Chór POLIN

MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH POLIN

Chór POLIN to jedna z wizytówek Muzeum Historii Żydów Polskich. Istnieje od samego początku funkcjonowania muzeum w nowym gmachu, nie jest to jednak stały element muzealnej struktury i wciąż funkcjonuje jako projekt. Swoją premierę chór miał w 2014 r. w czasie Dni Otwartych towarzyszących otwarciu wystawy stałej. Poprowadzili go wówczas znany brytyjski kompozytor i dyrygent Sean Palmer oraz trener wokalny Kuba Pałys, którzy wraz z chórzystami i chórzystkami stworzyli utwór inspirowany legendą o przybyciu Żydów do Polski. Chór nie pracuje wyłącznie głosem, nie mniej istotne znaczenie ma tu ruch, gest. Do chóru może należeć każdy, bynajmniej nie ogranicza się do profesjonalistów. Nie ma też stałego zespołu – pracuje projektowo i do każdego projektu prowadzony jest osobny nabór chętnych. Mimo że dotychczasowi chórzyści zawsze chcą wracać, to dla nowych uczestników jest zagwarantowana pula miejsc. W ten sposób projekt pozostaje otwarty. Chór POLIN towarzyszy różnym projektom realizowanym w muzeum, ale występuje też w innych miejscach w ramach międzyinstytucjonalnych partnerstw.

Występy chóru zawsze są dobrze udokumentowane – fotograficznie i na wideo, jednak nic nie zastąpi obecności na występie. Nie ma podziału na scenę i publiczność – publiczność jest wśród chórzystów i ma możliwość doświadczać energii płynącej od występujących w zupełnie niespodziewany sposób.

Projekt „Przejmując scenę. Polifoniczny manifest dla przyszłości” współorganizowany z Biennale Warszawa, reżyseria projektu: Zorka Wollny, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, Christine Schörkhuber, 2019 r. Fot. K. Jagodzińska

Z Ewą Chomicką, kierowniczką Laboratorium Praktyk Muzealnych, rozmawia Katarzyna Jagodzińska

Jakie były początki chóru?

Początki Chóru sięgają 2014 r., kiedy jako Muzeum POLIN przygotowywaliśmy się do otwarcia wystawy stałej. Ponieważ jestem zwolenniczką działań włączających i rozbijania myślenia o programie jako budowanego przez profesjonalnych ekspertów/ekspertki, artystów/artystki, zależało mi na tym, aby włączyć tak zwanych zwykłych-niezwykłych mieszkańców i mieszkanki Warszawy do wspólnego działania. Naturalną formą ekspresji, w której też ja się dobrze czuję jako kuratorka i która ma szczególny wymiar związany z więziotwórczym charakterem tych działań, są inicjatywy muzyczne, performatywne. Sama miałam takie doświadczenia z wcześniejszej pracy w muzeum, gdzie widziałam jak ogromną wspólnotową wartość mają takie działania – zaproponowałam więc stworzenie grupy w muzeum. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, czy będzie to jednorazowe działanie, czy się sprawdzi w tym konkretnym miejscu. Zaproponowałam stworzenie kolektywnej wypowiedzi muzyczno-performatywnej, która miała dotyczyć pierwszej galerii wystawy stałej mówiącej o przybyciu Żydów do Polski. Zależało mi na tym, aby każdy i każda, kto będzie brał udział w projekcie, odnalazł ważny dla siebie wątek lub kontekst. Jednym z nich było poszukiwanie definicji domu – Co to znaczy być u siebie? Co to znaczy dotrzeć do siebie? To wszystko było powiązanie z aspektem edukacyjnym związanym z eksplorowaniem różnych wątków i różnych wersji legend związanych z początkiem obecności Żydów w Polsce.

Zrobiliśmy otwarty nabór. Byłam ciekawa, na ile spotka się on z zainteresowaniem. Każdy i każda, kto chciał, mógł do tego działania dołączyć Zaczynaliśmy pracę w osiemdziesiąt osób. Mieliśmy warunki lokalowe, które pozwalały zapewnić wspólne działanie tak dużej grupie. Idea była taka, aby stworzyć wspólną kolektywną wypowiedź, która będzie współtworzona przez uczestniczki i uczestników projektu poprzez dzielenie się swoimi historiami i wplatanie swoich wypowiedzi, czy to w ekspresji muzycznej czy fraz ze wspomnianych poszukiwań definicyjnych. Mieliśmy cykl niemal dwumiesięcznych warsztatów, które zgromadziły bardzo różnorodną społeczność. Były osoby, dla których temat żydowski jest ważny, osoby, dla których działanie muzyczne czy performatywne jest ważne, osoby poszukujące dla siebie miejsca ekspresji. Z bardzo różnych powodów ludzie się tam spotkali.

