Wirtualny Sztetl

MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH POLIN W WARSZAWIE

Jeszcze zanim powstało Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN uruchomiony został serwis internetowy „Wirtualny Sztetl”. Portal ten opisuje dzieje kultury materialnej i społeczności żydowskiej na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Zaczął działać w 2009 r., na cztery lata przed otwarciem gmachu muzeum. Do 2012 r. wydawcą było Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny w Polsce, a od 2012 r. jest nim muzeum. Początkowo projekt zakładał szeroką partycypację społeczną, która była bardziej animowana, niż trzymana w ryzach przez zespół redakcyjny. W latach 2017–2018 portal został przebudowany, dzięki czemu stał się rzetelnym, encyklopedycznym źródłem wiedzy na temat historii Żydów polskich.

„Wirtualny Sztetl” był tworzony częściowo na wzór Wikipedii, gdzie osoby zainteresowane mogły dodawać swoje teksty o charakterze popularno-naukowym i zdjęcia. Po czterech latach funkcjonowania projektu w takim modelu muzeum zdecydowało się wprowadzić profesjonalną redakcję, aby zapanować nad narastającym materiałem, którego wartość merytoryczna często była dyskusyjna. Adam Dylewski, redaktor naczelny „Wirtualnego Sztetla”, przyznaje, że „brak krytycyzmu w momencie akceptowania materiałów powodował, że Sztetl stał się chaotyczny, a dla pewnych środowisk, na przykład studentów, w niektórych aspektach przestał być użyteczny. Trzeba było cały materiał poddać redakcji i weryfikacji merytorycznej. Ogromna ilość danych na Sztetlu wymagała korekty po opracowaniu innych źródeł informacji, na przykład ksiąg adresowych czy rejestrów handlowych”.

Sztetl przeszedł podobną drogę do tej, którą przeszła Wikipedia. Tam także została wprowadzona redakcja merytoryczna, jednak z uwagi na rozmach, nawet kilkustopniowy proces weryfikacji nie jest w stanie zapewnić wiarygodności materiału. A Sztetl taką ambicję ma.

Adam Dylewski mówi o wątpliwościach związanych z ideą partycypacji w przypadku Sztetla. „Entuzjazm nie zawsze wystarcza, w działalności naukowej, także popularnonaukowej, potrzeba chłodnej głowy i weryfikacji danych” – komentuje. Przeformułowanie metody stało się możliwe po 2015 r. dzięki nowym narzędziom poznawczym, które nie były dostępne w momencie tworzenia Sztetla. Redakcja portalu wykorzystuje efekty technologii optycznego rozpoznawania znaków OCR, dzięki której możliwe stało się analizowanie ogromnych ilości danych. Polega ona na tym, że zeskanowane źródła informacji, na przykład stare książki telefoniczne, przerabiane są na pliki tekstowe, następnie ładowane do bazy danych i przetwarzane. Nie trzeba już ręcznie przeszukiwać książek w poszukiwaniu potrzebnych informacji, można analizować setki wydawnictw informacyjnych jednocześnie, przy pomocy wyszukiwarek pełnotekstowych i innych technik, wyciągając potrzebne dane w formie dossier.

Adam Dylewski tłumaczy:

Teraz, kiedy na ogromną skalę zostały otwarte i zdigitalizowane archiwa, powstały biblioteki cyfrowe, możemy uzupełnić to, co mamy, w oparciu o dużo potężniejsze narzędzia badawcze niż tylko ludzka pamięć. Znaleźliśmy się w zupełnie innym punkcie, nazwałbym go punktem wymiany danych. Część z tych materiałów, które napłynęły w ramach partycypacji, zwłaszcza o charakterze bardziej ogólnym, ocaleje, natomiast przy danych na poziomie szczegółowym, czyli adresów, telefonów, składów rad nadzorczych przedsiębiorstw, ludzka pamięć często przegrywa w zestawieniu ze źródłem, a tych źródeł jest dziś dużo, znacznie więcej niż przed dziesięcioleciem. Idea partycypacyjna wymaga tutaj uzupełnienia przez technologię.

Rewolucja na portalu dokonała się w 2018 r. W związku z migracją danych zostały przeprowadzone zakrojone na wielką skalę porządki – ogromna ilość danych została przeznaczona do poprawy i weryfikacji w oparciu o źródła. Zdecydowano też o zmianie formatu przygotowywanych materiałów, co jest związane z rozpowszechnieniem smartfonów – użytkownicy coraz częściej korzystają z internetu na małym ekranie. W efekcie powstają krótsze materiały tekstowe i publikowanych też jest mniej fotografii, które w dotychczasowej ilości trudno było na małym ekranie obsłużyć. Zmienił się też sposób korzystania z serwisu – większość osób nie poszukuje materiałów z poziomu strony startowej portalu, lecz otwiera interesujące je podstrony poprzez wyszukiwarkę. Czas spędzony na stronie to około jednej minuty. „To przypomina czytanie klasycznej papierowej encyklopedii. Nikt nie siedzi i nie czyta haseł po kolei. Zmiana polegała na tym, że poszliśmy w stronę encyklopedyczną, z całym balastem encyklopedyzmu, czyli zastosowaniem wielości źródeł, krytycyzmu, lapidarności” – tłumaczy Adam Dylewski.

