osoby głosujące w plebiscycie, i na tej bazie potem pracowaliśmy.

Jak Wam się wydaje teraz, z perspektywy czasu, czy można było coś zmienić w tych spotkaniach? Może na coś zabrakło czasu albo jeszcze jakiś element mógł być wprowadzony,  a może czasu było wystarczająco, aby wykonać zadanie i nie zmęczyć uczestników?

Katarzyna: Myślę, że dałabym nam jeszcze trochę czasu do pracy. Choć nie wiem czy da się uniknąć tego poczucia niedosytu przy pracy nad ciekawym projektem.

Maria: Może przydałby się czas na jeszcze więcej spotkań, abyśmy mogli przedyskutować inne sprawy, tu jednak zadecydowały kwestie przyziemne. Kiedy został wyłoniony zespół kuratorski i dowiedziałyśmy się, skąd są poszczególne osoby, okazało się, że dojazdy z odległych części Polski wymagają logistyki. Wiedziałyśmy, że niemożliwe byłoby spotykanie się co tydzień ze wszystkimi, nawet gdybyśmy sobie tego życzyły, bo wiadomo, że wszyscy nie mogliby na to poświęcić tyle czasu, uwagi i środków finansowych. Myślę, że wykorzystałyśmy ten projekt do maksimum, ale oczywiście gdyby czasu byłoby więcej, byłoby to in plus.

Kuratorki projektu podczas wernisażu wystawy „Jak to widzisz?” Fot. Anna Taraska

Projekt trwał jeszcze w realiach przedpandemicznych, zanim praca na odległość, online, stała się codziennością. Czy taka formuła, aby część spotkań dołożyć, ale w formule online i nie angażować nikogo do przyjazdu, nie byłaby możliwym rozwiązaniem?

Katarzyna: My nawet podczas jednego ze spotkań z jedną osobą w ten sposób się łączyłyśmy, bo nie mogła przyjechać. Oczywiście niektóre rzeczy można zrobić tylko na żywo – spotkania przy obiektach. To są zupełnie inne emocje, kiedy widzi się je na żywo, ale część spotkań w takiej formule mogłaby zostać przeprowadzona.

Kiedy wiedziałyście już, jakie prace wejdą na wystawę, a potem otwarta była tylko kwestia narracji, jaka zostanie wokół nich zbudowana, jaka była Wasza refleksja? Czy wybór publiczności był zaskakujący, czy przeciwnie, tego się spodziewałyście?

Maria: I tak, i nie. Pojawiły się prace, które w zakulisowych rozmowach, jakie prowadziłyśmy miedzy sobą, wskazywałyśmy jako pewniaki. Ale pojawiła się też grupa prac, która była dla nas zaskoczeniem.

Te pewniaki dlatego, że są najbardziej znane, a to co znane, wskazujemy jako lubiane, czy jakieś inne powody?

Katarzyna: To też, ale podczas spotkań ze zwiedzającymi często padały pytania o konkretne obrazy, inne, więc pomyślałyśmy, że to odzwierciedla potrzeby szerszej grupy.

Co działo się wokół wystawy po jej otwarciu?

Maria: Starałyśmy się zachować te elementy, które klasycznie łączą się z pracą kuratorską. Ważną kontynuacją pracy były oprowadzania kuratorskie, aby nasi kuratorzy przez cały czas mieli okazję opowiadać publiczności o tym, jak – tytułowo – oni to widzą, czym ten projekt dla nich jest, żeby cały czas refleksja nad dziełem była czymś żywym i aby ta stymulacja poszła dalej – najpierw my pracowaliśmy z nimi, a później oni mieli szansę tą sztafetę przekazać dalej i powiedzieć o swoich refleksjach widzom.

Katarzyna: Odbył się szereg warsztatów rodzinnych, dla gości indywidualnych. Cały czas chciałyśmy zadawać to pytanie „Jak to widzisz?” i rozmawiać z publicznością, stąd na wystawie znalazły się elementy, które umożliwiały komunikację.