Finały tego przedsięwzięcia były wplecione w program tworzony przez profesjonalnych artystów i artystki – duże, znane nazwiska. Chciałam oddać scenę również osobom, które mają potrzebę tego typu ekspresji, ale wcześniej nie dostawały na to miejsca. Udało się to wspaniale – zarówno w aspekcie artystycznym, estetycznym, jak i wspólnotowym. Zaczęłam więc myśleć o tym, aby Chór POLIN stał się częścią naszego stałego działania. Od tego czasu udało nam się zrealizować w bardzo różnych odsłonach i konfiguracjach – osobowych i jeżeli chodzi o formę wypowiedzi – około piętnastu projektów.

Projekt „Przejmując scenę. Polifoniczny manifest dla przyszłości” współorganizowany z Biennale Warszawa, reżyseria projektu: Zorka Wollny, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, Christine Schörkhuber, 2019 r. Fot. K. Jagodzińska

Czy przyglądałaś się innym muzeom, przy których działają chóry?

Ja wcześniej nie miałam doświadczenia chóru działającego przy instytucji muzealnej, miałam doświadczenie konsolidowania ludzi wokół muzyki i wspólnej wypowiedzi muzycznej. W mojej wcześniejszej pracy w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie rozwijałam – wówczas dosyć nowatorką, dzisiaj już dobrze osadzoną – ścieżkę stałego spotykania się wokół pieśni tradycyjnych z różnych rejonów świata i odzyskiwania kolektywnej formy wypowiedzi muzycznej. W Polsce ta tradycja się zatraciła, a ona jest bardzo organiczna dla budowania wspólnot lokalnych. Doświadczenie chórowe miałam z zupełnie innego miejsca, mianowicie jestem członkinią Chóru Kobiet. Było to dla mnie bardzo ważne doświadczenie, ważna możliwość uczestniczenia w społecznej wypowiedzi feministycznej. Będąc jedną nogą performerką, a drugą kuratorką i realizatorką różnych działań kulturalnych, zastanawiałam się, co mogę wziąć dobrego z tego chórowego doświadczenia dla kiełkującej we mnie idei, a czego powinnam się ustrzegać. Na jakie aspekty powinnam zwrócić uwagę, aby osoby biorące udział w tego typu przedsięwzięciach czuły się w nich podmiotowo, by były one realnie społeczne i włączające. I na ile tego typu idea jest możliwa do zrealizowania w warunkach instytucjonalnych – na ile można zbudować tę wspólnotowość, na ile można przesuwać szczebelki włączania, gdzie te momenty negocjować z samą sobą, z instytucją, z uczestnikami/uczestniczkami. Gdybym miała sięgnąć pamięcią wstecz i spojrzeć na te doświadczenia, to wydaje mi się, że udało nam się zbudować wspólnie z prowadzącymi i uczestnikami/uczestniczkami poszczególnych działań coś wyjątkowego, znaczącego, ważnego tożsamościowo zarówno dla muzeum, dla mnie osobiście, jak i dla osób, które w tym brały lub nadal biorą udział. Udało się nam stworzyć grupową wspólnotę, jednocześnie otwartą na redefiniowanie, eksperymentowanie, ciągłe rozwijanie.

Z jakim przyjęciem pomysł, aby chór działał na stałe, spotkał się w muzeum?