„Wirtualny Sztetl” stał się źródłem rzetelnej wiedzy, opartej na faktach, a nie domysłach lub zawodnej pamięci.

Nie wystarczy, że komuś się wydaje, że gdzieś był cmentarz żydowski, tylko sięgamy po przedwojenne mapy geodezyjne i sztabowe, i go szukamy. Dzięki temu dowiadujemy się, kiedy powstał, ile miał hektarów, gdzie były jego granice. Zaprowadziło nas to do tego, że pracujemy w tej chwili nad szerokim programem ochrony cmentarzy żydowskich w całej Polsce, które będą oznaczone, może też w przyszłości posprzątane i ogrodzone. Wiemy, ile ich jest i gdzie się znajdują. Być może podczas weryfikacji danych rozczarowaliśmy niektórych naszych autorów-amatorów, ale w zamian za to zyskaliśmy coś znacznie potężniejszego, czyli narzędzie do ochrony dziedzictwa żydowskiego.

Redaktorzy Sztetla osobiście dokumentują cmentarze w terenie. Do zdjęć wykorzystywane są drony fotograficzne, aby pokazać ogrom obiektów i elementy, których nie widać z ziemi.

„Wirtualny Sztetl” nadal zakłada udział społeczny w powstawaniu portalu, jednak materiały są weryfikowane. „Partycypacja dzisiaj odbywa się przez filtr redakcyjny, nie ma przypadkowości. Sztetl posiada plan wydawniczy, który skłania nas do położenia nacisku na pewne tematy, natomiast inne tematy zostaną uwypuklone później”. W tym sensie bardziej przypomina redakcję encyklopedii czy czasopisma, a mniej portal społecznościowy, którym był na samym początku. Autorzy otrzymują honoraria za opublikowane artykuły, dzięki czemu kwestia praw autorskich jest od samego początku wyjaśniona. Udział społeczny jest też wykorzystywany do weryfikacji, jak konkretne obiekty wyglądają dzisiaj in situ.

Popularność fotografii cyfrowej sprawia, że konieczne jest wprowadzanie ograniczeń jeśli chodzi o archiwizację zbiorów cyfrowych. „Zbiory cyfrowe zmierzają ewidentnie w tę samą stronę, w którą podążyły zbiory materialne, czyli poprzez komisje nabytków, pozyskiwanie zgód, odrzucanie części rzeczy, zwłaszcza, gdy są to dublety czy kolejne wersje tego samego lub podobnego ujęcia. Inflacja odwzorowań cyfrowych jest gigantyczna, a ich ilość znacznie większa niż potrzeby czytelników, dlatego musimy być coraz bardziej krytyczni” – tłumaczy Adam Dylewski. W ten sposób wirtualny projekt muzealny zbliża się do zasad, jakie rządzą kolekcją muzealną.

Redakcja „Wirtualnego Sztetla” liczy obecnie sześć osób, w tym dwoje wydawców, osobę odpowiedzialną za kampanie promocyjne, osobę zajmującą się wyłącznie genealogią oraz osobę odpowiedzialną wyłącznie za wersją angielską, z której korzysta jedna czwarta czytelników portalu (łączna liczba czytelników ponad półtora miliona osób). Ponadto Sztetl korzysta z zewnętrznych współpracowników, a także partnerów, wśród których są także duże instytucje, jak Narodowy Instytut Dziedzictwa.

Tym niemniej, podkreślić trzeba wagę partycypacji dla Sztetla. Adam Dylewski mówi:

Idea partycypacyjna na początku była bez wątpienia cenna. To, że mamy dzisiaj tak wielu czytelników, wynika z tego, że wcześniej zachęciliśmy ich do współuczestnictwa. Różne dobrodziejstwa Sztetla polegają nie tylko na tym, że ktoś opublikował swój tekst, ale także na tym, że być może zastanowił się, że koło swojego domu ma stary cmentarz, może czegoś nie namalował, może gdzieś posprzątał. Dzięki partycypacji mamy nie tylko teksty i zdjęcia, ale także wiele różnych pozytywnych efektów pośrednich, zwłaszcza o wymiarze edukacyjnym.

Katarzyna Jagodzińska

W tekście zostały wykorzystane wypowiedzi Adama Dylewskiego, z którym Katarzyna Jagodzińska przeprowadziła rozmowę 2 listopada 2020 r.

Strona projektu