Masz na myśli stanowiska, gdzie na kartkach można było się wypowiedzieć?

Maria: Tak, były dwa kąciki, gdzie można było spokojnie usiąść przy biurku, były przygotowane materiały do pisania, kartki, na których można było odpowiedzieć na pytanie „Jak to widzisz?” lub pozostawić dowolny inny komentarz. Publiczność bardzo chętnie brała w tym udział. Sporo osób zostawiało swoje przemyślenia na piśmie i to było dla nas kolejne potwierdzenie tego, że ludzie mają w sobie potrzebę dialogu. Może do tej pory nikt nie był tego aż tak świadomy, bo mamy w sobie podskórną blokadę, wstyd, niepewność, wiele osób chciałoby coś powiedzieć, ale z różnych względów tego nie robi. Tu natomiast, kiedy taki bodziec zaistniał, a widzowie widzieli, że wiele osób przed nimi pozostawiło swoje komentarze, niewątpliwie ich to ośmielało do napisania swoich refleksji. Może myśleli wtedy „Dlaczego nie, też zostawię swoje przemyślenie, być może będzie to dla kogoś proste, a dla kogoś niezrozumiałe, ale będzie to, jak ja to widzę, jak ja myślę”. Cieszyłyśmy się, że w publiczności znalazła się ta chęć dzielenia refleksjami w trakcie trwania wystawy.

Jakiego typu komentarze tam się znalazły? „Jak to widzisz?” jest pytaniem niesamowicie otwartym, można na nie odpowiadać na wielu rożnych poziomach.

Maria: O to nam chodziło, aby to było pytanie maksymalnie otwarte i przez to dać każdemu pole do własnej interpretacji.

Katarzyna: Przy niektórych pytaniach znalazły się dopowiedzenia. Pytałyśmy o nastrój, o wspomnienia, z czym się kojarzy konkretne dzieło, dawałyśmy więc podpowiedzi, w którą stronę można iść. Pytałyśmy też, które dzieło wzbudza największe emocje i dlaczego.

Czego zatem dowiedziałyście się z tych wpisów?

Maria: Było dużo osobistych refleksji, wspomnień z dzieciństwa, przykładowo pejzaż przypomniał komuś szczęśliwe dzieciństwo i wakacje, które spędzał u babci poza miastem. Były też refleksje czysto estetyczne, kogoś zachwycił obraz ze względu na kolorystykę, która świetnie ze sobą współgra.

Katarzyna: Były też krótkie żartobliwe wypowiedzi, zdarzały się wypowiedzi dzieci najczęściej o zwierzętach na obrazach.

Czy te komentarze jeszcze w czasie trwania wystawy zostały jakoś przez Was wykorzystane albo macie na nie pomysł? To mógłby być materiał do badań albo do wykorzystania promocyjnego. Czy myślałyście po prostu o tym, aby tą zabawę z publicznością kontynuować?

Katarzyna: Tak, chodziło o zabawę i ośmielanie. Wypowiedzi są, więc możliwe, że gdzieś jeszcze zostaną wykorzystane, natomiast w przestrzeni wystawy miały zachęcać, chciałyśmy też je pokazywać, aby inni mogli się z nimi zapoznawać i odnosić się do nich. Zdarzały się takie odniesienia, wchodzenie w dialog z osobą, która wcześniej się wypowiedziała.

Jak z perspektywy czasu oceniacie ten projekt? Czego się nauczyłyście? Czego muzeum się nauczyło?

Maria: To było dla nas przetarcie szlaków, spróbowanie czegoś zupełnie nowego o takim zasięgu. Nastąpiło też ośmielenie nas samych. Było wiele niewiadomych, często myślałyśmy jak to będzie, bo to było coś, czego w wielu aspektach nie byłyśmy w stanie przewidzieć. To była praca na żywym organizmie. Śmiałość w próbowaniu nowych rzeczy. To nas zachęciło do tego, że warto schować podświadomy lęk i próbować nowych rzeczy, bo może to zaowocować czymś ciekawym i cennym.