To nie jest do końca tak, że chór działa „na stałe” w muzeum. Udaje się nam realizować kolejne działania, ale chór nie jest stałą częścią muzeum – działa projektowo. Ważnym czynnikiem są tu środki na kolejne inicjatywy. Obecnie mamy dość komfortową sytuację, bo udało się zapewnić finansowanie realizacji przynajmniej jednego projektu na najbliższe lata. Ale wcześniej za każdym razem wiązało się to z poszukiwaniem miejsca, gdzie taka wypowiedź mogłaby się zdarzyć, szukaniem na to środków. Pozycja chóru jako idei kolektywnej wypowiedzi, która wybrzmiewa w muzeum i innych miejscach, komentując muzycznie i performatywnie różne tematy, jest w tej chwili już okrzepnięta, ale nie jest jeszcze czymś, co uznałabym za punkt docelowy. Wsłuchuję się w głosy uczestników/uczestniczek projektów. Części z nich od dawna marzy się, jak to ja nazywam, „reprezentacyjny chór Muzeum POLIN” – na stałe osadzony w strukturach, gwarantujący systematyczne próby i stały rozwój dla członków/członkiń chóru. Przyznaję, że na początku broniłam się przed tą ideą, czułam, że formuła „latającego chóru”, pojawiającego się i znikającego, trochę stałego, a trochę efemerycznego, w którym można być przy każdej kolejnej odsłonie, ale który też jest stale otwarty na nowe osoby, jest dużo ciekawsza. Na założenie chóru, który w zamyśle miałby ograniczyć się do wybranych osób i „inwestować” w rozwój zamkniętej grupy, długo nie miałam w sobie zgody. Zależało mi na tym, aby to były projekty maksymalnie otwarte – zarówno dla tych, którzy chcą powracać, jak i dla nowych osób, które chciałyby znaleźć dla siebie takie miejsce; bez klasycznych castingów, przesłuchań, wymagań, barier. Chór działa w takiej formule już kilka lat i związało się z nim wiele osób z motywacjami i potrzebami znalezienia dla siebie „stałego miejsca”, pewnego, trwałego. Czuję, że tym osobom, które wracają do nas stale, jesteśmy winni próbę odpowiedzenia na te potrzeby.

Dziś chór funkcjonuje jako projekt półotwarty, do którego zawsze są zaproszeni ci, którzy brali udział we wcześniejszych działaniach, ale zawsze jest też nabór nowych osób. Do każdego nowego projektu trzeba jednak na nowo się zgłaszać, a liczba osób zainteresowanych jest zawsze znacznie większa niż grupa, którą możemy zaprosić do wspólnego działania. Zastanawiam się zatem nad przeformatowaniem modelu działania chóru – połączenia struktury stałej i otwartej w taki sposób, by trzon grupy, a jest to w tej chwili już kilkadziesiąt osób, miał zapewnioną przez muzeum stałą praktykę pracy z głosem i ciałem, a jednocześnie by nowe osoby czuły się zaproszone do dołączania na równych prawach, bez konieczności „porównywania się” i „dorównywania” do innych. Idea Chóru POLIN zasadza się bowiem na procesie grupowym, na przechodzeniu wspólnej drogi od początku do końca, od kształtowania wspólnych pytań, wokół których spotykamy się w projekcie, do kolektywnego wypowiedzenia się w przestrzeni publicznej. To też Chór różnych głosów, różnych ekspresji, w którym każdy i każda może znaleźć dla siebie miejsce, niezależnie od wyjściowych umiejętności. Jako wyzwanie na najbliższy czas widzę zatem zastanowienie się nad przeformułowaniem modelu działania, tak, by odpowiedzieć na potrzeby części uczestników i uczestniczek, ale też, by ocalić te istotne dla nas założenia.

Projekt „Przejmując scenę. Polifoniczny manifest dla przyszłości” współorganizowany z Biennale Warszawa, reżyseria projektu: Zorka Wollny, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, Christine Schörkhuber, 2019 r. Fot. K. Jagodzińska

Wprowadzenie w struktury, to z jednej strony kwestia formalna, a z drugiej konieczność zapewnienia stałego finansowania dla przynajmniej jednego projektu rocznie. Na tym zasadza się problem?

Dokładnie. Stałe finansowanie, stałe użytkowanie przestrzeni i stałe wpisanie tego typu inicjatyw w program instytucji, tak, by ich obecność stała się niejako naturalnym elementem działalności programowej. To oczywiście szerszy problem; instytucje kultury są niedofinansowane, wiele z nich, jak w naszym przypadku, działalność programową prowadzi w oparciu o pozyskiwane z zewnątrz granty. Niełatwo w takich warunkach zapewnić działaniom stałość i wyzwolić się z projektowego systemu działania, co w przypadku inicjatyw związanych z budowaniem społeczności jest szczególną trudnością.

Czy pracownicy śpiewają w chórze?