Czy coś z tego doświadczenia zostało w Waszej metodzie pracy, w kolejnych propozycjach programowych?

Katarzyna: Cały czas to hasło „Jak to widzisz?” pozostaje w naszych działaniach. To jest to, o czym chcemy rozmawiać, choć niekoniecznie przez tak postawione pytanie.

A taka metoda, aby na chwilę dać tej drugiej stronie prawo do dokonania wyboru, podzielenia się swoją refleksją na szerszym polu, nie tylko w czasie warsztatów z grupą szkolną, ale dostępnego dla szerszej publiczności, czy coś takiego może mieć miejsce?

Katarzyna: Myślę, że może mieć miejsce. To było bardzo ciekawe doświadczenie przynoszące korzyści dla obu stron, dla publiczności i dla nas. Wzajemnie się od siebie uczyliśmy.

Pamiętam, że odbywały się też spotkania ze znanymi osobami, które wskazywały prace, o których chciały opowiedzieć w formule spotkania z publicznością.

Maria: To były wakacyjne spotkania w trakcie trwania plebiscytu. Miały dwutorowy charakter. Z jednej strony było to działanie marketingowe, które miało projekt reklamować i rozpowszechniać, a z drugiej strony zaprosiłyśmy osoby, które były rozpoznawalne, ale nie związane bezpośrednio ze sztuką. Miało to ośmielić osoby, które chciałyby wziąć udział w plebiscycie, do tego, aby o sztuce mówić. Te osoby stanowiły dowód na to, że nie będąc historykami sztuki, mogą powiedzieć, co im się podoba, podzielić się swoimi przemyśleniami. Zależało nam na pokazaniu, żeo sztuce może mówić każdy.

Katarzyna: I pokazać różne punkty widzenia.

Jak ten projekt odbierany był w samym muzeum?

Katarzyna: Zakładaliśmy na początku, że część rzeczy będzie się rozgrywała na bieżąco, że trzeba będzie reagować na żywo. Byliśmy świadomi tego, że pewne decyzje trzeba będzie podejmować szybko, jeśli chodzi o oprawę graficzną, ustalenia dotyczące plakatów, zaproszeń.

Pytam tu bardziej o stosunek pracowników innych działów merytorycznych, pamiętając, że Pałac Herbsta jest oddziałem Muzeum Sztuki, czyli kontekst jest szeroki. Czy to było uznane za pomysł szalony, pochopny, kreatywny… Stosunek był pozytywny czy raczej z rezerwą?

Maria: Reakcje były pozytywne. Wiele osób mówiło, że to super inicjatywa oraz że świetnie, że eksperymentujemy i próbujemy. Czułyśmy pozytywny doping.

Czy musiałyście do tego projektu niektóre osoby w muzeum przekonywać?

Katarzyna: Nie, muzeum w ogóle w tej sposób działa, realizuje działania włączające.

W organizację projektu zaangażowany był Dzieł Edukacji i Dział Sztuki Dawnej. Jak to się stało, że się dogadałyście?

Maria: To nie musiało się stawać przy okazji tego projektu. Jesteśmy niedużym zespołem i być może dlatego nigdy nie panowały w nim ścisłe podziały, a wzajemna pomoc i współpraca jest dla nas czymś naturalnym. Wiele razy robiłyśmy coś razem. Często wspólnie rozmawiamy o różnych kwestiach, to jest wzajemna wymiana pomysłów i energii. Naszemu zespołowi przyświeca myśl, że nikt nie może robić wszystkiego sam, rozmowa zawsze jest cenna. To, że zaczęłyśmy ten projekt realizować wspólnie, było dla nas rzeczą absolutnie naturalną.

16 grudnia 2020