Bywa tak, ale nie są to sytuacje częste. Są osoby, które pracowały w muzeum i śpiewały w chórze, są osoby, które już nie pracują, a ciągle w chórze śpiewają, są też osoby, które najpierw dołączyły do chóru, a potem zaczęły pracować w muzeum. Chór ma swoich stałych fanów, a dokładniej fanek, w ekipie muzealnej; jest kilka osób, które przychodzą na każdy występ. Również ja jako kuratorka, kiedy tylko mogę, to „wskakuję” do projektów chóru, bo będąc we wspólnym procesie od środka, z grupą, najlepiej wyczuwa się tę wewnętrzną energię, najlepiej diagnozuje się pułapki projektów partycypacyjnych, najlepiej można reagować na pojawiające się potrzeby. Poza tym, że udział w projektach sprawia mi czysto ludzką przyjemność, traktuję to moje bycie nie tylko kuratorką, ale też członkinią grupy, przechodzącą przez podobne zadania jak inni/inne, jako rodzaj obserwacji uczestniczącej, anthropology at home, która pozwala mi świadomiej budować kolejne działania. Niemniej, moje bycie częścią wewnętrznego procesu jest często po prostu niemożliwe, bo długofalowy projekt społeczny łączący kilkadziesiąt różnorodnych osób, wydarzający się w realiach instytucjonalnych, z przygotowaniami logistycznymi i formalnymi, to bardzo dużo pracy „w tle”. Zazwyczaj udaje mi się być częścią grupy wtedy, gdy realizujemy działanie w partnerstwie z innymi organizacjami, poza murami muzeum, gdzie nasi partnerzy/partnerki odciążają nas w wyzwaniach organizacyjnych, logistycznych.

Projekt „Mantra dla Muranowa”, kompozycja: Wojtek Blecharz, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, 2020 r. Fot. K. Jagodzińska

Chórzyści formalnie nie są częścią muzeum, ale ci, którzy są w chórze od lat, zżyli się z muzeum. Czy oni mają jakieś specjalne przywileje? Czy wolno im trochę więcej niż normalnie publiczności?

Chórzyści i chórzystki otrzymują bezpłatne wejściówki na nasze wystawy (wraz z osobami towarzyszącymi), otrzymują niekiedy zaproszenia na specjalne wydarzenia, które proponujemy zaprzyjaźnionym z muzeum grupom, otrzymują też zaproszenia do udziału w innych działaniach muzycznych czy performatywnych jako wokaliści/wokalistki, performerzy/performerki. Zawsze na występach, jeśli są biletowane, grupa ma zapewnione miejsca dla bliskich i przyjaciół. Przestrzenią naszej szczególnej dbałości jest też to, aby te projekty były bardzo dobrze udokumentowane, miały dobre zdjęcia, dobrą realizację wideo – te dokumentacje, jako zwieńczenie wspólnej pracy, oprócz tego, że są upowszechniane przez muzeum, uczestnicy i uczestniczki otrzymują również dla siebie, do prywatnego użytkowania. Ważnym aspektem jest też to, że często jako grupa spotykamy się po prostu towarzysko, lubimy spędzać wspólnie czas.

Projekt „Mantra dla Muranowa”, kompozycja: Wojtek Blecharz, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, 2020 r. Fot. K. Jagodzińska

Czy jest w muzeum otwartość na to, aby z chórem współpracować, czy Ty jako kuratorka musisz znajdywać tę wspólną płaszczyznę, gdzie dany projekt mógłby się z chórem spotkać?

Bywa różnie. Czasami jest tak, że ja tropię te możliwości, tak na przykład było przy wystawie „Krew”. Spektakl i wideo do wystawy miała przygotować Bogna Burska, znałam jej artystyczne dokonania, bardzo je ceniłam. Wyobraziłam sobie, że świetnie by było, gdyby elementem tych reżyserskich poszukiwań i jednym ze zbiorowych bohaterów tych form uczynić też chór, że to będzie ogromna wartość dodana. Po rozmowie z Bogną pomysł zaskoczył. Chór miał ważną rolę w spektaklu chodzonym po całym muzeum, tworzył też ścieżkę dźwiękową do wideo. A współpraca okazała się na tyle wartościowym doświadczeniem dla obu stron, że później Bogna zaprosiła nas do swojej kolejnej realizacji – wideo i spektaklu „Bunt Głuchych”, projektu organizowanego przez Zachętę. To też jest dla mnie bardzo ważne, aby Chór POLIN, choć związany z Muzeum POLIN, jako ciało społeczne współpracował też z innymi podmiotami, zabierał głos w innych przestrzeniach, w różnych partnerskich konfiguracjach. Współpraca z Biennale Warszawa też była dla mnie bardzo ważna. W tym przypadku to my odezwaliśmy się do Biennale z propozycją współdziałania, widząc, że bliskie są nam wartości i tematyka podejmowana przez tę instytucję. Widzieliśmy szansę na wspólne stworzenie wartościowego projektu. Ponieważ w tamtym czasie bardzo chcieliśmy zrealizować polifoniczny manifest chórowy dotyczący kształtowania przyszłości, a w konkursie Advocate Europe, mimo że projekt dotarł do finału, nie uzyskał ostatecznie finansowania, otwartość Biennale na współpracę umożliwiła realizację tej idei. W ten sposób powstał partnerski projekt „Przejmując scenę. Polifoniczny manifest dla przyszłości”, który obejmował chórowe interwencje artystyczne w program Biennale i finałowy koncert, obejmujący cały budynek Biennale i obszar przed jego siedzibą [reżyseria: Zorka Wollny, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, Christine Schörkhuber]. Zdarzają się też sytuacje, że ktoś inny proponuje nam współpracę z chórem. Ja zawsze jestem bardzo otwarta na tego typu inicjatywy i jeżeli tylko aspekty produkcyjne nam to umożliwiają, chętnie korzystamy z takich zaproszeń.

Projekt „Mantra dla Muranowa”, kompozycja: Wojtek Blecharz, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, 2020 r. Fot. K. Jagodzińska

Stale obecne jest też pytanie, które niestety chyba jeszcze długo nie doczeka się satysfakcjonującego rozwiązania, jak traktować finałowe występy takich grup. Mają one wszak charakter kreatywny, są wypowiedzią artystyczną. Dodatkowo tłem ideowym w takich projektach jest zacieranie granicy między profesjonalnymi i nieprofesjonalnymi twórcami/twórczyniami. O ile jednak nie przyszłoby nam do głowy, by nie zapłacić za zamówiony koncert profesjonalnym muzykom czy muzyczkom, o tyle przy projektach partycypacyjnych, przynajmniej tak wynika z moich dotychczasowych doświadczeń, ten dylemat jest stale obecny. W projektach partycypacyjnych występy są wszak zwieńczeniem procesu edukacyjnego i kreatywnego; danie im miejsca, ich wybrzmienie w przestrzeni publicznej może być wartością samą w sobie dla instytucji, uczestników/uczestniczek działania, publiczności. Dodatkowo, jak wspominałam, już samo zdobycie środków na uruchomienie takich projektów jest nie lada wyzwaniem. A jednak mam z tyłu głowy pobrzmiewającą niezgodę na ten stan. Występy Chóru mają bardzo wysoką jakość artystyczną i – gdybyśmy funkcjonowali w sytuacji idealnej – performerzy/performerki powinni zawsze otrzymywać przynajmniej symboliczne wynagrodzenie za udział w koncertach czy spektaklach prezentowanych dla publiczności. Niekiedy udaje się nam wprowadzić takie rozwiązanie, szczególnie przy mniejszych działaniach czy projektach realizowanych w partnerstwach, ale najczęściej, ze względu na dużą liczbę chórzystów i chórzystek, otwarty charakter grupy i ograniczone finanse, jest to niestety niemożliwe. Musielibyśmy albo maksymalnie zawęzić grono osób, które mogą brać udział w takich procesach, albo po prostu przestać je realizować. Podnoszę ten wątek, ponieważ jest on ważny i mam nadzieję, że wspólnym wysiłkiem uda się zmienić sposób myślenia o tego typu działaniach grantodawców/czyń i organizatorów/ek kultury.

Jako muzeum staramy się w różnoraki sposób równoważyć te niedobory i rozwijać pakiet nie tylko symbolicznych, ale też namacalnych „profitów”. Na przykład Chór otrzymał propozycję stworzenia audiosfery do wystawy „Tu Muranów”; projekt ten nie był procesowym działaniem społecznym, lecz klasycznym zamówieniem artystycznym. Mogliśmy wprawdzie do niego zaprosić nieliczną grupę uczestników i uczestniczek, ale nabór był wśród chórzystów i chórzystek otwarty, a osoby, które wzięły udział w tym projekcie, otrzymały standardowe wynagrodzenie.

Projekt „Mantra dla Muranowa”, kompozycja: Wojtek Blecharz, współpraca muzyczna: Kuba Pałys, 2020 r. Fot. K. Jagodzińska

Na ile fakt, że chór jest pod egidą muzeum jako instytucji jest dla uczestników ważne? Wspomniałaś wcześniej o różnych motywacjach udziału w chórze – tematyka żydowska, zainteresowanie działaniami muzycznymi i performatywnymi. Wszystko to można robić w innej formule, niekoniecznie w ramach instytucji, jako ngo’s, kolektyw. Na ile fakt, że to jest muzeum, jest dla nich ważne?

Trzeba by o to zapytać uczestników i uczestniczki, nie mnie (śmiech). Ja oczywiście mogę podzielić się swoimi tezami, opierając się na rozmowach z chórzystami/chórzystkami, obserwacjach i ewaluacjach. Powiem najpierw z mojej perspektywy; dla mnie to jest ważne, ponieważ daje niesamowitą możliwość włączania i wzmacniania społecznego głosu, otwierania muzeum na społeczną energię, współtworzenia kolektywnych form wypowiedzi, spotykania się w dialogu. Z perspektywy uczestników i uczestników – sądzę, że bywa bardzo różnie. Dla niektórych osób było to bardzo znaczące, że jest to inicjatywa właśnie Muzeum POLIN – szczególnie dla osób związanych osobiście z historią żydowską czy interesujących się nią. Dla niektórych osób to w ogóle nie miało znaczenia, że zaprasza akurat Muzeum POLIN, bo szukali dla siebie po prostu przestrzeni wypowiedzi, albo na przykład interesowała ich/je możliwość pracy z konkretnym artystą/artystką. Motywacje do „wejścia” są więc bardzo różne. To, co mnie cieszy, to że po wspólnych chórowych procesach, po przejściu chórowej ścieżki, wiele osób mówi o Muzeum POLIN jako o swoim miejscu. O miejscu, które robi ważne rzeczy, które jest otwarte na poszukiwania, eksperymenty, które wraz z chórem chce też się rozwijać. Wiele osób bardzo zżyło się z muzeum, w emocjonalny sposób się z tym miejscem utożsamiło. Przeżyły wszak w nim znaczące momenty, znalazły dla siebie ważną przestrzeń społeczną. Nie jest jednak tak, że każdy, kto chciał dołączyć do Chóru, odnalazł się w modelu jego pracy czy jego dość odległej od klasycznego formatu, eksperymentalnej estetyce. Naturalnie, bywają osoby, które rezygnują, bywają osoby, które są rozczarowane. Znakomita większość uczestników i uczestniczek chce jednak wracać, mimo że nierzadko też ma jakieś krytyczne opinie. Staram się dawać przestrzeń na rozmowy o różnych oczekiwaniach, o różnych perspektywach – nie tylko chórzystów i chórzystek, ale też instytucji, mnie jako kuratorki, zaangażowanych artystów i artystek. Czasami ten gwar głosów jest nie do zniesienia (śmiech), ale mam wrażenie, że właśnie z krzyżowania tych często bardzo odmiennych perspektyw wychodzą te niesamowite jakości, jakie tworzy Chór POLIN.

Dodam też, że mimo całej fluktuacyjności Chóru POLIN, staram się przestrzegać zasad funkcjonowania w naszej grupie i je w pewnym sensie kształtować, wyraźnie zaznaczam miejsca, gdzie są wrażliwe punkty funkcjonowania tej grupy. Ważne są dla mnie takie aspekty jak grupowa odpowiedzialność za proces, spotykanie się w różnorodności, między różnymi grupami i indywidualnościami, dawanie przestrzeni dla tych, którzy wcześniej nie odważyli się na dołączenie do takich inicjatyw, bo na przykład niekoniecznie świetnie śpiewają albo mają idealne wyczucie rytmu. Cieszę się, że w tych działaniach łączą się zarówno osoby, które ukończyły szkoły muzyczne, jak i ci/te, którym słoń nadepnął na ucho, a którzy/które mają do zaproponowania swoje indywidualne, unikalne formy ekspresji. Myślę, że udało się nam stworzyć – choć to podobno niemożliwe – przestrzeń, w której każdy/każda może poczuć się „na swoim miejscu”.

14 grudnia 2020

O projekcie „Mantra dla Muranowa”